Żona Bartosza Kurka wyjawiła powód wizyty w szpitalu. Sprawdził się czarny scenariusz
Żona Bartosza Kurka, Anna, w Japonii dobrze się zaklimatyzowała i znalazła drużynę, w której mogła grać na najwyższym poziomie. Okazało się jednak, że szczęście nie trwało wiecznie. Niedawno siatkarka poinformowała, że trafiła do szpitala. Początkowo nie wyjawiała powodu swojej wizyty, aż w końcu wydała oficjalne oświadczenie na swoim vlogu. Wyjaśniła dokładnie, co się stało. Spełnił się dla niej czarny scenariusz.

Anna Kurek przed wyjazdem do Japonii dogrywała szczegóły związane z grą dla nowej drużyny. Poprzednim razem, gdy jej mąż grał dla Wolfdogs Nagoya, siatkarka miała przerwę w karierze. Zaczęło jej brakować gry i przy okazji przeprowadzki do Polski znalazła sobie drużynę, podobnie uczyniła i tym razem, gdy jej ukochany znalazł sobie miejsce w Tokyo Great Bears.
Żona Bartosza Kurka w szpitalu
Na początku tygodnia Anna Kurek pokazała porównała dwa zdjęcia - jedno z 2016 roku, a drugie z 2026. Na drugim stała przy wieszaku z kroplówką, a później pokazała nagranie ze szpitalnego łóżka. Okazało się, że musiała przejść operację. Przez długi czas nie informowała jednak o tym, co się dokładnie wydarzyło.
Po powrocie ze szpitala wyjaśniła dokładnie, co się wydarzyło - zamieściła vlog, w którym opowiedziała, jak to się stało, że w ogóle nabawiła się urazu. Sprawa nie była prosta i dla siatkarki spełnił się czarny scenariusz - wróciła do niej kontuzja, która kiedyś pozbawiła ją całego sezonu dobrej gry zarówno w klubie, jak i reprezentacji.
Anna Kurek wyjaśniła, co się dokładnie stało
"10 lat temu miałam pękniętą łąkotkę, to był bardzo ciężki czas, pamiętam. To był bardzo zły moment na taką kontuzję, bo moja kariera nabierała rozpędu. Moja gra w reprezentacji wyglądała coraz lepiej i czułam się coraz pewniej i tak dobrze na boisku. Trener też na mnie stawiał. To był piękny czas, który niestety został przerwany właśnie kontuzją kolana" - tłumaczyła siatkarka. Opowiedziała, że przechodziła wtedy przez bardzo żmudną rehabilitację, która bardzo jej pomogła, ale przez to straciła cały sezon. Później, jak sama też stwierdziła, zaufała nieodpowiednim ludziom.
"Dlaczego o tym mówię? Bo tydzień temu znowu mi pękła łąkotka. I znowu w dość kiepskim momencie" - kontynuowała. "Teraz, kiedy złapałam rytm, złapałam kontakt z dziewczynami, ta gra fajnie nam się układała i to jeszcze na takim meczu... Miałam 60 ataków, bardzo dużo. Czułam się fantastycznie" - myślała głośno Kurek. Twierdziła, że w końcu udało jej się wskoczyć na poziom, na który wskoczyć chciała.
"W niedzielę obudziłam się z kolanem, z taką wielką banią się obudziłam (...) Zagrałam mecz z tym kolanem spuchniętym. Buła totalna, zgięcia zero w tym kolanie (...) Nie mogłam kroku zrobić" - opowiadała. Po niedzielnym meczu (który miał miejsce jeszcze przed Nowym Rokiem) jej fizjoterapeutka skierowała ją do szpitala, ale siatkarka zdecydowała się na badanie dopiero po jakimś czasie. Na wizycie lekarskiej odciągnięto jej płyn i zrobiono badanie, ale sytuacja nie była dobra - doszło do pęknięcia łąkotki i potrzebna była operacja, ale była szansa, że zabieg pomógłby szybko wrócić jej na obie nogi. Pozostaje czekać na kolejne wieści, bo siatkarka jest już po operacji.











