Reklama

Reklama

Gerard Linder: Polacy i Romowie muszą sobie zaufać

Z powodzeniem walczy w ringu, bez problemu unika ciosów rywali i zadaje własne, często nokautujące. O wiele trudniejsze pojedynki toczy na co dzień. Ze stereotypami, uprzedzeniami i oskarżeniami o rasizm. Oto Gerard Linder, mistrz świata w kickboxingu, Rom, Polak i andrychowianin.

Relacje mieszkających razem w Andrychowie Polaków i Romów nie są łatwe, ale tak napiętej atmosfery jak przed paroma tygodniami dawno nie było.

Reklama

W połowie sierpnia nastoletni Rom zaatakował młodszego od siebie chłopca. W mieście i w sieci zawrzało. Na Facebooku powstała strona "NIE dla Romów w Andrychowie". Poparcie akcji szybko rosło, stronę usunięto ze względu na rasistowskie i antyromskie wpisy.

Jedną z osób, która starała się opanować sytuację był Gerard Linder, utytułowany kickbokser (od niedawna próbuje swoich sił w MMA) i prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Romów "Jamaro".

W sobotę 5 października urodzonego w Andrychowie zawodnika czeka kolejny sportowy sprawdzian: walka wieczoru podczas 22. gali Profesjonalnej Ligi MMA.

INTERIA.PL:  Miał pan czas na przygotowania do walki?

Gerard Linder: - Szczerze? Niestety, nie miałem. Tyle czasu poświęciłem na zażegnywanie konfliktu i organizację gali, że zabrakło go na moje przygotowania. Ale proszę napisać, że nie zawiodę kibiców. To jest walka wieczoru, podejmę wyzwanie i dam z siebie wszystko.

Patrząc na to, jak często występował pan w mediach chyba większość czasu spędził pan na zażegnywaniu konfliktu?

- Sytuacja była nagła. Musiałem rzucić trening i działać: wesprzeć swoje środowisko, ale też miasto Andrychów. Przecież chodzi o to, żebyśmy wszyscy razem żyli obok siebie w zgodzie. Dlatego tyle energii poświęciłem na załagodzenie kryzysu. Trzeba ciągle edukować, tłumaczyć ludziom wiele rzeczy. To odjęło mi wiele dni treningowych, wiem, że nie będę przygotowany w stu procentach, ale pokażę charakter i waleczne serce. Obiecuję, że to będzie bardzo dobra walka.

Mówi pan, że reprezentował dwie strony konfliktu. Żadna nie miała o to pretensji?

- Stanie w samym środku konfliktu nie jest łatwe, ale dla mnie najważniejsza jest prawda. Jeśli ktoś robi coś złego, obojętnie czy to mój brat, przyjaciel, Rom - nie Rom, popełnia przestępstwo, to taką osobę trzeba ukarać. Bez wyjątku. Musi być sprawiedliwość, czy się to komuś podoba czy nie.

Urodził się pan w Andrychowie. Jest Polakiem. To rozróżnienie na Polaków i Romów jest konieczne?

- Nie podoba mi się to rozróżnianie, w końcu wszyscy jesteśmy Polakami. Nie wiem po co ten podział robić, ale tak się przyjęło i tak ludzie mówią. Ja reprezentuję zarówno "rdzennych" Polaków jak i Romów. Pochodzę ze społeczeństwa romskiego, ale jak ktoś postępuje źle, popełnia przestępstwo, to należy to negować, a zło zwalczać. W każdym społeczeństwie są różni ludzie, nie możemy do wszystkich podchodzić z jedną miarką. Tak samo wśród Romów są osoby niereformowalne, patologia, ale nie jesteśmy pod tym względem wyjątkiem - w każdym społeczeństwie jest margines.

Stereotypowo Romowie są jednak utożsamiani z tym marginesem...

- Mówią, że Romowie kradną. Ok, niektórzy kradną. Jedni kradną bo nie mają co jeść, inni kradną żeby mieć na alkohol. Nie przeczę, że tak jest, ale mówimy o patologii. Czy jak Niemcy mówią, że Polacy kradną auta, bo takie przypadki były, to znaczy, że wszyscy kradną? Polacy to naród złodziei? Nie zgadzam się na takie podejście do sprawy. Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Każdą sytuację oceniajmy indywidualnie, sądźmy pojedyncze osoby, a nie całe społeczności. Ten postąpił źle? To go ukarzmy.

Trudniej panu walczyć w ringu czy ze stereotypami?

- Niestety znacznie trudniej pokonać stereotypy. Przez całe życie staram się je zwalczać. Nie było dotąd żadnego Roma, który walczył, trenował i ciężką pracą doszedł do mistrzostwa świata. Jestem pierwszym takim przypadkiem w Polsce. Chcę pokazać Polakom, że my też możemy wiele zaoferować naszemu państwu, reprezentując Polskę. Ja to robię i cały czas nad tym pracuję. Niestety są osoby, które przeszkadzają, burzą to, co udaje się zbudować. Nie tylko Romowie burzą, "rdzenni" Polacy też. Te ostatnie akcje rasistowskie, żeby wyrzucić Romów z Andrychowa...

Mieszkańcy byli oburzeni po tym jak nastoletni Rom pobił młodszego Polaka.

- I to zajście należy potępić, ale proszę zwrócić uwagę na to ile podobnych i dużo cięższych bójek ma miejsce w Polsce każdego dnia? Awantury są pod knajpami, w dyskotekach a nawet na boiskach szkolnych. O tym się nie mówi. W Andrychowie była afera, bo zaatakował Rom. Powinna przyjechać policja, sprawa powinna trafić do sądu, a chłopak powinien zostać ukarany. Tak, jak normalnie działa prawo. Chłopak pobił drugiego - trzeba go ukarać i tyle. Po co te petycje u usunięcie Romów? Po co telewizje? Gdyby Polacy pobili się między sobą to nikt by się nimi nie zainteresował.

Andrychowianie mieli pretensje, że przedstawiono ich jak rasistów. Jak obecnie ocenia pan sytuację w mieście?

- Sprawa została wyjaśniona, konflikt, mam nadzieję, zażegnano. Stanąłem w obronie andrychowian, bo mówienie o nich "rasiści" nie jest w porządku. Ja się tutaj urodziłem, mam tu wielu przyjaciół, współpracowników. Organizuję imprezy sportowe, mieszkańcy przychodzą na moje walki, pomagają swoim dopingiem. Nie wolno generalizować i opowiadać, że andrychowianie to rasiści.

Podobnie jak Romów, wrzucono ich do jednego worka...

- Otóż to! Pewnie, że znalazłoby się kilku rasistów czy osób z uprzedzeniami, którzy nie znają Romów, więc są nastawieni negatywnie, ale nie róbmy nagonki na całe miasto! Romowie od lat żyją w Andrychowie, współpracują z mieszkańcami. Dużo wspólnych inicjatyw podejmujemy. Trzeba edukować obydwie strony, pokazywać kulturę romską. Słyszę pretensję, że Romowie się kłócą, bo głośno rozmawiają na ulicy. Nic z tych rzeczy! Po prostu tak mamy, głośni jesteśmy. Latynosi też są głośni. Taka kultura, nie każdy wtapia się całkowicie w polską kulturę.

No właśnie, czy to nie jest tak, że reagujemy na siebie z rezerwą lub agresją, bo nie znamy swoich kultur?

- To jest poważny problem. Postawa obydwu stron jest podobna. Muszą być osoby, które będą otwierać obydwie grupy na siebie. Trzeba pokazywać, że warto się poznać i zrozumieć. Wspólne szkolenia, koncerty, imprezy integracyjne, czy też gale sportowe. Możemy nauczyć się wspólnie żyć. Jest też problem z rozróżnieniem Romów polskich od bułgarskich czy rumuńskich. Część z nich robi nam złą robotę. "Rdzenni" Polacy ich nie rozróżniają i przypisują nam łatkę żebraków. A wielu Romów pracuje, ma swoje firmy, w których zatrudnia Polaków. Robimy coś dobrego, ale pisze się o nas tylko w negatywnym kontekście. Nie pisze się, że Rom prowadzi dobrze prosperującą firmę, że został mistrzem świata w kickboxingu lub jest wybitnym muzykiem. Trzeba ludzi edukować, a nie utrwalać stereotypy. Nieporozumienia wychodzą najczęściej z ludzkiej niewiedzy.

Pan się wychował w Andrychowie, jak sobie radził ze stereotypami jako dziecko?

- Cały czas się lałem na ulicy, taki mam charakter. Jak słyszałem: "te, Cygan, spier... stąd" to się denerwowałem i lałem po ryju. Jako małolat byłem buntownikiem, potem - trenując sporty walki - nauczyłem się panować nad agresją. Nauczyłem się ufać ludziom. Wcześniej byłem sceptyczny, nie chciałem mieć wielu kolegów Polaków. Patrzyłem na nich z nieufnością. Sporty walki pokazały mi drogę życia, ukształtowały mnie. Spotkałem ludzi, z którymi współpracowałem i zaprzyjaźniłem się. Okazało się, że się da. Gdyby nie parę osób ze społeczeństwa polskiego, nie byłbym w miejscu, w którym jestem. Mój sukces zawdzięczam Polakom, nie Romom. Spotkałem na swojej drodze ludzi życzliwych, pomocnych. Jak inaczej Rom, na którego każdy wokół krzywo patrzy ma się wybić? Ja miałem szczęście, dzisiaj mam mieszkanie, rodzinę i godne życie.

Prowadzi pan też klub sportowy. Jak dzieci Romów i Polaków ze sobą współpracują?

- Moim celem w Black Dragon jest integracja dzieciaków. Chcę pokazać to, co mi dali moi nauczyciele. Mamy w klubie dużo Polaków, jest kilku Romów. Współpraca między nimi działa, lubią się, spotykają poza treningami i dopingują wzajemnie podczas walk. W sporcie nie ma podziału na Romów i Polaków. Widać to też na obozach sportowych, które organizujemy w ramach rządowego programu na rzecz społeczności romskiej. Dzieci wyjeżdżają na wakacje, większość z nich za darmo. Zaprzyjaźniają się ze sobą. Widać efekty naszej pracy.

Co pańskim zdaniem jest kluczem do normalności, żeby Romowie w zgodzie żyli wśród Polaków?

- Nasze środowiska muszą się na siebie otworzyć, ale muszą tego rzeczywiście chcieć. Przez lata Romowie byli poniżani, rzucani po kątach. Tkwi w nich nieufność, lęk i agresja - to pokutuje. Chciejmy się poznać i nie oceniajmy na podstawie czarnych owiec, których nie brakuje w każdej społeczności.

Rozmawiał: Dariusz Jaroń

Dowiedz się więcej na temat: Gerard Linder | Kickboxing | Andrychów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje