Reklama

Reklama

Tokio 2020. Tomasz Kowalski: Nie można przekreślić poprzednich startów w kwalifikacjach

- Nie można przekreślić poprzednich startów w kwalifikacjach olimpijskich, dlatego być może okres na zdobywanie punktów trzeba rozłożyć wyjątkowo na trzy lata – powiedział PAP dwukrotny wicemistrz Europy w judo Tomasz Kowalski.

MKOl, w porozumieniu z japońskimi organizatorami, zdecydował, że że igrzyska w Tokio odbędą się w 2021 roku. Opóźnienie o 12 miesięcy spowodowane jest rozprzestrzeniającym się koronawirusem. W judo obecnie nie odbywają się zawody Grand Slam i Grand Prix zaliczane do punktacji olimpijskiej. Kwalifikacje miały się skończyć w maju, potem ich finisz przesunięto na czerwiec, a teraz wiadomo, że potrwają dużo dłużej.

Reklama

- Przede wszystkim będzie musiał pojawić się jakiś okres przejściowy, po którym wznowimy starty kwalifikacyjne. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której wymagamy od nieprzygotowanych sportowców wysokiej formy na turnieje kwalifikacyjne, jeśli te miałyby się zacząć zaraz po uporaniu z koronawirusem - stwierdził Kowalski, który w 2007 roku w wieku 19 lat wygrał prestiżowy turniej Jigoro Kano w Tokio.

Kwalifikacje olimpijskie w judo rozłożone są na dwa lata. W pierwszym roku zawodnicy i zawodnicy zapisują na swoich kontach po 50 proc. za punktu wywalczone w najlepszych startach. W drugim do ich dorobku zapisuje się po 100 proc. Najlepsi z listy rankingowej w poszczególnych kategoriach wagowych, ale tylko po jednej osobie z danego kraju, otrzymują nominacje na igrzyska.

- Nie można przekreślić poprzednich startów w kwalifikacjach olimpijskich, dlatego być może okres na zdobywanie punktów trzeba rozłożyć wyjątkowo na trzy lata. Myślę, że spore znaczenie będzie miał czas, tzn. kiedy uda się opanować koronawirusa. Pamiętajmy, że spore pieniądze zostały zainwestowane w przygotowania i starty, dlatego te stare punkty powinny zostać zaliczone. Kwestią do rozpatrzenia pozostaje jedynie środkowy rok, czyli ten obecny, i jak liczyć punkty. Ale być może międzynarodowa federacja rozwiąże to wszystko inaczej i pozostanie przy dwuletnich kwalifikacjach - dodał judoka, który był mistrzem Europy juniorów i młodzieżowców, zaś w finałach seniorskich ME wystąpił w 2009 i 2012 roku.

Kowalskiemu nie udało się zakwalifikować na igrzyska w Pekinie, zaś przed Londynem typowany był jako kandydat do podium. Tymczasem kilka tygodni przed zawodami uczestniczył w wypadku drogowym, który jak się okazało zakończył jego profesjonalną karierę w roli zawodnika. Teraz pracuje jako trener w macierzystym klubie AZS Opole.

- Patrząc jak to wszystko się rozwija, nie było dla mnie zaskoczeniem, że igrzyska w Tokio przełożono aż o rok. Na pewno jest to trudna sytuacja, nie tylko dla sportowców, ale także dla organizatorów, sponsorów itd. Musiała zostać podjęta decyzja będąca w jakiś sposób kompromisem wobec wszystkich interesariuszy, a przede wszystkim najbezpieczniejsza - podkreślił Kowalski.

Gdyby kwalifikacje dziś się skończyły, do Tokio pojechałoby pięcioro polskich judoków: Agata Perenc 52 kg, brązowa medalistka ostatnich MŚ Julia Kowalczyk 57 kg (kwalifikację ma także Anna Borowska, ale jest niżej w rankingu), Agata Ozdoba-Błach 63 kg, Beata Pacut 78 kg i Maciej Sarnacki +100 kg.

Szef Międzynarodowej Federacji Judo Marius Vizer zapewnił, że poinformuje o wszelkich decyzjach dot. kwalifikacji po rozmowach z przedstawicielami igrzysk i MKOl. W pytaniach na Twitterze do prezydenta IJF nie zabrakło tematu możliwości włączenia do... zimowych igrzysk.

- Wydaje mi się, że już kiedyś był taki pomysł. Wymagałoby to kompletnej zmiany kalendarza sportowego. Nie jest to jednak niemożliwe, bo judocy potrafią się przygotować do takich startów jak Grand Slam w Paryżu, który co roku wypada w podobnym okresie, co zimowa olimpiada - zaznaczył były reprezentant biało-czerwonych.

giel/ krys/

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Kowalski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje