Reklama

Reklama

​Były judoka i trener kadry Ryszard Zieniawa spoczął na cmentarzu w Gdańsku

Przedstawiciele władz polskiego judo, koledzy z maty, wychowankowie oraz byli i obecni zawodnicy towarzyszyli w ostatniej drodze Ryszarda Zieniawy. Zmarły 15 maja w wieku 87 lat judoka i trener kadry spoczął w piątek w rodzinnym grobowcu na cmentarzu w Gdańsku Łostowicach.

Zieniawa urodził się 1 lutego 1933 roku w Równem w ówczesnym województwie wołyńskim w rodzinie wojskowej. W czasie drugiej wojny światowej wraz z najbliższymi przedostał się do Lublina, a następnie do Sopotu. Z judo zetknął się podczas służby wojskowej; będąc na obozie w Jeleniej Górze poznał reemigranta z Francji Adama Nidzgórskiego, prekursora tego sportu w Polsce. Później zaczął startować z sukcesami w zawodach.

Występował w barwach gdańskich klubów, Zrywu, Spójni i Wybrzeża, był 11-krotnym złotym medalistą indywidualnych mistrzostw Polski (w trzech kategoriach), od 1957 do 1964 roku. Już jako zawodnik pracował w roli trenera.

Reklama

W latach 1959-1964 i 1980-1991 był szkoleniowcem reprezentacji Polski. Największy sukces pod jego wodzą biało-czerwoni odnieśli na igrzyskach w Seulu w 1988 roku, w których Waldemar Legień zdobył złoty, a Janusz Pawłowski srebrny medal.

"Będąc młodym chłopcem chciałem trenować z najlepszymi. Żeby to zrobić zmieniłem klub, a zrobiłem to po to, żeby uczyć się od tego, który potrafił uczyć i wiedział, jak trenować. Nie zawsze wszystko szło gładko, bo też Mistrz nie był człowiekiem łatwym. Nam, jego zawodnikom, trudno czasem było podzielać jego bezkompromisowość i upór. Miał u większości szacunek i w pełni na ten szacunek zasługiwał. Kochał swoją pracę. Wystarczyło na niego popatrzeć, gdy któryś z nas stawał na podium. Mistrz czuł się z nas dumny, a my razem z nim czuliśmy się dumnymi Polakami" - napisał w odczytanym na pogrzebie liście mieszkający i pracujący w Kanadzie Pawłowski.

61-letni dwukrotny medalista olimpijski, srebrny z Seulu w 1988 roku i brązowy z Moskwy osiem lat wcześniej nie ukrywa, że wiele Zieniawie zawdzięcza.

"To czego się nauczyłem, nauczyłem się od Niego. To co osiągnąłem w sporcie, osiągnąłem dzięki Niemu. Miał też duży wpływ na to, kim jestem dzisiaj. Zawsze widział pozytywne strony wydarzeń i potrafił się z nich cieszyć. Będę pamiętał długie z nim rozmowy. O judo, gdzie pokazywał stare notatki, o historii, o polityce, o wszystkim. Kolejnej filiżanki herbaty już nie będzie. Dziękuję Mistrzu!"- dodał znakomity polski judoka.

W 2017 roku Zieniawa uczestniczył w gali z okazji 60-lecia Polskiego Związku Judo. Otrzymał wtedy 9 DAN, najwyższy stopień w Polsce, pas czerwony. Utrzymuje się, że jest dla judo takim trenerem i postacią, jak dla piłki nożnej Kazimierz Górski, dla siatkówki Hubert Wagner czy dla boksu Feliks Stamm.

- Byłeś zawsze wierny sobie i byłeś zawsze prawdziwy. Pokazałeś nam, że w życiu warto mieć swoje zdanie, pokazałeś, że posiadana wiedza jest wartością. Swoim życiem pokazałeś, co oznacza mocny kręgosłup moralny, bo byłeś wierny zasadom. Byłeś tytanem pracy, pokazałeś, że trzeba mieć w życiu cel i dążyć do doskonałości, nie poddawać się, ale robić swoje i każdego dnia coraz lepiej. Czasem zastanawiam się, czy to czy znalazłeś na swojej drodze judo, czy to judo wybrało Ciebie? - powiedziała przemawiająca w imieniu rodziny córka Agnieszka.

Zieniawę ukształtowało też ciężkie dzieciństwo, bo jego młode lata przypadły na czas wojny i ciągłego zagrożenia.

- Widziałeś wiele okrucieństwa i podłości ludzkiej, w dorosłym życiu też często miałeś pod górkę, ale nigdy nie narzekałeś i zawsze byłeś ostoją optymizmu. Pokazałeś wielokrotnie, co to znaczy nie być obojętnym na krzywdę drugiego człowieka, bo zawsze stawałeś w obronie słabszych i pokrzywdzonych. Zapewne wielu złodziejaszków do dzisiaj pamięta spotkania z Tobą. Miałeś też fenomenalne poczucie humoru, bo gdybyś był teraz z nami powiedziałbyś coś w stylu "nie wygłupiajcie się z tymi kwiatami, kto to teraz posprząta?" - zakończyła.

W rodzinnym grobowcu obok urny z prochami "Mistrza" znalazła się także biała judoga z czarnym pasem.

Autor: Marcin Domański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje