"Złoty strzał", tym ruchem Michalczewski ustawił rodzinę na kilka pokoleń. Setki milionów rocznie
Dariusz Michalczewski to jedna z bardziej charakterystycznych postaci w świecie polskiego sportu. Jego nazwisko stało się w pewnym momencie synonimem zwycięstwa, bowiem jako zawodowy pięściarz triumfował on w niemalże wszystkich oficjalnych walkach. Okazuje się, że równie dobrze radzi on sobie na płaszczyźnie biznesowej. Sam pochwalił się bowiem milionowymi zyskami, jakie generuje jeden z jego biznesów.

Postaci Dariusza "Tigera" Michalczewskiego nie trzeba nikomu przedstawiać. Był on jednym z najbardziej charakterystycznych pięściarzy swoich czasów. W zawodowej karierze bokserskiej stoczył on łącznie 50 oficjalnych walk, wygrywając aż 48 z nich (38 przez nokaut).
Przez blisko 12 lat nikt nie był w stanie konkurować z legendą polskiego oraz niemieckiego boksu. Dzięki temu Michalczewski mógł się poszczycić posiadaniem tytułów mistrza świata federacji: WBO, WBA oraz IBF, a także wygraniem 22 pojedynków z zawodnikami o tytułach mistrza świata.
Okazuje się, że poza niekwestionowanym mistrzostwem w świecie boksu, Michalczewski umiał także znakomicie odnajdywać się w innych dziedzinach życia. Zdecydowany sukces osiągnął on chociażby w biznesie, czym postanowił pochwalić się w jednym z wywiadów.
Michalczewski mówi o najważniejszym biznesie życia. "Pareset milionów"
W rozmowie Michalczewskiego z Krzysztofem Stanowskim na "Kanale Zero" nie mogło zabraknąć biznesowych aspektów działalności boksera. To właśnie podczas tego segmentu "Tiger" opowiedział nieco o marce, która znana jest przede wszystkim z produkcji popularnego napoju energetycznego, sygnowanego ringowym pseudonimem legendy. Ta działalność pozwoliła Michalczewskiemu zabezpieczyć los swój oraz swojej rodziny na wiele pokoleń.
"(Zysk to red.) pareset milionów. [...]. Mam procent od obrotu. [...]. Ja na to ciężko pracowałem. To pomaga, ja mam też inne biznesy, nieruchomości, ale >>Tiger<< jest takim moim przodującym biznesem, gdzie przychody są" - wyznał Michalczewski.
Sukces marki Dariusza Michalczewskiego został jednak okupiony kilkoma głośnymi historiami. Jedną z nich było rozwiązanie umowy z firmą FoodCare, co ostatecznie zakończyło się bardzo długą i zawiłą batalią sądową. Sąd Najwyższy w Warszawie ostatecznie stwierdził jednak, że wyłączne prawo do korzystania z oznaczeń marki dla napojów energetycznych posiada Dariusz Michalczewski oraz podmioty przez niego upoważnione.
"Prawie 10 lat walki i wielka spektakularna wygrana - wyrok Sądu Najwyższego jest ostateczny i nokautujący dla FoodCare" - podsumował korzystny dla siebie wyrok Michalczewski.













