Reklama

Reklama

Tyberiusz Kowalczyk: Przygotuje się na Najmana jak na Tysona

8 grudnia w Londynie znany z zawodów strongmanów Tyberiusz Kowalczyk zmierzy się w formule K1 z powracającym ze sportowej emerytury Marcinem Najmanem. W rozmowie z INTERIA.PL "Tyberian" opowiada dlaczego zdecydował się przyjąć propozycję walki i czy nie obawia się skutków ewentualnej porażki z "El Testosteronem".

8 grudnia w Londynie znany z zawodów strongmanów Tyberiusz Kowalczyk zmierzy się w formule K1 z powracającym ze sportowej emerytury Marcinem Najmanem. W rozmowie z INTERIA.PL "Tyberian" opowiada dlaczego zdecydował się przyjąć propozycję walki i czy nie obawia się skutków ewentualnej porażki z "El Testosteronem".


Co takiego zrobił Panu Marcin Najman że go Pan bić zamierza?

Tyberiusz Kowalczyk: (Śmiech) - Nic takiego, zadzwonił kolega z Londynu, który działa tam jako promotor i wyszedł z propozycją walki z Najmanem. To była spontaniczna decyzja, od razu się zgodziłem.

Nie wahał się Pan ani przez moment?

- Nie, to był totalny spontan!

Miał Pan wcześniej kontakt ze sportami walki?

- Nie, teraz zacząłem trenować dopiero.

I nie boi się Pan Marcina Najmana?

- Na pewno nie będę go lekceważył. Do walki zostały dwa miesiące, przez ten czas zdążę się przygotować.

Reklama

Ma Pan gotową taktykę czy postara się skopiować styl Mariusza Pudzianowskiego lub Roberta Burneiki?

- Do opracowania taktyki jeszcze daleko. Tym bardzie, że nie ja ją będę ustalał, tylko mój trener, do którego mam pełne zaufanie. Na razie skupiamy się na treningach bokserskich. W końcu Najman coś tam boksował. W MMA byłoby łatwiej, skręciłbym go, udusił i gotowe, a tak w K1 trzeba będzie bić się w stójce.

Podobno ustalono limit wagowy na 115 kilogramów. Pan waży znacznie więcej, zdąży Pan zrzucić kilkanaście kilogramów w dwa miesiące?

- Ten limit jest niemożliwy. I tak już zrzuciłem ze 133 do 127 kilogramów, nie ma mowy żeby udało się dojść do 115 kg.  W dniu walki powinienem ważyć około 118 kg, większej różnicy Najmanowi to raczej nie zrobi. W MMA w parterze masa ma znaczenie, ale w stójce to może być dla niego przewaga, będzie szybszy ode mnie. A oświadczenia, że mam ważyć 115 kg nie podpiszę.

Trochę Pan ryzykuje, bo ewentualne zwycięstwo nad Marcinem Najmanem większej chwały Panu nie przyniesie, a w razie porażki narazi się Pan na pośmiewisko.

- Takie jest życie, ryzyko zawsze jakieś istnieje. Nawet pijak spod budki z piwem jak dobrze trafi to człowieka znokautuje, więc jeszcze raz podkreślam, że Najmana nie zlekceważę. Muszę się przygotować jakby czekał na mnie Mike Tyson w szczytowej formie!

Marcin Najman ma wielu przeciwników, którzy liczą na to, że wreszcie ktoś skutecznie wybije mu z głowy sporty walki. Pan może być tym kimś. Poradzi Pan sobie z presją?

- Taki z niego wojownik jak ze mnie. Coś tam poboksował niby, ale gdzie mu do prawdziwych zawodników? Zawsze szybko odklepywał. Mi serca do walki na pewno nie zabraknie.

Rozmawiał: Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL