Reklama

Reklama

Wach - Szpilka. "Szpila": Nie ma co świrować, to nie będzie spacer

​- Nawet Jarell Miller nie mógł nic poważnego zrobić Mariuszowi, a ostatnio widzieliśmy, co zrobił z Tomkiem Adamkiem. To pokazuje, jak niewygodnym zawodnikiem jest Wach - powiedział przed ciekawie zapowiadającą się konfrontacją z "Polskim Olbrzymem" Artur Szpilka.

Do gali KnockOut Boxing Night 5 dojdzie 10 listopada w Gliwicach, a starcie Szpilki z Wachem jest walką wieczoru.
Po porażce z Adamem Kownackim Szpilka zmienił trenera - Ronniego Shieldsa zastąpił Andrzej Gmitruk. W debiucie pod nowymi skrzydłami "Szpila" pokonał w maju, na PGE Narodowym, Dominicka Guinna. Teraz poprzeczka wędruje znacznie wyżej - przeciwnikiem Artura będzie "Polski Olbrzym".

Reklama

Po tym, jak Tomasz Adamek zakończył karierę, bokser z Wieliczki jest drugim Polakiem na światowej liście najcięższych. Według zestawienia Boxrec.com zajmuje 31. miejce, podczas gdy Wach jest 33. Najwyżej, na 9. miejscu plasowany jest  Adam Kownacki.

Mariusz Serafin, Bokser.org: Czym Mariusz Wach może cię zaskoczyć?

Artur Szpilka: Ciężko powiedzieć. Ma na pewno bardzo dobre warunki - jest duży i ciężki. A czym mnie może zaskoczyć, to zobaczymy 10 listopada.  

Ja ogólnie jestem przygotowany na niego. Razem z Andrzejem (Gmitrukiem - przyp. red.) ćwiczymy, przerabiamy każdy z możliwych jego wariantów. Nawet zakładamy, że już w pierwszej rundzie ruszy, bo się naoglądał Adama (Kownackiego - przyp. red.), tylko że to wszystko było. Kurczę, teraz się nie będę tłumaczył, ale ręka ręką, waga wagą, ale ja doszedłem do wniosku, że nie mogę tyle ważyć. To jest waga ciężka i nawet osiem kilogramów więcej nie zaszkodzi. Ja nawet w okresie roztrenowania ważyłem 115 kg. Mój poprzedni trener kazał mi z wagi zjeżdżać, dusić ją na siłę. Musiałem ważyć maksymalnie 110 kg, żeby wyjść na salę. Teraz poszedłem może nie po rozum do głowy, ale spojrzałem na to, jak się czuję. Teraz już wiem, że waga 115 kg nie byłaby dobra na Mariusza, więc muszę przygotować taką w granicach 109-110 kg na spokojnie, żeby być mobilnym i szybkim, a przy tym silnym, a 101 kg to było o wiele za mało. Jak na wagę ciężką.

Przypominała ta waga Davida Haye’a.

- Masz rację, tylko że Haye był niższy i nie tracił na refleksie. A ja mówię, że z nogami i innymi elementami nie tracę tyle, można zapytać Andrzeja, on wie najlepiej i jest moim jakby trzecim okiem w ringu. Jak on tylko daje delikatną sugestię, to od razu zmieniam i jestem w stu procentach zadowolony ze swych przygotowań. Liczę na to, że niedługo przyjedzie Ustinow, wiem, że ma być. Oprócz niego Helenius, a to są zawodnicy topowi w wadze ciężkiej, wielkie "konie". Bardziej przypominający Mariusza Wacha, tylko mocniej bijący, będzie Ustinow, to nawet nie ma co mówić. Z tego, co pamiętam, "Reksiu" (Marcin Rekowski - przyp. red.) mi opowiadał, że kopie jak koń na sparingach, prawdziwa masakra. Dzięki temu, że będę mógł sparować z takim zawodnikiem, będę mógł poczuć respekt i wiem, co mam do zyskania, przerobienia.

Nie ma co tu świrować, wiadomo, że walka z Mariuszem nie będzie łatwą. Każdy z zawodników topowych, który się z nim mierzył przekonał się, że to nie jest spacerek. Nie trzeba daleko szukać, wystarczy sobie przypomnieć walkę Mariusza z Jarrellem Millerem (Wach przegrał przez techniczny nokaut w 9. rundzie - przyp. red.). Każdy, kto choć odrobinę zna się na boksie widział, że "Wachu" może tej walki nie wygrywał, ale była bardzo równa. Miller nie mógł nic poważnego zrobić Mariuszowi, a ostatnio widzieliśmy, co zrobił z Tomkiem Adamkiem. Nie ma co porównywać Tomka z Mariuszem, bo to dwa różne style, inne wagi, ale walka z Millerem dowiodła, jak niewygodnym zawodnikiem jest Mariusz.

Twój trener dobrze zna Wacha, czy zdradził ci jakieś tajniki z jego boksu?

- Tak, dał mi odpowiednie wskazówki, ale nie powiem jakie. Pracujemy nad tym często. Mariusz powiela jeden z podstawowych błędów, które robił od dawna, ale to, co sobie analizujemy to jest jedno, a to, co się zdarzy w ringu, to jest drugie. Trzeba przepalić emocje, wejść i pokazać to, co wytrenowaliśmy. Boks uczy cały czas pokory. Wydaje ci się, że wszystko już wiesz, a później okazuje się, że wszystko, co przerobiłeś do tej pory nie ma wielkiego znaczenia i nagle okazuje się, że coś jest nie tak. Dlatego trzeba wypośrodkować emocje, żeby wejść 10 listopada i pokazać, że to, co przerobiliśmy w przygotowaniach nie poszło na marne. Uwierzcie mi, że gdy ja jestem pod ścianą, to naprawdę potrafię gryźć.  


Dowiedz się więcej na temat: Artur Szpilka | Mariusz Wach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje