Reklama

Reklama

Tomasz Kowalski: Co najmniej jeden medal w zasięgu Polaków

Dwukrotny wicemistrz Europy Tomasz Kowalski przekonuje, że mimo jego absencji, polscy judocy powinni zdobyć co najmniej jeden medal w kontynentalnym czempionacie. Turniej odbędzie się w dniach 25-28 kwietnia w Budapeszcie.

Rok temu w rosyjskim Czelabińsku "Biało-czerwoni" wywalczyli cztery medale - po dwa srebrne (Kowalski 66 kg, Katarzyna Kłys 70 kg) i brązowe (Janusz Wojnarowicz +100 kg, męska drużyna). W węgierskiej stolicy nie wystąpi ani Kowalski, ani Kłys, która spodziewa się dziecka. Pod ich nieobecność liderem reprezentacji będzie najstarszy zawodnik, 33-letni Wojnarowicz.

Reklama

- Co najmniej jeden krążek jest w zasięgu kolegów z kadry. Nasze najmocniejsze kategorie to 73 kg i +100 kg. W lżejszej z wag nową gwiazdeczką, zawodnikiem o wielkich możliwościach jest Damian Szwarnowiecki. Spore szanse ma również Piotr Kurkiewicz. Obaj byli już mistrzami Europy juniorów. Z kolei w plusie i Wojnarowicz, i Maciej Sarnacki to kandydaci do walki o podium. W przypadku Janusza brakuje już tylko złota - powiedział 25-letni Kowalski.

W 2009 i 2012 roku zawodnik AZS-u Opole sięgnął po srebrne medale ME w wadze 66 kg. W Budapeszcie w tej kategorii wystartuje prawdopodobnie tylko Paweł Zagrodnik, który był blisko medalu na ubiegłorocznych igrzyskach w Londynie.

- Jego dyspozycja jest pewną zagadką, bo ze względu na kłopoty zdrowotne nie startował w dwóch międzynarodowych turniejach w ostatnich tygodniach. Możliwości ma spore, radzi sobie z presją, wygrywa z zawodnikami z górnej półki. Procentować powinno też zimowe zgrupowanie w Japonii - dodał.

Tytułu mistrza kontynentu w kat. 66 kg bronić będzie Rosjanin Alim Gadanow. Nowym zawodnikiem w tej wadze jest Ukrainiec Hrihorij Zantaraja, mistrz i wicemistrz świata w wadze 60 kg.

- Bardzo dobrze znam Zantaraję z czasów juniorskich, wspólnie trenowaliśmy na zgrupowaniach w Kijowie. Bilans bezpośrednich pojedynków wynosi 1-0 dla mnie. To judoka walczący z wielką fantazję, ale bardzo efektywnie. Bardzo groźny, lecz i nieobliczalny. Czasem wykonuje rzut w sytuacji, w której ktoś inny nawet o nim by nie pomyślał. Jeśli zostanę w tej wadze po powrocie do sportu, będzie on i dla mnie zagrożeniem, i dla Gadanowa. Na razie jego przenosiny do kat. 66 kg wypadły okazale, bowiem wygrał zawody w Warszawie i tureckim Samsun. Ale już tak bezboleśnie nie przeszła zmiana wagi u Włocha Elio Verde, brązowego medalisty MŚ i ME - ocenił Kowalski.

Na razie nie wiadomo, kiedy polski judoka, uważany przez ekspertów za następcę Pawła Nastuli (mistrz olimpijski, dwukrotny mistrz globu), wróci do sportu. Od wypadku drogowego, który wykluczył go z IO 2012, minęło już ponad dziesięć miesięcy.

- Bardzo chcę znów rywalizować na tatami. Rozpocząłem niedawno współpracę z byłym trenerem kadry kobiet, profesorem fizjologii Radosławem Laskowskim. Opieka nade mną została szeroko roztoczona. Dodatkowo jeżdżę na obozy reprezentacji, pomagam młodszym zawodnikiem, ale i jednocześnie podpatruję trenerów, bo kto wie, co będę robił w przyszłości. Poza tym przygotowuję się do kolejnych studiów. Skończyłem filologię angielską w Opolu, a teraz chciałbym rozpocząć naukę na AWF-ie w Gdańsku na kierunku związanym z organizacją i zarządzaniem w sporcie - zakończył Kowalski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje