Reklama

Reklama

Robert Krawczyk: Pełne finansowanie tylko dla najlepszych

Tylko najlepsi belgijscy judocy mogą liczyć na pełne finansowanie i spokojne przygotowania do najważniejszych zawodów. Odpowiedzialny za flamandzką część kadry trener Robert Krawczyk przyznał, że niektórzy pracują zawodowo, a trenują jedynie wieczorami.

"W całej Europie jest podobnie - o finanse nie muszą się martwić najlepsi, medaliści największych imprez międzynarodowych. Pozostali, nawet ci bardzo utalentowani, albo niezwykle pracowici, nie zawsze mają taki komfort. W Belgii niektórzy pracują w szkołach czy biurach, a trenują wieczorami. Jeśli komuś się nie wiedzie wynikowo, czasem trzeba z takiej osoby zrezygnować i poszukać następnej. Choć trzeba pamiętać, że Belgia jest małym krajem i trudno o wielką grupę judoków na najwyższym poziomie" - powiedział Krawczyk, mistrz Europy w wadze 81 kg z 2007 roku, który w weekend gościł w Warszawie przy okazji Pucharu Świata.

Reklama

Reprezentacja Belgii podzielona jest na flamandzką i walońską. Przedstawiciele obydwu zdobyli po brązowym medalu ubiegłorocznych mistrzostw świata w Rio de Janeiro - Dirk Van Tichelt (73 kg) z grupy Krawczyka; z drugiej na podium stanęła zaś Charline Van Snick (48 kg), później przyłapana jednak na używaniu kokainy.

"Wspólne treningi mamy tylko w środy w Brukseli. W pozostałe dni obie kadry funkcjonują oddzielnie, według własnych planów szkoleniowych. Moim przełożonym jest dyrektor techniczny Danny Bellmans, mam swoich asystentów, sztab medyczny. Belgowie są świetnie zorganizowani, każdy zawodnik pieczołowicie monitorowany pod względem sportowym i zdrowotnym, a informacje między nami wymieniane niemal non stop. Jeśli chodzi o cele na ten rok, nasi judocy mają poprawiać miejsca w rankingu, co potem przekłada się na rozstawienie w ME i MŚ" - dodał Polak.

O wyższą lokatę najtrudniej będzie 29-letniemu Van Ticheltowi, mistrzowi kontynentu 2008 i dwukrotnemu brązowemu medaliście MŚ. Na liście międzynarodowej federacji jest drugi, za Nyam-Ochir Sainjargalem z Mongolii. Znacznie niżej są pozostali Belgowie, w tym Lotte Denoo (52 kg) i Sofie De Saedelaere (78 kg), z którymi Krawczyk przyjechał do Areny Ursynów; druga z wymienionych zajęła piąte miejsce. Co ciekawe, przed kilkoma laty z obydwoma współpracował Wiesław Błach, dziś prezes Polskiego Związku Judo.

"Liderem reprezentacji jest Van Tichelt, mój dobry znajomy jeszcze z czasów zawodniczych. To zawodnik bardzo szanowany i ceniony w Belgii. Poza nim, do krajowej czołówki należą Roxane Taeymans (70 kg), Kenneth Van Gansbeke i Jasper Lefevere (obaj 66 kg) oraz Benjamin Harmegnies (+100 kg)" - stwierdził polski szkoleniowiec.

Od początku roku Belgowie startowali w większości międzynarodowych zawodów, choć finanse wcale nie są nieograniczone.

"Każdy judoka ma określoną kwotę do wykorzystania. Na pewno wystarczy na niezbędne występy np. w kwalifikacjach olimpijskich. Machina ruszy na przełomie maja i czerwca od PŚ w Madrycie. Najlepsi będą walczyć w Grand Slamach i Grand Prix, ale ci słabsi będą szukali punktów w słabiej obsadzonych turniejach" - uważa Krawczyk, trzykrotny olimpijczyk, którego baza znajduje się koło Antwerpii.


Dowiedz się więcej na temat: Robert Krawczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje