Reklama

Reklama

MP w tenisie stołowym. Bajor: Jest coraz trudniej o złoto

Natalia Bajor po czwartym z rzędu tytule mistrzyni Polski w tenisie stołowym przyznała, że najłatwiej było sięgnąć po złoto po raz pierwszy. „Jest coraz trudniej. Raz, że gram teraz z większą presją i oczekiwaniami, a dwa, rywalki są mocniej zmobilizowane na pojedynek ze mną” – wyjaśniła.

Pierwszy raz Bajor (AZS UE Wrocław) po złoto sięgnęła w 2018 roku i do tamtej pory regularnie z mistrzostw Polski wraca z tytułem. W rozmowie z PAP przyznała, że to czwarte mistrzostwo wywalczone w miniony weekend przyszło jej najtrudniej.

"Odnoszę takie wrażenie, że każdy kolejny tytuł przychodzi mi zdobyć trudniej. Chyba najłatwiej było za pierwszym razem, bo jechałam na turniej bez żadnego specjalnego nastawienia i presji. Chciałem po prostu dobrze grać. Teraz jest już inaczej. Jest coraz trudniej. Raz, że gram teraz z większą presją i oczekiwaniami, a dwa, rywalki są jeszcze mocniej zmobilizowane na pojedynek ze mną" - wyjaśniła.

Reklama

W finale pochodząca z Brzegu Bajor pokonała po sześciu setach Katarzynę Grzybowską-Franc (Dojlidy Białystok). Rywalka prowadziła 1-0 i 2-1, ale później zawodniczka AZS UE Wrocław uspokoiła grę i nie oddała już żadnej partii.

"To był ciężki mecz, ale równie ciężko było w półfinale, gdzie spotkałam się z koleżanką klubową Kasią Węgrzyn. Muszę przyznać, że bałam się tego spotkania. Doskonale się z Kasią znamy, bo dwa razy dziennie trenujemy z sobą. Można powiedzieć, że gramy już z sobą w ciemno. Spodziewałam się, że o tym, która z nas wygra, może zadecydować dyspozycja dnia. Udało się, ale mogło być różnie. To były dwa bardzo trudne mecze i ciężko mi nawet ocenić, który był trudniejszy" - oceniła.

Zdobywając czwarty raz z rzędu złoto Bajor wyrównała rekord Xu Jie, która nie miała sobie równych w latach 2005-08. Lepszą serię miała tylko Danuta Szmidt-Calińska, która po złoto sięgnęła pięć razy z rzędu (1966-70).

"Mam swoje cele, które chcę zdobywać i na pewno ten czwarty tytuł nie sprawi, że spocznę na laurach. W niedzielę wróciłam z mistrzostw, w poniedziałek mam odpoczynek, a już we wtorek wracam do treningu. Nic się nie zmieniło. Wiem, że muszę nadal pracować i się rozwijać. Zaraz czekają nas mecze ligowe, a później igrzyska olimpijskie. Jasne, że kolejne złoto sprawiło mi dużą satysfakcję, ale po jednym dniu przeznaczonym na radość trzeba wrócić do rzeczywistości i treningów" - skomentowała Bajor.

Zawodniczka AZS UE Wrocław ma nadzieję, że znajdzie się w składzie polskiej reprezentacji, która niemal równo rok temu wywalczyła awans na igrzyska w Tokio. Jak powiedziała, na razie nic nie jest pewne.

"Wydaje mi się, że powinna pojechać Natalia Partyka, Li Qian i ja, ale na tę chwilę jeszcze niczego nie wiemy na sto procent. Ważne, aby było zdrowie, bo jak będzie, to chyba tak właśnie powinien wyglądać skład naszej drużyny. O wszystkim zadecyduje trener" - krótko dodała.

Złoty medal w grze pojedynczej nie był jedynym zdobytym na ostatnich mistrzostwach Polski. Wrocławianka triumfowała także w deblu i był to trzeci z rzędu tytuł, a każdy z nich wywalczony z inną partnerką.

"Najpierw była to Natalia Partyka, później Kinga Stefańska, a teraz Kasia Grzybowska. Nie wiem, skąd to się bierze. Sukces w deblu polega na zrozumieniu się z partnerką. Widocznie dobrze się z dziewczynami rozumiałyśmy. Czy jest to gra indywidualna, czy debel, zawsze podchodzę tak samo - chcę zagrać jak najlepiej i zwyciężyć" - podsumowała 24-latka.

Mariusz Wiśniewski




Dowiedz się więcej na temat: tenis stołowy | Natalia Bajor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje