Żona polskiego siatkarza przemówiła ws. afery dopingowej. "W głowie miałam najczarniejsze scenariusze"
Pozytywny wynik testu antydopingowego, błąd Polskiego Laboratorium Antydopingowego (PLAD), długie miesiące walki o sprawiedliwość, a na koniec niespodziewany zwrot akcji i powrót do gry. Tak wyglądało w ostatnim czasie życie Mikołaja Sawickiego, który po niesłusznym zawieszeniu za rzekome stosowanie dopingu wrócił niedawno na siatkarski parkiet. Teraz głos zabrała jego żona, Klaudia Sawicka, która opowiedziała o tym, jak w ostatnich miesiącach wyglądało życie jej i jej ukochanego.

Kilka miesięcy temu miało miejsce coś, co absolutnie wstrząsnęło polskim środowiskiem siatkarskim. Mikołaj Sawicki, zawodnik Bogdanki LUK Lublin i reprezentacji Polski został zawieszony po tym, jak w jego organizmie rzekomo wykryto niedozwolone substancje.
26-latek walczył jak lew o oczyszczenie z zarzutów, utrzymując, że nie stosował żadnych zakazanych substancji. W marcu br. doszło do przełomu i POLADA (Polska Agencja Antydopingowa) uchyliła zawieszenie 26-latka stwierdzając, że doszło do błędu przy pobieraniu próbki od zawodnika, dlatego też mógł on błędnie otrzymać pozytywny wynik testu antydopingowego.
Próbkę wysłano jeszcze do badania za granicą - tam testy dały wynik negatywny, a gracza Bogdanki LUK Lublin uniewinniono. Niedawno 26-latek otrzymał nawet powołanie do reprezentacji Polski prowadzonej przez Nikolę Grbicia, jednak nie ma co ukrywać - przez pomyłkę stracił on prawie cały sezon i nie jest tak dobrze przygotowany do gry w narodowych barwach, jak inni zawodnicy.
Żona Mikołaja Sawickiego zabrała głos. Tak afera dopingowa siatkarza wpłynęła na ich życie
Po wielu miesiącach walki o oczyszczenie dobrego imienia Mikołaja Sawickiego głos zabrała jego małżonka, Klaudia Sawicka. W obszernej rozmowie z "Przeglądem Sportowym" kobieta przyznała, że był to niezwykle trudny okres zarówno dla jej ukochanego, jak i dla całej rodziny.
"To był ciężki czas. Na początku zaszyliśmy się w Lublinie, ponieważ Mikołaj nie chciał nawet wychodzić z domu. (...) Chodził na siłownię, na spacery, ale na nic więcej nie było go stać. Dla mnie to też było trudne, ale od początku wiedziałam, że nie mogę go z tym zostawić i nie mogę się tak załamać, jak on. Gdybyśmy oboje wpadli w ten dołek, nie byłoby sympatycznie. Byłam więc tą osobą, która codziennie walczyła o udowodnienie jego niewinności, o wychodzenie z domu, zabieranie go na spacery i inne podobne aktywności. Robiłam wszystko, co mogłam, abyśmy nie siedzieli w domu, bo stał się on dla nas nieprzyjemnym miejscem" - wyjawiła.
Sawicka powróciła też wspomnieniami do momentu, kiedy dowiedziała się o problemach męża. Było to dla niej jak grom z jasnego nieba. "Mikołaj był wtedy razem z kadrą na zgrupowaniu w ramach Silesia Cup i po turnieju miał rozpocząć rywalizację w Lidze Narodów. Dlatego się nie widzieliśmy. Wtedy też, 30 maja, miała miejsce nasza pierwsza rocznica ślubu. Szykowałam się więc do wyjazdu na kolejny mecz i nagle dostałam od niego telefon. Nie spodziewałam się, że dzwoni z jakąkolwiek złą sprawą i gdy odebrałam, w słuchawce była cisza. Nic do mnie nie mówił. Od razu w głowie miałam najczarniejsze scenariusze, że coś się stało, a on, zapłakany, powiedział mi, że został zawieszony" - ujawniła.
Po wielu miesiącach walki o sprawiedliwość Mikołaj Sawicki wreszcie mógł powrócić na siatkarski parkiet. Jego bliscy nie zamierzają się jednak poddać i chcą walczyć o odszkodowanie. Jak ujawniła małżonka naszego reprezentanta, wspólnie z prawnikiem zebrali oni materiały dowodowe, w tym m.in. faktury oraz hejterskie komentarze, które pojawiały się wówczas w sieci na temat siatkarza. W ten sposób chcą udowodnić, że afera dopingowa wpłynęła negatywnie na wizerunek 26-latka.










