Tylko 9 tys. osób w Polsce, wśród nich Jacek Laskowski. Oto zawód znanego komentatora
Jacek Laskowski od wielu lat jest jedną z twarzy TVP Sport. Jego głos towarzyszy kibicom m.in. przy spotkaniach piłkarskiej reprezentacji Polski. Popularny dziennikarz może pochwalić się bardzo nietypowym wykształceniem , porównując go z kolegami "po fachu". W Polsce taki zawód wykonuje tylko około dziewięciu tysięcy osób.

Niewiele osób w naszym kraju może pozwolić sobie na luksus komentowania spotkań reprezentacji Polski w piłce nożnej. Do dzisiaj legendarny jest komentarz Jana Ciszewskiego, który towarzyszył polskim kibicom w czasach największych triumfów naszej kadry.
Po latach zastąpił go Dariusz Szpakowski, który dzisiaj również może poszczycić się statusem legendy. Od lat za komentowanie spotkań polskiej kadry na antenie TVP odpowiedzialni są przede wszystkim Mateusz Borek oraz Jacek Laskowski. Ten drugi z telewizją publiczną po raz pierwszy związał się już w 1991 roku.
Chociaż Jacek Laskowski dzisiaj jest znany Polakom jako dziennikarz i komentator sportowy, to jego wykształcenie nie jest w żaden sposób związane ze sportem. Mało kto wie, jak wymagające studia skończył jeden z najpopularniejszych dziennikarzy w Polsce.
Jacek Laskowski skończył medycynę. Przyuczał się do pracy chirurga
Jacek Laskowski z wykształcenia jest lekarzem. W 1991 roku komentator TVP ukończył wydział lekarski Akademii Medycznej w Warszawie. Perspektywa pracy w mediach była jednak na tyle kusząca, że ten zdecydował się porzucić swój wyuczony zawód.
Kwestia edukacji Jacka Laskowskiego była jednym z tematów rozmowy w podcaście "WojewódzkiKędzierski". Kuba Wojewódzki rozpoczął temat żartobliwie, pytając Jacka Laskowskiego, jak często ludzie zwracali się do niego sformułowaniem "doktorze". Komentator TVP opowiedział o swoich początkach, a także czym dokładnie zajmował się przyuczając się do pracy chirurga. Zdradził przy okazji, że do dzisiaj ma wojskowy przydział medyczny.
- Zszywałem skórę przede wszystkim, było wiele rozcięć. Albo na zakończenie operacji, bo to należało do młodego stażysty albo jeszcze studenta. Z kilkaset osób chodzi jeszcze pozszywanych przeze mnie. Myślę, że mają szansę, bo to było jednak 30 lat temu - opisywał Laskowski.
- Miałem wyłącznie praktyki na ostrym dyżurze, ponieważ ja się szykowałem na chirurga trochę z innej strony, bo wszystkie praktyki brałem na oddziale sali pooperacyjnej na Banacha. Sala operacyjna na Banacha to jest sala, gdzie trafiali nie tylko ludzie z dość dużego bloku operacyjnego na Banacha, ale tam też trafiali również ludzie z wypadków, ludzie z sytuacji nazwijmy to kryminalnych i pochodnych. Tam trafiali również dawcy nerek, bo to wtedy się rozwijało. Tam było bardzo dużo ludzi i tam się najwięcej nauczyłem. Najwięcej się nauczyłem rzeczy, których bardzo wiele osób kończących studia medyczne nie potrafiłoby wykonać - dopowiedział komentator TVP.
Według danych Centralnego Rejestru Lekarzy Naczelnej Izby Lekarskiej przywołanych w 2024 roku przez portal "rynekzdrowia.pl" aw Polsce jest 9510 lekarzy ze specjalizacją z chirurgii ogólnej. Z tego grona w zawodzie pracowało 8908 osób. Statystyki jasno pokazują, że mało który student medycyny w naszym kraju decyduje się pójść taką ścieżką, jako przed laty wybrał Jacek Laskowski.
Laskowski wprost o realiach pracy lekarza. "Zdarzały się przypadki agresji fizycznej"
Laskowski w rozmowie z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim opowiedział szerzej o realiach pracy w szpitalu na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Okazuje się, że nie było to do końca bezpieczne miejsce dla personelu medycznego.
- Trafiało wtedy dużo osób agresywnych, nieobliczalnych, nie wiem jak teraz. Zdarzały się przypadki nawet agresji fizycznej, a wtedy można było liczyć samemu na siebie, a nie żadną ochronę szpitala, żadne inne blokady drzwi i jakiekolwiek inne ograniczenia. To była taka wolna amerykanka. Ja też tamten czas wspominam, że bardzo dużo ludzi trafiało po wypadkach na motorach. Dla mnie to było szokujące, bo nie miałem do czynienia z motoryzacją - tłumaczył Jacek Laskowski w podcaście "WojewódzkiKędzierski".
Jacek Laskowski skomentował w swoim życiu tysiące spotkań piłkarskich. W 2007 roku pracował przy spotkaniu Sevilli podczas którego na murawę nieprzytomny padł Antonio Puerta. Hiszpański piłkarz niedługo po zakończeniu spotkania zmarł, a Laskowski bezlitośnie wypunktował serię błędów tamtejszego personelu medycznego.
- Katastrofalny błąd, coś nieprawdopodobnego. To jest dla mnie szokujące, że wydawałoby się w kraju piłkarsko i sportowo dla nas rozwiniętym, szczytowym, jakim jest Hiszpania, gdzie te kluby Sevilla, Barcelona, Real są symbolami najwyższej formy profesjonalizmu, wychodzą ludzie ze sztabu medycznego i popełniają najprostszy błąd, jaki można zrobić w sytuacji, kiedy widać, że człowiekowi grozi utrata życia. On zmarł w szatni. Jakakolwiek dolegliwość serca związana z jego bólem, ustaniem pracy, arytmią, czymś co powoduje utratę przyjemności, to jest przede wszystkim ograniczenie jakiegokolwiek wysiłku tego serca, czyli położenie człowieka i zaniesienie go - podsumował Jacek Laskowski.












