Włodzimierz Szaranowicz choruje na drżączkę poraźną. "Jak uderzenie biczem"
Włodzimierz Szaranowicz przez lata był jednym z najbardziej cenionych głosów polskiego sportu, a jego komentarze dostarczały emocji podczas najważniejszych sportowych imprez. Dziś legendarny komentator i dziennikarz mierzy się z chorobą Parkinsona, która mocno utrudnia mu wykonywanie nawet najprostszych codziennych czynności.

Włodzimierz Szaranowicz to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii polskiego dziennikarstwa sportowego. Przez dekady był głosem najważniejszych wydarzeń, komentując igrzyska olimpijskie i największe sukcesy polskich sportowców, dzięki czemu na stałe zapisał się w pamięci widzów.
W 2019 roku Szaranowicz ogłosił przejście na emeryturę, kończąc tym samym niezwykle bogatą karierę. Początkowo nie zdradził powodów swojej decyzji, jednak z czasem ujawnił, że za jego odejściem stały poważne problemy zdrowotne. Okazało się, że od kilku lat zmaga się z chorobą Parkinsona, znaną dawniej pod nazwą drżączka poraźna, która stopniowo wpływa na jego codzienne funkcjonowanie.
Diagnoza zmieniła życie Włodzimierza Szaranowicza. W Polscę z chorobą Parkinsona walczy 0,27% ludzi
Dziennikarz w szczerych wypowiedziach opisał, jak bardzo zmieniło się jego życie. Przyznał, że jeszcze niedawno był w świetnej formie fizycznej, a dziś nawet proste czynności stanowią dla niego wyzwanie. "Całe życie byłem sprawny jak młody bóg. A gdybym teraz chciał dogonić autobus albo przeskoczyć dwa schody, byłby to dla mnie nie lada wyczyn. Przez kilkadziesiąt lat regularnie siadałem na rower. Wie pan, jak wyglądała moja ostatnia jazda? Dojechałem pod bramę domu i się przewróciłem. Dość mocno się poobijałem. Lekarz powiedział, że z rowerem trzeba się rozstać" - wyznał w rozmowie z portalem WP SportoweFakty.
Szaranowicz porównał swoją chorobę do walki bokserskiej - początkowo wszystko wydaje się pod kontrolą, jednak z czasem organizm słabnie. Podkreślił, że pierwsze objawy pojawiły się nagle i były dla niego jak silny cios. "Mam nadzieję, że nie grozi mi nokaut. Choroba objawiła się dość drastycznie. To było jak uderzenie biczem. Ktoś nieznany w twoim życiu zaczyna ingerować, podpowiadać, w końcu dominować. Muszę znosić jego obecność, choć wiem, że w końcu zniszczy mnie i moją osobowość. Muszę go tolerować mimo jego obcesowej brutalności. Zmęczenie, niepewny chód, pochylona, zgarbiona sylwetka - niekiedy wydaje mi się, że jestem już tylko wspomnieniem o sobie sprzed lat" - podsumował boleśnie.
Mimo trudnej diagnozy Szaranowicz zachowuje refleksyjne podejście do życia. Jak sam przyznał, dziś bardziej niż kiedykolwiek docenia każdą chwilę, starając się żyć spokojniej i uważniej, choć ma świadomość, że choroba będzie stopniowo odbierać mu sprawność.











