W czwartkowy poranek świat obiegła informacja, która wstrząsnęła piłkarskim środowiskiem. Piłkarz Liverpoolu i reprezentacji Portugalii, Diogo Jota, zginął w wypadku samochodowym, do którego doszło w nocy ze środy na czwartek w regionie Zamora. W samochodzie znajdował się również brat piłkarza, Andre.
Jak przekazał "AS", bracia podróżowali po Hiszpanii autem marki Lamborghini. W trakcie jazdy kierujący próbował wyprzedzić inne auto, jednak niespodziewanie stracił on panowanie nad samochodem, w którym prawdopodobnie doszło do pęknięcia opony. Wówczas pojazd zjechał z drogi, a chwilę później stanął w płomieniach.
Na miejscu błyskawicznie pojawiły się odpowiednie służby - strażacy zajęli się ugaszeniem pożaru, a medycy wydostali z płonącego pojazdu obu mężczyzn. Niestety, ich życia nie dało się już uratować. Informacje o śmiertelnym wypadku potwierdził za pośrednictwem mediów społecznościowych zarząd powiatu Zamora. W komunikacie co prawda nie pada nazwisko Joty, jednak wiek ofiar zgadza się z danymi piłkarza i jego brata.
Nowa praca Szczęsnego. Są już pewni, wielka zmiana dla Polaka
Kilka dni temu wziął ślub. Diogo Jota osierocił trójkę małych dzieci
Śmierć Diogo Joty to ogromna tragedia nie tylko dla kibiców, ale także dla jego rodziny i żony, Rute Cardoso. Piłkarz i jego ukochana nie nacieszyli się bowiem długo swoim małżeństwem. Na ślubnym kobiercu stanęli bowiem 22 czerwca i powiedzieli sobie sakramentalne "tak". Radosne wieści zakochani przekazali fanom za pośrednictwem mediów społecznościowych. "Czerwiec 22, 2025. Tak, na zawsze" - napisali we współtworzonym wpisie na Instagramie.
Piłkarz i jego ukochana tworzyli parę od wielu już lat. Jeszcze przed formalizacją związku doczekali się potomstwa. W 2021 roku na świat przyszedł ich pierwszy syn, dwa lata później urodził się drugi syn pary, a w ubiegłym roku do rodziny dołączyła córeczka.














