Reklama

Reklama

Uciekł z Rosji i wyjawia, co naprawdę się tam dzieje. Ostry atak na Putina

Aleksandr Szmurnow, jeden z najpopularniejszych rosyjskich dziennikarzy i komentatorów sportowych, miał dość tego, co wyprawia się w Rosji i tego, co Putin robi w kraju i w Ukrainie. Odszedł z pracy, spakował swoje rzeczy i wyjechał do Ameryki Południowej. Mówi wprost: w Rosji nie dzieje się dobrze, a jego noga nie postanie w ojczyźnie dopóty, dopóki będzie tam rządził dyktator z Kremla. Uderza w prezydenta Federacji Rosyjskiej i jego popleczników: "Nigdzie nie zajdą, zło nie ma potencjału bycia wiecznym".

Głosy Rosjan sprzeciwiających się wojnie w Ukrainie i brutalnej polityce Władimira Putina często są tłumione przez kremlowską propagandę, dlatego - jeśli już się pojawiają - są tym cenniejsze. Najpierw głośno było wokół Olega Tińkowa, który potępił rosyjską agresję i wyjawił, że w rzeczywistości zdecydowana większość Rosjan jest podobnego zdania co on. Przez takie postawienie sprawy musiał uciekać z kraju i szukać schronienia za granicą.

Reklama

Okazuje się, że niejako podobny los spotkał popularnego rosyjskiego dziennikarza sportowego. Aleksandr Szmurnow niedawno odszedł ze znanego kanału Russian Match.tv, bo, jak sam wyjaśniał, miał dość bycia narzędziem manipulacyjnych działań Moskwy. W najnowszym wywiadzie dla Sports.ru wyjawił kulisy swojej decyzji i zaatakował Putina oraz pozostałych dygnitarzy z Kremla.

Wściekłość w Rosji po decyzji w sprawie Iwana Kuliaka. Wykonał ohydny gest

Aleksandr Szmurnow uciekł z Rosji. Atakuje Kreml i Putina: "Nigdzie nie zajdą"

Szmurnow zdecydował się uciekać z Rosji niemal od razu po tym, jak dowiedział się o ataku na Ukrainę. W rozmowie ze Sports.ru opisał, co wtedy poczuł. "Czułem w tamtym momencie tylko złość i nienawiść do przywództwa kraju. Jednak te uczucia istnieją od ponad 10 lat. Od 2011 roku kategorycznie nie akceptuję tego, co robią władze. Przez długi czas starałem się z tym walczyć kulturalnie: rozmawiać z ludźmi, uczciwie wykonywać swoją pracę i starać się promować normalne rzeczy" - opowiada.

Dodaje, że po zamordowaniu opozycjonisty Niemcowa i historii z innym przeciwnikiem władz Nawalnym, który został skazany na 9 lat kolonii karnej, miał wrażenie, że dusi się we własnym kraju. Przy nadziei trzymał go tylko fakt, że miał pod swoimi skrzydłami młodych adeptów dziennikarstwa. Chciał ich tak wyszkolić, by patrzyli na świat przez własne oczy, a nie przez okulary zakładane przez kremlowską propagandę. Ale miarka się przebrała, skończyły się kompromisy. Szok po rozpoczęciu wojny w Ukrainie był tym większy, że w Rosji od lat dzieje się jedno. Społeczeństwu wpaja się ideę, że "wojna jest niemożliwa".

Nie ma wątpliwości, że niesprawiedliwość i polityka Putina w końcu poniosą klęskę. Równocześnie ma sporo do zarzucenia swojemu pokoleniu.

24 lutego poczuł ogromny lęk. Przestraszył się, że Rosja zostanie odcięta od cywilizowanego świata i tak istotnie się stało. Dlatego razem z synem, który jest w wieku poborowym, wyjechał do Ameryki Południowej, choć nie wyklucza, że wkrótce przyleci do Europy. Najprawdopodobniej resztę rodziny sprowadzi do siebie już niebawem, w czerwcu. "Pozwólcie mi chwilowo przestać być częścią Rosji, ale nie przestać być częścią świata. Nie spędzę ani minuty w Rosji pod tym rządem" - podsumowuje.

Żona oligarchy ma dość, uderza w Gazprom. O tym w Rosji głośno się nie mówi

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL