Reklama

Reklama

Judo. Przemysław Matyjaszek o przełożeniu igrzysk: Więcej czasu na pracę

Przełożenie z powodu pandemii koronawirusa igrzysk na przyszły rok daje sportowcom więcej czasu na przygotowania – uważa trener judo Przemysław Matyjaszek, piąty zawodnik turnieju olimpijskich zmagań w Pekinie w 2008 roku.

- Zawsze miałem optymistyczne i wesołe spojrzenie na życie. Igrzyska to realizacja marzeń. Zawody nie zostały skasowane, tylko przesunięte - powiedział PAP klubowy trener Beaty Pacut (78 kg, Czarni Bytom), przygotowującej się do igrzysk w Tokio.

Jego zdaniem trudno jest określić, jak będzie wyglądał dalszy ciąg sezonu.

- Nie znamy terminarza zawodów, na razie zawieszone są wszystkie do końca kwietnia. Jeszcze nie skończyły się kwalifikacje olimpijskie. My cały czas podtrzymujemy formę, Beata trenuje indywidualnie. Przyszłość jest wielką niewiadomą - zaznaczył trener Czarnych Bytom.

Reklama

Podkreślił, że zmiana terminu igrzysk pozwoli zawodnikom na bardziej komfortowe przygotowania i zbudowanie formy.

- Teraz pozamykane są siłownie, kluby, ciężko nawet pobiegać. Oczywiście, ci starsi będą narzekać, bo wiek robi swoje, więc ich forma może zniżkować. Dla Beaty ten rok nie robi różnicy. Ona cały czas goni najlepsze zawodniczki, wspina się na górę. Jest szans na wykonanie jeszcze większej roboty i zdobycie medalu. Czeka nas praca, praca i jeszcze raz praca, żeby być w jeszcze lepszej formie - przyznał Matyjaszek.

Jak wspomniał, przygotowywał swoją zawodniczkę do decyzji o przełożeniu igrzysk.

- Wszystko na to wskazywało, bo nie ma obecnie komfortu pracy. Przecież np. pływakom potrzebny jest basen, a organizatorzy igrzysk musieli myśleć o różnych dyscyplinach specjalistycznych. W judo nie mamy możliwości sparingów, toczenia walk. To skomplikowany problem i zaproponowane wyjście z tej sytuacji było słuszne. Chodziło o szanowanie zdrowia zawodników oraz o to, by było widowisko, a nie tylko "odbębnienie" imprezy - analizował.

Wskazał, że choć do imprezy w Tokio zostało niewiele czasu, to kwalifikacje judoków zostały przedłużone do czerwca.

- W efekcie na końcowe przygotowania zostałyby trzy tygodnie. Z doświadczenia wiem, że dwa, trzy miesiące to minimum, kiedy można się dobrze przygotować do imprezy i być w szczytowej formie. W trzy tygodnie ciężko to zrobić, zwłaszcza kiedy walczy się jeszcze w kwalifikacjach - tłumaczył.

Przyznał, że problemem jest brak kalendarza imprez.

- Nie wiadomo, na kiedy zbudować formę. Mistrzostwa Europy zostały przesunięte z maja na czerwiec, ale nie wiemy jeszcze, czy się odbędą. W kwietniu będziemy więc podtrzymywać formę, bez śrubowania jej. Stawiamy na cechy motoryczne, podbudowujemy delikatnie to, co można, bez kontaktu ze sparingpartnerami. Wydolność, wytrzymałość będą na dobrym poziomie wyjściowym, by "pociągnąć" mocny trening specjalistyczny - powiedział szkoleniowiec.

W jego opinii obecna nieplanowana przerwa pozwala zawodnikom na indywidualną, ciężką pracę, jeśli chcą się rozwijać.

- Nie mają innych pokus, jest czas np. na oglądanie i analizowanie walk rywali. Można ten okres bardzo fajnie spożytkować, popracować nad taktyką walki, zrobić te rzeczy, na które w codziennej gonitwie nie ma czasu albo... ochoty - podsumował Matyjaszek.

Wychowanka Czarnych Bytom Beata Pacut miała w marcu polecieć na zawody do Maroka, potem na trzytygodniowy obóz w Japonii i na turniej do Turcji.

W 1996 roku w igrzyskach w Atlancie złoty medal zdobył Paweł Nastula, a srebrny Aneta Szczepańska. Od tego czasu nikomu z polskich judoków nie udało się stanąć na olimpijskim podium. Matyjaszek w Pekinie został sklasyfikowany na piątym miejscu.

Autor: Piotr Girczys

gir/ pp/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje