Reklama

Reklama

Andrzej Wasilewski po tragicznym zgonie "Walusia": Trupów będzie więcej

Nie milkną echa komentarzy po śmierci Artura Walusia" Walczaka. Były strongman zmarł w ostatni piątek w wyniku obrażeń, jakich doznał po nokaucie na gali Punchdown 5. - Z całą pewnością ktoś powinien to zacząć regulować, bo będzie tych tragedii więcej - mówi Andrzej Wasilewski, szef Knockout Promotions.

Dramatyczne wieści nadeszły ze szpitala we Wrocławiu w piątek, gdzie Artur "Waluś" Walczak przebywał w stanie krytycznym po gali Punchdown 5. Jego życia nie udało się uratować. 

Kto zdobędzie "Złotą piłkę" - SPRAWDŹ!

Przyczyną zgonu była niewydolność wielonarządowa spowodowana nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego. 

- Czas zdefiniować wreszcie, co to jest sport. Ja nie twierdzę, że tylko boks jest sportem, a klepanie się siarczyste po twarzy otwartą ręką sportem kiedyś nie będzie, ale z całą pewnością to powinno być jakoś regulowane i kontrolowane. Czy walki pięciu na pięciu, gdzie dwóch może kopać jednego leżącego to jest sport, czy bardziej ulica? Albo walki na gołe pięści. Po co robić je w ringu, zróbmy od razu w klatce metr na metr. Będzie jeszcze więcej krwi, do tego te panie ubrane tak jak w niedrogim barze rozrywki. Dla mnie to jest coś obrzydliwego - mówi w rozmowie z "Super Expressem" szef grupy bokserskiej Knockout Promotions, Andrzej Wasilewski. 

Reklama

Tragedię z ubiegłego tygodnia należy traktować jak przestrogę. Jeśli tak się nie stanie, niewykluczone, że historie z tragicznym finałem będą się powtarzać.  

Jeszcze raz Wasilewski: - W polskim sporcie i okolicach sportu jest wreszcie czas na jakąś ingerencję, interwencję. Z całą pewnością ktoś powinien to zacząć regulować, bo będzie tych tragedii - przepraszam, że brzydko powiem - trupów, więcej.

A co z regularnym badaniem zawodników stających do rywalizacji w sportach walki obarczonych ryzykiem uszczerbku na zdrowiu?

- Nie ma przy okazji tych gal żadnej kontroli dopingowej, a przecież przygniatający procent tych zawodników coś bierze. Nikt nie kontroluje tego, co oni zażywają, a widać, że są nienaturalnie pobudzeni. Są granice, których nie powinniśmy przekraczać! Ja nie jestem sobie w stanie wyobrazić, żebym zaakceptował sytuację bijącego się karła z olbrzymem, a za chwilkę jeszcze z jakimiś narzędziami w ręku. Powtarzam - to jest dla mnie coś obrzydliwego. To jest pomaganie ludziom stać się kalekami! - oznajmia z naciskiem Wasilewski. 

Sprawę śmierci Artura Walczaka nadal wyjaśnia prokuratura.

UKi

Trzymamy kciuki za Roberta! - Nowy odcinek Interia Sport - Gramy dalej prosto z gali


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama