Reklama

Reklama

ME w judo. Mirosław Błachnio: Coraz więcej Polek w czołówce kontynentu

​"Medalu nie zdobyliśmy, ale pozytywem są dwa miejsca piąte i jedno siódme. Coraz więcej polskich judoczek jest w czołówce kontynentu" - powiedział PAP trener reprezentacji Mirosław Błachnio po mistrzostwach Europy w Pradze.

Walki o brązowe medale przegrały Angelika Szymańska (kategoria 63 kg, Olimpijczyk Włocławek) i Beata Pacut (78 kg, Czarni Bytom), zaś na siódmej pozycji uplasowała się Julia Kowalczyk (57 kg, Polonia Rybnik), trzecia zawodniczka ubiegłorocznych mistrzostw świata w Tokio.

Reklama

- Zdecydowanie bliżej medalu była Beata, której akcja w regulaminowym czasie walki nie została oceniona przez sędziego. Pacut udowodniła, że dobrze przygotowana może być mocnym punktem polskiej reprezentacji podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Bardzo dobrze spisała się także debiutująca w seniorskich ME Angelika Szymańska, która wcześniej w tym miesiącu została młodzieżową wicemistrzynią Europy. W pojedynku o brąz miała bardzo trudne zadanie walcząc z bardzo doświadczoną Martyną Trajdos z Niemiec. Mam nadzieję, że zdobyte doświadczenie już wkrótce przełoży się na medale Angeliki w zawodach tej rangi - stwierdził selekcjoner kadry narodowej "Biało-Czerwonych".

Trener Błachnio podkreślił, że ME 2020 - kilka razy przekładane z powodu pandemii - były specyficzne. Poszczególne reprezentacje długimi tygodniami pracowały "zamknięte" we własnych krajach, a okazji do wcześniejszych międzynarodowych sprawdzianów było niewiele.

- Do pozytywów zaliczyć należy wywalczenie trzech punktowanych miejsc i punktów do rankingu olimpijskiego przez Szymańską, Pacut i Kowalczyk. Kolejny plus to fakt, że punktowały nowe zawodniczki, które w zeszłorocznych Igrzyskach Europejskich połączonych z ME w Mińsku nie startowały lub poniosły porażki. Powiększa się zatem grono naszych zawodniczek, które możemy zaliczyć do czołówki europejskiej. Na skutek różnych czynników reprezentacja została mocno odmłodzona. Szansę startu otrzymały judoczki z kadry młodzieżowej i 18-letnia juniorka Katarzyna Sobierajska. Liczę, że uzyskane umiejętności i doświadczenie zaprocentują w przyszłości - dodał szkoleniowiec.

Błachnio zaznaczył, że rysuje się też szansa na włączenie się Szymańskiej do rywalizacji o igrzyska. Wcześniej w wadze 63 kg rolę liderek długo pełniły Agata Ozdoba-Błach i Karolina Tałach-Gast.

- Biorąc pod uwagę fakt, że z powodu pandemii wypadło ze składu kilka podstawowych osób, zaś ze względu na kontuzje nie startowały Daria Pogorzelec i Karolina Tałach-Gast, uzyskane wyniki należy uznać za porównywalne z zeszłorocznymi, pomimo że proces szkolenia i przygotowań do ME 2020 został mocno zakłócony przez epidemię - uważa trener.

Słabiej spisali się judocy, z których żaden nie wygrał więcej niż jednej walki i nie przebił się przez eliminacje.

- Podobnie jak w Mińsku, reprezentacja męska znalazła się w cieniu kobiet. Z wyników naszych judoków nie możemy być usatysfakcjonowani, a co gorsza niektórym zabrakło chęci do walki, sportowej ambicji i determinacji. Martwi styl, w jakim niektórzy przegrywali. Na usprawiedliwienie można powiedzieć, że rywalizacja wśród mężczyzn jest bardziej wymagająca, a Polacy w pierwszych rundach wylosowali mocnych przeciwników, medalistów MŚ i ME - dodał Błachnio.

Kolejne starty międzynarodowe europejska i światowa federacje planują w 2021 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Mirosław Błachnio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje