W Ukrainie głośno o żonie Kamila Stocha. To nie żart, tak nazywają Polkę
Ewa Bilan-Stoch po wybuchu wojny w Ukrainie nie zastanawiała się długo i ruszyła na pomoc naszym wschodnim sąsiadom. Przez długi czas brała udział w ważnych akcjach, a jej zaangażowanie zostało docenione - Ukraińcy wymyślili jej nawet oryginalny "przydomek". Tymczasem wojna wciąż trwa, a liczba ofiar śmiertelnych rośnie z każdym dniem.

Kamil Stoch to jeden z najwybitniejszych skoczków narciarskich w historii. Trzykrotny mistrz olimpijski, wielokrotny medalista mistrzostw świata i triumfator wielu prestiżowych turniejów przez lata dostarczał Polakom powodów do dumy. Za jego sukcesami stoi jednak nie tylko talent i ciężka praca, ale także wsparcie najbliższych. U boku mistrza od lat stoi żona - Ewa Bilan-Stoch, która towarzyszy mu w najważniejszych momentach kariery.
Ewa Bilan-Stoch po wybuchu wojny ruszyła Ukraińcom na pomoc. Tak ją teraz nazywają
Ewa Bilan-Stoch jest fotografką, od lat realizującą autorskie projekty artystyczne. To właśnie sztuka jest jej wielką pasją, jednak po wybuchu wojny w Ukrainie cztery lata temu postanowiła zaangażować się w pomoc naszym wschodnim sąsiadom. Nie ograniczyła się do symbolicznych gestów. Szyła czapki dla żołnierzy, kupowała żywność, organizowała transporty najpotrzebniejszych rzeczy.
"Dałam polecenie na produkcji, że wstrzymujemy wszystkie realizacje i do końca tygodnia robimy tylko i wyłączenie czapki dla żołnierzy. Po to, by były jak najszybciej i aby było ich jak najwięcej, bo transport był przewidziany na weekend. Nasze szwaczki stanęły na wysokości zadania. Tych czapek był ogrom. Byłam dumna. Każdy chciał zrobić jak najwięcej. Panie siedziały nawet po godzinach. I tak się zaczęła nasza pomoc Ukrainie" - mówiła Bilan-Stoch w rozmowie z Tomaszem Kalembą z Interii.
W marcu 2023 roku dołączyła do teamu Mateusza "Extena" Wodzińskiego, który dostarczał na front samochody terenowe i sprzęt. Sama wielokrotnie jeździła do Ukrainy, przewożąc m.in. auta, ale też łopaty - jak się okazało, niezwykle potrzebne na linii frontu.
"Okazało się, że łopaty są bardzo potrzebne na wojnie i można je dosyć prosto zorganizować. Myślę, że łącznie mogło się uzbierać dwa tysiące, może więcej" - mówiła w materiale kanału "Układ Otwarty".
Ogromne zaangażowanie i determinacja Ewy Bilan-Stoch w pomoc krajowi pochłoniętemu wojną zostało docenione. W Ukrainie głośno mówiło się o wyjątkowych gestach małżonki Kamila Stocha. Kobieta otrzymała nawet ciekawy przydomek w związku ze swoimi działaniami - obywatele Ukrainy zaczęli bowiem nazywać ją "królową łopat".
Ewa Bilan-Stoch nie jest jednak sama - w jej ślady poszło wielu innych Polaków. Nasz kraj jako jeden z pierwszych po ataku wojsk Władimira Putina zdecydował się na aktywną pomoc Ukrainie, co wcale nie przeszło bez echa. W ubiegłym roku w pięknych słowach o Polakach wypowiedziała się rywalka Igi Świątek, Łesia Curenko.
"Liderzy państw europejskich, które od lat zdecydowanie wspierają Ukrainę, ciągle udowadniają, że będą to robić również w przyszłości. To przede wszystkim państwa, które przyjęły uchodźców z naszego kraju, a wśród nich Polska jest numerem jeden. Wy i inne kraje bałtyckie rozumiecie, że Rosja stanowi prawdziwe zagrożenie. I proszę mi wierzyć, Ukraińcy doceniają to wsparcie" - mówiła tenisistka z Włodzimierzeca w rozmowie z "WP Sportowe Fakty".
Tymczasem nic nie wskazuje na to, aby wojna w Ukrainie miała się wkrótce zakończyć. Władimir Putin pozostaje nieugięty, a ofiar z dnia na dzień przybywa. Według szacunków Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, amerykańskiego think tanku z siedzibą w Waszyngtonie, ukraińskie straty oscylują między 500 a 600 tys. osób, przy czym zginąć miało między 100 a 140 tys. wojskowych. Co ciekawe, straty rosyjskie oszacowano na 1,2 mln, przy czym życie miało stracić 325 tys. żołnierzy.













