Reklama

Reklama

Rafał Simonides odkrywa tajemnice Tajlandii

Wyobraź sobie taką sytuację. Los rzucił cię do jednej z knajp Bangkoku. Zamawiasz przy barze drinka, chcesz się zabawić. Wokół otaczają cię piękne dziewczyny. Rzucają zalotne spojrzenia, flirtują. Egzotyczne, piękne dziewczyny. No właśnie…na pewno dziewczyny?

Jeden z najbardziej utytułowanych zawodników tajskiego boksu w Polsce Rafał Simonides spędził w Tajlandii kilka lat. Trenował, ćwiczył pod okiem miejscowych fachowców i walczył z najlepszymi zawodnikami. To zaprowadziło go do pojedynku na prestiżowej gali organizowanej z okazji urodzin króla Bhumibola Adulyadeja i kilku tytułów mistrza świata.

- Nie ukrywam, że pokochałem Tajlandię. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że moje serce w połowie bije dla Polski, w połowie dla Tajlandii. Spędziłem tam kawałek swojego życia, spełniłem swoje marzenia. Przede wszystkim poznałem tam wspaniałych ludzi, którzy przyjęli mnie jak członka rodziny - relacjonuje Rafał Simonides.

Reklama

Film i książka o tajskich przygodach

Po latach od pierwszego wyjazdu do Tajlandii mistrz świata MuayThai postanowił wrócić do kolebki dyscypliny sportowej, której poświęcił się bez reszty, aby zrealizować swoją drugą wielką pasję - podróżniczą. W przygotowaniu jest obecnie książka i film o wyprawach krakowianina do Tajlandii.

- Kiedy byłem zawodnikiem i walczyłem w Tajlandii nie miałem zbyt wiele czasu na odkrycie piękna tego kraju, reżim sportowy i codzienne treningi nie pozwalały na to. Pomysł na zrealizowanie filmu podróżniczego kiełkował we mnie od dłuższego czasu. Tego lata udało mi się go zrealizować, chociaż nie było łatwo. To niezależna produkcja. Uskładałem na nią pieniądze częstymi walkami. Mogę zdradzić, że na wyjazd zapracowałem siedmioma walkami, wszystkie stoczyłem w tym roku. Zdarzało się, że przerwa między kolejnymi pojedynkami wynosiła trzy tygodnie - podkreśla Rafał Simonides.

Film zostanie dołączony do książki o krakowianie, którą pisze wspólnie z dziennikarzem INTERIA.PL Dariuszem Jaroniem. Sama produkcja powstaje dwutorowo. Trwa montaż dłuższego filmu, który będzie dostępny wraz z książką, powstaje również program w kilkuminutowych odcinkach. Wydanie książki, składającej się z biografii Rafała Simonidesa i przewodnika po Tajlandii, planowane jest na pierwszą połowę 2014 roku.

- Chcę propagować Tajlandię w zamian za całe dobro, jakiego w tym kraju doświadczyłem. Ukazać jej piękno, kulturę, przedstawić również MuayThai, które przez te wszystkie lata ukształtowało mój charakter. Książka i film będą opisem mojego życia, kariery sportowej i mniej i bardziej pikantnych przygód w Tajlandii, a także odpowiedzią na pytania, jakie często dostaję od osób wybierających się do tego kraju. Chciałbym ułatwić każdemu turyście wyjazd do Tajlandii, żeby mógł spędzić rajskie wakacje, a nie martwił się, że wymarzony urlop przerodzi się w koszmar - dodaje mistrz świata MuayThai.

Piękne tajskie...dziewczyny?

Wyobraź sobie taką sytuację. Los rzucił cię do jednej z knajp Bangkoku. Zamawiasz przy barze drinka, chcesz się zabawić. Wokół otaczają cię piękne dziewczyny. Rzucają zalotne spojrzenia, flirtują. Egzotyczne, piękne dziewczyny. No właśnie... na pewno dziewczyny?

- Pytań o spotkania z transwestytami w Tajlandii zawsze dostaję sporo. Jak ich rozpoznać? Jak sprawdzić, czy podrywa mnie śliczna dziewczyna czy facet po kilku operacjach? Przede wszystkim trzeba zwracać uwagę na rysy twarzy. Wiele widziałem, nawet osoby, które wycinały sobie żebra, żeby zyskać damską talię, ale nie wszystkie męskie cechy da się wyeliminować medycyną. Także patrzcie ladyboyom w twarze, chociaż zdaję sobie sprawę, że wzrok może przyciągać co innego - radzi Rafał Simonides.

Lody, wata cukrowa i skorpion na patyku

Tajlandia przyciąga nie tylko nocnym życiem Bangkoku i okazją do ekscytującej zabawy. To także niezwykła i bogata kultura, piękne krajobrazy, dzikie zwierzęta i szczycącą się dobrą marką na świecie. Wyróżnia się przyprawami. Tamtejsze potrawy są pikantne, nawet średnio przyprawione danie może doprowadzić do łez nieprzygotowanego do miejscowych poziomów ostrości turystę.

Kiedy Rafał Simonides pierwszy raz zetknął się z potrawami przyrządzonymi dla Tajów, mimo sporego głodu zajadał się...ryżem. - Starałem się, próbowałem z ciekawości kosztować różnych dań, ale kończyło się po jednym kęsie. Ale piekło! Natychmiast popijałem wszystko dużą szklanką wody. Z czasem moje kubki smakowe przyzwyczaiły się do nowych smaków, dziś nie wyobrażam sobie swojej diety bez tajskich przysmaków.

Są jednak potrawy, których nawet zaprawiony w bojach z tamtejszą kuchnią człowiek nie jest w stanie przełknąć. Na ulicznych straganach można kupić prażone robaki, larwy czy skorpiony. - Wrzucają je do oleju w całości na specjalnych patykach. Znałem lody na patyku, watę cukrową, ale skorpiony?! Dziwne doznanie, smakują jak...nafta. Kompletnie nie nasze, europejskie podejście do smaku - mówi Rafał Simonides.

Nieplanowane spotkanie z wężem

Kręcąc zdjęcia do filmu nasz mistrz wraz z zaprzyjaźnionym kamerzystą przemierzyli niemal całą Tajlandię, od położonej na północy prowincji Chiang-Mai po słoneczne plaże na południu kraju. - Byliśmy w starożytnej stolicy Ayutthaya, licznych świątyniach, a także niewielkich wioskach. Pokażemy w filmie i opiszemy z Darkiem Jaroniem w książce codzienne życie Tajów, ich obyczaje, wierzenia i święta. Nie zabraknie oczywiście MuayThai, narodowego sportu Tajlandii - podkreśla Rafał Simonides.

Sporo miejsca autorzy programu i książki poświęcą też dzikim zwierzętom, których nie brakuje w Tajlandii. Wiele z nich jest oswojonych, a miejscowi robią niezły biznes pokazując turystom popisy tygrysów, małp, krokodyli i węży. Pokazy te budzą zachwyt, ale i sporo kontrowersji.

Często można również spotkać dzikie zwierzęta na wolności. Nie zawsze są to przyjemne spotkania. - Podczas kręcenia zdjęć miałem nieplanowaną przygodę z wężem. Było trochę grozy, na szczęście nie był jadowity - mówi mistrz tajskiego boksu.

Szampan i piękne Tajki

Podczas pierwszego pobytu w Tajlandii, poświęconego przygotowaniom do kolejnych walk i katorżniczemu treningowi Rafał Simonides miał krótkie chwile wytchnienia od MuayThai. Kiedy nadchodziły, wykorzystywał je w stu procentach.

- Te momenty przychodziły po każdej walce. Mieliśmy wtedy od trenera dwa dni luzu, żeby się wyszaleć. Powtarzał, że przez tych 48 godzin przeżyliśmy więcej, niż inni imprezujący w Tajlandii turyści przez tydzień. Nie brakowało oczywiście towarzystwa pięknych kobiet. Pamiętam imprezę po jednej walce. W wynajętym jacuzzi siedziały...cztery Tajki. Szampan lał się strumieniami, szybko można było zapomnieć o trudach pojedynku...

***

Zobacz również: Pas mistrza świata dla Rafała Simonidesa

Dowiedz się więcej na temat: Rafał Simonides | muaythai | Tajlandia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje