Reklama

Reklama

ME w judo. Judoga, czyli więcej niż zwykły strój sportowy

Zawodnicy uczestniczący w mistrzostwach Europy w judo w Warszawie do walki przystępują w specjalnych, certyfikowanych judogach. Ich trwałość oraz jakość sprawdzana jest wcześniej w laboratoriach w Japonii i Francji.

Na judogę składają się spodnie (jap. - shitabaki), koszula (jap. - uwagi) oraz pas (jap. - obi). Prostym krojem w kształcie litery T strój ten przypomina tradycyjne japońskie kimono, które w tym kraju noszone jest już od przeszło tysiąca lat. Regulacjami dotyczącymi judog zajmuje się obecnie Międzynarodowa Federacja Judo (IJF).

"Certyfikat IJF musi być odnawiany każdego roku. Wzory judog są wtedy wysyłane do Japonii lub Francji, gdzie przechodzą szereg testów. IJF reguluje zarówno rodzaj, jakość i grubość materiału (obecnie musi to być przynajmniej w 70 proc. bawełna - przyp.), jak również sposób uszycia. Dopiero po testach dany produkt zyskuje specjalne oznaczenie, które umieszczane jest na stroju" - tłumaczył przedstawiciel jednego z 13 certyfikowanych producentów, przyznając, że zdecydowana większość judog, niezależnie od ich wytwórcy, szyta jest obecnie w Chinach lub Pakistanie.

Reklama

Judogi muszą być również odpowiednio dopasowane. Szczególne znaczenie ma długość rękawów i nogawek.

"To trochę tak, jak ze strojami skoczków narciarskich. Wszystko musi być dopasowane i mieć odpowiednią długość i gramaturę. Chodzi o to, aby nie było oszustw, żeby np. kołnierz koszuli nie był za gruby i żeby łatwo było za niego chwycić. Tutaj wszystko ma bardzo duże znaczenie" - zaznaczył wicemistrz Europy z 2008 roku, a obecnie trener Przemysław Matyjaszek.

Ceny certyfikowanych judog zaczynają się od około 600 zł. Zawodnicy zaznaczają jednak, że na samym początku treningów młodsi sportowcy mogą ćwiczyć w strojach gorszej jakości. Gdy przyjdzie pora na zakup oficjalnej, certyfikowanej, można zaś być pewnym, że wystarczy ona na długo.

"Zniszczyć judogę jest bardzo ciężko. Dobra potrafi wytrzymać nawet 10 lat. Problemem jest to, że materiał naturalnie się kurczy, a więc przy dzieciach zdarza się, że strój robi się za mały, a wypadku dorosłych przestaje spełniać wymogi IJF" - wyjaśnił Matyjaszek.

Tradycyjnie judogi były białe i pozbawione emblematów. Pod koniec lat 90., mimo silnego sprzeciwu wielu tradycjonalistów, wprowadzono stroje w kolorze niebieskim.

"Dzięki tej zmianie łatwiej się judo ogląda. Kiedyś były tylko różne pasy, teraz zawodnicy są wyraźnie rozróżnieni, a kolory ich judog odpowiadają tym z tablicy wyników. Kolejnym ułatwieniem są naszywki z nazwiskami. Podstawowe są niebieskie, ale mistrzowie świata mają je w kolorze czerwonym, a olimpijscy - w złotym. Do tego dochodzą jeszcze inne elementy, jak flaga kraju lub logo sponsora" - wyliczył Matyjaszek.

Jak dodał, miejsca umieszczania dodatkowych naszywek są wyznaczone i mocno ograniczone odpowiednimi przepisami, co wyróżnia stroje do judo od tych stosowanych w większości innych sportów walki.

Po dopuszczeniu judog w niebieskim kolorze, wielu obserwatorów wskazywało, że zawodnicy walczący w tym kolorze wygrywali więcej pojedynków. Dyskusja rozgorzała najmocniej po igrzyskach w Atenach, gdzie "niebieskim" wiodło się rzeczywiście zdecydowanie lepiej.

Debatę, przynajmniej częściowo, zakończyli naukowcy z Uniwersytetu w Glasgow, którzy poddali dokładnej analizie wyniki ponad 70 turniejów. Jakkolwiek badacze potwierdzili, że zawodnicy w niebieskich judogach osiągają lepsze wyniki, to ustalili, że przyczyną tego stanu rzeczy był m.in. fakt, że częściej przydzielano ten kolor wyżej rozstawionym zawodnikom.

"Dla mnie kolor judogi nie ma żadnego znaczenia, jedyne, co jest ważne, to aby dobrze się w niej walczyło. Mam w sumie cztery zestawy strojów, których używam na zawodach - dwa białe i dwa niebieskie oraz kilka kompletów treningowych. Jeżeli źle mi w jakimś idzie na ćwiczeniach, to na pewno nie wezmę go na turniej" - przyznał Piotr Kuczera, brązowy medalista ubiegłorocznych mistrzostw Europy w kat. 90 kg, który dodał, że o strój do walki należy bezwzględnie dbać.

"Judoga musi być zawsze złożona. Moje stroje, jeśli nie wiszą na wieszaku, to są równo, ładnie poukładane w kosteczkę. Nie widziałem też nigdy, żeby jakikolwiek zawodnik, nawet mistrz olimpijski, miał kogoś do pomocy przy składaniu sprzętu. To trzeba robić samemu" - podsumował Kuczera.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL