Reklama

Reklama

Monika Michalik: Wiek nie wpędza mnie w kompleksy

Monika Michalik (WKS Grunwald Poznań), która za miesiąc skończy 33 lata, przyznała, że wiekiem się nie przejmuje. Niedawno zdobyła w Tbilisi srebrny medal zapaśniczych mistrzostw Europy i uważa, że nadal jest "w kursie". Kolejnym celem są igrzyska olimpijskie.

"W stolicy Gruzji okazało się, że w wieku chrystusowym także można stawać na podium w turniejach wysokiej rangi.

Reklama

Wiek nie wpędza mnie w kompleksy. Absolutnie nie czuję się weteranką. Udowodniłam sobie i innym, że nadal jestem "w kursie" i że nie można kłaść na mnie krzyżyka patrząc w metrykę" - podkreśliła najbardziej utytułowana polska zapaśniczka.

W kolekcji ma dwa brązowe medale mistrzostw świata i dziewięć mistrzostw kontynentu, w tym trzy złote. "Na tym dorobku nie zamierzam poprzestać. Biorę także pod uwagę występ w igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku. Chcę się odkuć za piąte miejsce w Londynie, chociaż oczywiście czas działa na moją niekorzyść. Ale zasób umiejętności i doświadczenie mam spore, co zamierzam wykorzystać" - dodała.

Michalik zaznaczyła, że wiele zawdzięcza Mateuszowi Gucmanowi, olimpijczykowi z Pekinu, byłemu zapaśnikowi w stylu wolnym w kategorii 96 kg. "Do startu w Tbilisi byłam bardzo dobrze przygotowana, co jest zasługą trenera".

Atutami urodzonej w Międzyrzeczu zawodniczki są wytrzymałość, warunki fizyczne i opanowanie. "Co do chłodnej kalkulacji, którą się często wykazywałam, szkoleniowcy mówią, że muszę się przestawić na większą aktywność. I to mi już wychodzi. Tbilisi potwierdziło postęp w tym względzie. Częściej atakuję, poprawiłam też pracę rąk i klamrę" - wspomniała o swoich zapaśniczych walorach.

Zawodniczka Grunwaldu mieszka na przemian w Poznaniu oraz Trzcielu. Jednak święta wielkanocne spędza w rodowej siedzibie - w Jasieńcu koło Trzciela, wraz z rodzicami Zofią i Marianem, sześciorgiem rodzeństwa: Karoliną, Karolem, Tomaszem, Wojciechem oraz Tadeuszem i Marzeną, którzy poszli w jej ślady i odnoszą sukcesy na krajowych matach. Natomiast Paweł jest w Irlandii, a Sebastian w Szczecinie.

"Rzadko mamy okazję spotkać się w takim gronie, zwykle tylko dwa razy w roku, więc każdą chwilę wykorzystujemy na rozmowy o tym, co wydarzyło się nowego w naszym życiu. Wielkanoc to także czas delektowania się przepysznymi wyrobami kulinarnymi naszej mamy. Uwielbiam swojską, białą kiełbasę z chrzanem i buraczkami oraz jajka z majonezem. Jeśli chodzi o przygotowanie pisanek, to specjalność siostry Marzenki, która ma zdolności i wyobraźnię plastyczną" - powiedziała Michalik.

Wielkanoc rozpoczęła o... świcie. "U nas tradycja pozostała. Msza rezurekcyjna o szóstej, mimo minusowej temperatury (pięć stopni), zgromadziła w kościele w Trzcielu sporo ludzi. W poniedziałek, kiedy jest śmigus-dyngus, zwykle najwcześniej wstają z łóżek czterej bracia, którzy oblewają nas wodą. Żeńska część rodu Michalików zawsze przed Wielkanocą przyrzeka sobie, że ubiegnie panów, ale nic z tego nie wychodzi" - wspomniała.

Michalik jest w trakcie pisania pracy magisterskiej na temat uzależnień wśród młodzieży i sposobów zapobiegania tego rodzaju patologiom.

"Mam ją złożyć do 30 czerwca, potem czeka mnie obrona. Wiadomości zdobyte podczas studiów w Wyższej Szkole Bezpieczeństwa w Poznaniu przydadzą mi się w późniejszej pracy zawodowej" - dodała zapaśniczka Grunwaldu i żołnierz Sił Powietrznych w stopniu st. szeregowca. 

Dowiedz się więcej na temat: Monika Michalik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje