Reklama

Reklama

Katarzyna Kłys: Dżudo to wspaniały sport, warto było się tak męczyć

"Dżudo do wspaniały sport i za nic nie zamieniłabym go na nic innego. Warto było się tak męczyć" - powiedziała Katarzyna Kłys (70 kg), która w piątek w swoim ostatnim występie w karierze zajęła na mistrzostwach Europy w Warszawie piąte miejsce.

Na stołecznym Torwarze Kłys stoczyła cztery bardzo trudne i wyczerpujące walki. W starciu o brąz nie udało się jej pokonać rozstawionej z "jedynką" Marie Eve Gahie (Francja).

Reklama

"Nie jestem pogodzona z wynikiem. Na macie zostawiłem całe swoje serce, ale to nie wystarczyło by sięgnąć po ten ostatni, wymarzony medal" - przyznała po zawodach Polka, która ma na swoim koncie poza brązowym krążkiem MŚ (2014) także dwa tytuły wicemistrzyni kontynentu (2007, 2012) oraz złoty medal ME w drużynie (2016).

W Warszawie oprócz rodziny i kibiców Kłys wspierana była również przez pomagającego jej w przygotowaniach do turnieju Pawła Nastulę.

"Kasia pokazała swój charakter i wolę walki. Nawet jak jej nie szło, nawet jak brakowało sił, nawet jak rywalki przeważały, to walczyła do samego końca. Niestety przez to, że stoczyła trzy naprawdę ciężkie pojedynki z dogrywkami, to w ostatnim starciu zabrakło jej trochę mocy" - przyznał mistrz olimpijski z Atlanty (1996), którego mobilizujące Polkę okrzyki słyszalne były na całym Torwarze.

Po przegranej walce z Gahie, Kłys, która w niedzielę kończy 31 lat, mimo smutku i zmęczenia z uśmiechem opowiadała o swojej trwającej blisko dwie dekady przygodzie z dżudo.

"Dżudo to piękny sport z tradycjami i nawet jeśli nie zawsze było łatwo i fajnie to uważam, że było warto. Zobaczyłam kawał świata, poznałam wielu ludzi, a przede wszystkim wygrywałam i stawałam na podium. Momentu, gdy grają twój hymn, nie da się zapomnieć. Człowiek czuje wtedy, że było warto tak pracować" - stwierdziła.

Kłys przyznała, że w jej pamięci najbardziej zapisał się moment, w którym sięgnęła po brązowy medal mistrzostw świata w Czelabińsku w 2014 roku.

"To mój najcenniejszy krążek. Ten pojedynek z holenderką Kim Polling (liderką rankingu olimpijskiego - PAP) kiedy przegrywałam i gdzieś na minutę przed końcem wykonałam akcję na waza-ari to było to" - wspominała zawodniczka.

Kończąca karierę Polka nie zamierza rozstać się jednak zupełnie ze sportem.

"Judogi na kołku nie zawieszę. Mamy z mężem w Krakowie klub sportowy, w którym trenuje ponad 300 dzieciaków. Ostatnio często nas nie było, ale teraz będziemy mieli więcej czasu by się nimi zająć. Życzyłabym sobie aby judo w Polsce szło do przodu. To jest naprawdę piękny sport" - podsumowała Kłys.

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Kłys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje