Reklama

Reklama

Trener japońskich judoczek odszedł z powodu zarzutów o maltretowanie

Ryuji Sonoda, trener kobiecej reprezentacji Japonii w judo, zrezygnował z pracy. To skutek doniesień prasowych ze środy na temat maltretowania przez niego piętnastu zawodniczek, w tym uczestniczek ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich w Londynie.

Z zeznań judoczek wynika, że były przez trenera bite kijami bambusowymi oraz policzkowane, również podczas obozu szkoleniowego przed igrzyskami. W grudniu złożyły w tej sprawie skargę do Japońskiego Komitetu Olimpijskiego, a ten przeprowadził śledztwo, które potwierdziło ich zeznania.

W środę szef krajowej federacji judo Koshi Onazawa poinformował na konferencji prasowej, że Sonoda i inni trenerzy, którzy przyznali się do znęcania nad zawodniczkami, zostali upomniani, ale nie zawieszono ich. Surowsze kary zapowiedziano w razie "jeśli podobne przypadki się powtórzą".

Reklama

Zgodnie z ustawą przyjętą w 1947 roku w Japonii nauczycielom nie wolno karać fizycznie uczniów, ale wielu z nich dopuszcza się tego i unika konsekwencji. Jednocześnie miejscowa prasa przypomina statystyki, z których wynika, że co roku podczas treningów judo ginie średnio czworo dzieci. M.in. dlatego w marcu 2012 r. powołano do życia stowarzyszenie ofiar wypadków w tej dyscyplinie niemal narodowego sportu. Kieruje nim Yoshihiro Murakawai, którego 12-letni bratanek poniósł śmierć podczas zajęć na tatami.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL