Wydało się ws. związku Włodarczyk i Karasia. Ludzie nie mieli pojęcia
Agnieszka Włodarczyk i Robert Karaś od kilku lat tworzą jeden z najgłośniejszych związków w polskim show-biznesie. Teraz aktorka i ultratriathlonista ujawnili, jak rozpoczęła się ich relacja. Jak się okazuje, ich pierwsza randka była niezwykle stresującym wydarzeniem dla 45-letniej celebrytki.

Choć pochodzą z zupełnie różnych światów, dziś tworzą jeden z najgłośniejszych duetów polskiego show-biznesu. Agnieszka Włodarczyk to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek, obecna w branży od ponad dwóch dekad. Na koncie ma liczne role filmowe i serialowe, a także udział w programach rozrywkowych. Robert Karaś to z kolei utytułowany triathlonista i ultratriathlonista, znany z ekstremalnych wyzwań sportowych i bicia światowych rekordów w wielokrotnym Ironmanie.
Zawodowo oboje osiągnęli sukces, ale kilka lat temu Agnieszka postanowiła diametralnie zmienić swoje życie. Po latach skupienia na aktorstwie przewartościowała priorytety, związała się z Robertem Karasiem, została influencerką i rozpoczęła życie w ciągłych podróżach. W 2021 roku para powitała na świecie syna Milana. Dla niego zdecydowali się wrócić do Polski i stworzyć stabilny dom. Rok później sformalizowali swój związek, a w mediach społecznościowych konsekwentnie budują wizerunek zgodnej, wspierającej się pary.
Agnieszka Włodarczyk o pierwszej randce z Robertem Karasiem. "Stresowałam się"
Ostatnio małżonkowie byli gośćmi podcastu "Matcha Talks", gdzie opowiedzieli o swojej relacji i kulisach pierwszego spotkania. Włodarczyk przyznała, że uczucie pojawiło się bardzo szybko, choć początkowo miała wątpliwości. "Napisał do mnie, żeby się spotkać. Myślałam, że on jest zajętym mężczyzną przez kobietę, okazało się, że nie" - wspominała.
To Karaś zrobił pierwszy krok i zaproponował randkę niemal spontanicznie. Zapytał, czy mogą się spotkać za godzinę, potem za półtorej, bo musiał dokończyć trening biegowy. Aktorka była zaskoczona, ale - jak przyznała - bardzo to szanowała. Robert zapowiedział, że będzie o 22.00, pojawił się o 22.02 i skrupulatnie tłumaczył się z dwóch minut spóźnienia, co rozbroiło Agnieszkę.
Choć sportowiec twierdzi, że nie był zestresowany, aktorka miała inne odczucia. "Ale ja się stresowałam. Próbowałam ogarnąć mieszkanie w te 1,5 godziny, jak tylko się dało. Wypiłam pół butelki wina z tego stresu, bo zawsze mi się podobał" - wyznała.











