Reklama

Reklama

Mariusz Pudzianowski: Pełny dystans, bez pośpiechu

- Zaplanowana walka na pełny dystans, wyrachowana. Nie było oszczędzania - mówił Mariusz Pudzianowski po zwycięstwie nad Seanem McCorklem podczas gali KSW 24.

"Pudzian" udanie zrewanżował się rywalowi za porażkę sprzed trzech miesięcy i pokazał, że jeszcze się liczy w MMA. Siłacz dobrze przepracował okres przygotowawczy, co znalazło potwierdzenie w ringu. - Utrzymać 140-kilogramowego chłopa w parterze - życzę powodzenia. Ja mistrzem parteru nie jestem. Przez te trzy miesiące, które miałem, musiałem to poprawić. Jak poprawiłem, to sami oceńcie - podkreślił Pudzianowski, który wyciągnął wnioski z przegranego pojedynku z McCorklem.

- Ostatnim razem, gdy rękę miałem wykręconą, to ją oddałem. Teraz było to samo, ale tym razem wybroniłem ją na pograniczu. Wiedziałem już co zrobić, jak przytrzymać, jak zblokować - stwierdził "Pudzian".

- Walka potoczyła się tak, jak z moim sztabem zaplanowaliśmy. Tak jak mówiłem wcześniej - pełny dystans, bez pośpiechu. Mogłem od razu w pierwszej rundzie przyspieszyć, ale nie. Powoli, do samego końca ścisłe wykonywanie założeń - zaznaczył Pudzianowski.

Obecny na konferencji prasowej Paweł Nastula został zapytany o swoją dalszą przyszłość w MMA po porażce z Karolem Bedorfem. - Dajcie ochłonąć. Raz się przegrywa, raz się wygrywa. Nie odpowiem teraz na to pytanie - zaznaczył Nastula.

Mikrofon z rąk byłego znakomitego judoki wziął Pudzianowski, który wychwalał dokonania Nastuli. - Dla mnie Paweł, tak jak zawsze w wywiadach powtarzałem, jest mistrzem, był i będzie. Pokłony za jego osiągnięcia. 25 lat na macie - szacunek ma u mnie pełen za to co zrobił. Być mistrzem olimpijskim, to nie jest pstryknięcie palcem. Musiał się chłop napracować, że na kolanach schodził z maty - mówił Pudzianowski.

Reklama


Dowiedz się więcej na temat: Pudzianowski | Paweł Nastula | MALKOWSKI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje