Zaskakujące doniesienia nt. mistrza świata. Do akcji wkroczył Watykan
Fernando Alonso przyzwyczaił kibiców do emocji na torze, ale pewna historia sprzed lat pokazuje, że mógł znaleźć się w zupełnie nietypowej roli. Niewiele brakowało, a jego nazwisko pojawiłoby się w kontekście wydarzenia, które wykracza daleko poza świat sportu. Miał on bowiem zasiąść za kierownicą papamobile podczas pielgrzymki papieża do Hiszpanii w 2011 roku.

Każdy fan śledzący poczynania Fernando Alonso z pewnością zgodzi się, że jest on jedną z największych legend współczesnego sportu motorowego. Hiszpański kierowca Formuły 1 przez lata zachwycał kibiców swoją determinacją, precyzją i nieustępliwością na torze. Największe sukcesy odnosił w połowie pierwszej dekady XXI wieku, kiedy sięgnął po tytuły mistrza świata w sezonach 2005 i 2006, zapisując się na stałe w historii tej dyscypliny. Jego osiągnięcia oraz wieloletnia obecność w czołówce sprawiły, że stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych kierowców na świecie.
Mało kto jednak wie, że w 2011 roku Alonso mógł przeżyć zupełnie nietypową przygodę, niezwiązaną bezpośrednio z wyścigami. Co ciekawe, świat dowiedział się o tym dopiero teraz, na początku 2026 roku. Podczas przygotowań do pielgrzymki Benedykta XVI do Hiszpanii pojawił się bowiem pomysł, by to właśnie Fernando Alonso zasiadł za kierownicą... papamobile. Inicjatywa wyszła od organizatorów wizyty, którzy uznali, że obecność tak znanego sportowca byłaby ciekawym akcentem całego wydarzenia.
Fernando Alonso miał prowadzić papamobile. Watykan powiedział "nie"
Jak ujawnił w rozmowie z hiszpańskim dziennikiem "AS" jeden z koordynatorów podróży papieża, Yago de la Cierva, propozycja została oficjalnie przedstawiona Watykanowi. Zakładano, że Alonso mógłby przejąć rolę kierowcy choćby na jeden dzień, prowadząc pojazd z Ojcem Świętym w trakcie przejazdu przez tłumy wiernych. Pomysł wydawał się efektowny i medialny, jednak reakcja była natychmiastowa i zdecydowana.
Watykan kategorycznie odrzucił tę koncepcję. Argumentowano, że prowadzenie papamobile to zadanie wymagające specjalistycznego przygotowania i doświadczenia w ochronie najważniejszych osób na świecie. Pojazd porusza się bardzo wolno wśród ludzi, a każdy jego ruch jest ściśle kontrolowany przez służby bezpieczeństwa. Z tego względu za kierownicą musi zasiadać wyłącznie przeszkolony funkcjonariusz.
"W 2011 roku zapytaliśmy wprost, czy Fernando Alonso mógłby poprowadzić papamobile. Watykan był oburzony tym pomysłem. Powiedzieli: "nie ma mowy!". Powiedziałem im, że Fernando umie jeździć, że papieżowi nic nie grozi podczas takiej podróży. Odpowiedź była jednak kategoryczna. Uznali, że pojazd papieża musi prowadzić funkcjonariusz watykańskich służb bezpieczeństwa" - wyznał de la Cierva.
Choć Alonso nie miał okazji wcielić się w rolę kierowcy papieża, kilka lat później doszło do oficjalnego spotkania. W 2013 roku, jako zawodnik Ferrari, odwiedził w Watykanie następcę Benedykta XVI, papieża Franciszka.











