Reklama

Reklama

Biljał Machow zawieszony za doping. Andrzej Wroński dla Interii: Już się przyzwyczaiłem

- Tu dochodzi też kwestia sumienia. Czyli świadomość, że w jakiś niedozwolony sposób osiąga się wynik sportowy. Pytanie do tych ludzi, co oni czują - głowi się w rozmowie z Interią Andrzej Wroński, dwukrotny mistrz olimpijski w zapasach (Seul 1988, Atlanta 1996), komentując kolejny skandal dopingowy w swojej ukochanej dyscyplinie. I przyznaje rację, że najczęściej złapać dają się biedni i głupi.

W piątek gruchnęła wiadomość, która wywraca do góry nogami olimpijskie podium z Londynu (2012 rok) w zapasach w stylu wolnym w kategorii 120 kg. Agencja RUSADA poinformował, że Rosjanin Biljał Machow, czyli zdobywca złotego medalu, został zawieszony na cztery lata. Cała historia jest szokująca, bo Machow pierwotnie cieszył się z brązowego medalu, wespół z Irańczykiem Komejlem Ghasemim. Po drodze jednak wpadli Artur Tajmazow w barwach Uzbekistanu, czyli złoty medalista oraz drugi oszust, Dawit Modzmanaszwili z Gruzji, pozbawiony srebra. W taki sposób Machow został awansowany do miana mistrza, ale czas pokazał, że on również zhańbił ducha fair-play.

Reklama

- To fakt, że zawodnicy sięgają po doping, ale nie wiem do końca, czym to jest spowodowane. Czy tylko dużymi pieniędzmi, czy sławą. Medycyna jest coraz lepsza, środki do wykrywania dopingowiczów są coraz bardziej zaawansowane, a mimo wszystko posuwają się do tego - komentuje 56-letni Andrzej Wroński, nasz wybitny zapaśnik. Dwukrotny mistrz olimpijski, mistrz świata i Europy. Słowem: multimedalista największych imprez sportowych.

Andrzej Wroński: Tak było, jest i, podejrzewam, niestety będzie

- Poza tym jest kwestia sumienia. Czyli świadomość, że w jakiś niedozwolony sposób osiąga się wynik sportowy. Pytanie do tych ludzi, co oni czują. Dla zawodników, którzy z nimi przegrali i odpadli z turnieju, czyli zostali pozbawieni możliwości zdobycia medalu, jest to na pewno krzywdzące. Ale tak było, jest i, podejrzewam, niestety będzie. Odbywa się to w każdej dyscyplinie sportu.

CZYTAJ TEŻ: Skandal dopingowy. Znany mistrz olimpijski zawieszony

Brak medalu, w sensie dosłownym, to jedno. Ale jest też mnóstwo niepowetowanych i, z perspektywy czasu, niepoliczalnych strat. Wielu sportowców może sobie tylko gdybać, o ile lepiej potoczyłaby się ich kariera, gdyby kilka lat wstecz jakiś oszust nie stanął na ich drodze.

- Pełna zgoda, to na pewno pozostaje już jedną, wielką niewiadomą. Najgorzej, bo taki sportowiec pewnie rozmyśla, co by było, gdyby... Medal, w tym ten olimpijski, zawsze może ponieść na skrzydłach i pomóc osiągnąć kolejne sukcesy. Jeszcze gorzej, jeśli takie niepowodzenie zakończyło wtedy czyjąś karierę - rozmyśla nasz rozmówca.

Wielość wpadek dopingowych w historii sportu sprawia, że na wielu osobach ten proceder już nie robi wrażenia. Nie dlatego, że ich nie odraża, co po prostu zdążyli przyzwyczaić się do takich wiadomości. To samo mówi Wroński pytany, jakie myśli w pierwszej chwili przechodzą mu przez głowę, gdy słyszy o kolejnym skandalu dopingowym.

Andrzej Wroński: Mnie taki "klient" nie pozbawił medalu

- Powiem panu, że ja się do tego już przyzwyczaiłem. Nie robi to na mnie dużego wrażenia, bo jak pan zauważył, człowiek od kilkudziesięciu lat "oswaja" się z tym tematem. Pamiętam wielką aferą, która wybuchła wokół Bena Johnsona. Po prostu zacząłem do tego przywykać - jasno stawia sprawę nasz były genialny zapaśnik i zwraca uwagę na jeden, istotny fakt.

- Mnie nie spotkało takie nieszczęście, by jakiś "klient" pozbawił mnie medalu. Nigdy, w całej karierze, żaden z przeciwników nie został złapany na dopingu. To oczywiście nie świadczy o tym, że żaden się nie dopingował, natomiast nikt nie wpadł. Być może gdybym doświadczył tego na własnej skórze, wtedy miałbym żal, inaczej podchodziłbym do takich wiadomości, a może miałbym też inne spojrzenie na ten sport. A tak patrzę na to z boku i widzę analogię do pijanych kierowców. Wszyscy wiedzą, że tego nie wolno robić, a co rusz mamy do czynienia z takimi przestępstwami. Gdyby świat był piękny i uczciwy, sądy i więzienia byłyby niepotrzebne.

Słowa Wrońskiego mogą sprawić, że ktoś poczuje się skonfundowany. Na zasadzie: "jak to tak, przyzwyczajać się do złego i z nim się oswajać?!". Zdaniem naszego rozmówcy prawda jest jednak jeszcze dużo bardziej brutalna.

- Pewnie jest część sportowców, którzy "biorą", ale nigdy nie zostali złapani. Być może ta wiedza uskrzydla też innych, którzy decydują się sięgnąć po doping wierząc, że im też się upiecze. Bo gdyby było tak, że wyłapać uda się wszystkich, to podejrzewam, że tę zarazę udałoby się wyeliminować ze sportu - uważa Wroński.

Andrzej Wroński: Biedni robią wszystko po amatorsku

Kilka lat temu w rozmowie z niżej podpisanym kontrowersyjną opinię przedstawił Przemysław Saleta. Słowa byłego mistrza Europy w wadze ciężkiej były szeroko komentowane w mediach. Stwierdził on, że tak naprawdę, jeśli mówimy o sportach olimpijskich, to na dopingu dają się złapać biedni i głupi. Odpowiedź Wrońskiego, skonfrontowanego z tą wypowiedzią, jest jednoznaczna.

- Ja bym się z tym zgodził. Bo jeśli ktoś ma pieniądze, to bierze pod kontrolą lekarza lub innych specjalistów. A biedni robią wszystko po amatorsku. Na zasadzie, że gdzieś tam coś usłyszeli, że ktoś po coś sięgnął w danej ilości, po czym próbują sami i dają się złapać. Niestety, tam gdzie są duże pieniądze, zarobić też chcą koncerny farmaceutyczne - puentuje Wroński.

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje