Tomasiak oficjalnie milionerem. Niebywałe, jak zareagował i co ogłosił
Podczas gali w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz poinformował, że obiecane wcześniej nagrody dla sportowców zostały wypłacone. To oznacza, że Kacper Tomasiak już oficjalnie został milionerem. Jak na to zareagował? Niektórych może to zaskoczyć. W rozmowie z dziennikarzami ogłosił coś w sprawie swego majątku.

W sobotę 11 kwietnia w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbyła się uroczysta Gala Olimpijska, która podsumowała zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan-Cortina 2026 w wykonaniu Polaków. Najlepsi sportowcy otrzymali nagrody za medale i wyniki. Ze sceny zwrócił się do nich prezes PKOl Radosław Piesiewicz, który obwieścił coś ważnego.
"Dla mnie to była ogromna duma, móc was wysłać na igrzyska olimpijskie, kibicować, wspierać i wyznaczyć najwyższe nagrody w historii. Taki wiele mówiło się w mediach, czy wypłacimy. Chcę poinformować wszystkich, że nagrody zostały wypłacone. Te finansowe znalazły się już na kontach naszych sportowców. Z tego jestem bardzo dumny, ponieważ umówiłem się z wami na to" - przekazał.
To wy jesteście siłą polskiego sportu i bez was nie byłoby tych wszystkich sukcesów
Wśród wyróżnionych był, rzecz jasna, Kacper Tomasiak, który z Włoch przywiózł trzy krążki: dwa srebra (w tym jedno wywalczone w duecie z Pawłem Wąskiem) oraz brąz. Za sukces otrzymał 900 tys. zł od PKOl, 550 tys. w tokenach, 275 tys. od Polsatu, 163,5 tys. z ministerstwa sportu i turystyki (plus stypendium w wysokości ponad 15 tys. miesięcznie wypłacane przez dwa lata; łącznie to ok. 370 tys. zł), mieszkanie w Warszawie warte 1 mln zł (i bon na wykończenie apartamentu), vouchery na wakacje o wartości 30 tys. zł, diamenty inwestycyjne (o wartości niespełna 20 tys.), biżuterię (5,5 tys.), trzy obrazy oraz trzy złote karty do kina. Po gali został zapytany o ten milionowy majątek.
Kacper Tomasiak ogłosił ws. swojego majątku. Fortuna nie zawróciła mu w głowie
Niektórym zawodnikom, i to jeszcze tak młodym jak 19-letni Kacper, świeżo zbita fortuna mogłaby zmienić perspektywę postrzegania świata, a wręcz kompletnie zawrócić w głowie. Ale nie Tomasiakowi. Podpytywany przez Sport.pl o podejście do majątku, udowodnił, że jest człowiekiem nie tylko twardo stąpającym po ziemi i dojrzałym, ale też raczej przesadnie nieskupiającym się na pieniądzach. To wręcz nie tak często spotkane.
Zapytany, jak to jest nagle stać się milionerem, odpowiedział prosto z mostu. "Nie czuję, żeby coś się zmieniło. Moje wydatki się nie zmieniły, dalej są bardzo podobne. Myślę, że tak normalnie do tego wszystkiego podchodzę. Na pewno można powiedzieć, że jest to dobre zabezpieczenie na przyszłość, że już nie muszę się przejmować czy w przyszłości coś może wydarzyć finansowo kiepskiego. Ale aktualnych wydatków to raczej u mnie nie zmieniło" - wyjaśnił.
Nie ma doradcy do spraw inwestycji i nawet nie zdecydował, czy w ogóle będzie nawiązywał taką współpracę. Na razie zajmuje się wszystkim na własną rękę. Nie chce działać pochopnie. "Raczej staram się do tego na spokojnie podchodzić i nie robić tego jak najszybciej, bo to może nie być najlepszy pomysł" - stwierdził.
Na razie wyklucza chociażby kupno nowego samochodu. Wytłumaczył, że kupił sobie auto jeszcze przed tymi olimpijskimi sukcesami, i na razie mu to wystarcza. "To jest nieopłacalna inwestycja, samochód tylko traci na wartości. Chyba że jest jakiś, nie wiadomo jak limitowany. Ale aż tyle z tych nagród nie dostałem, żeby taki kupić" - ogłosił.
Nie ma ani wymarzonego modelu, ani marzeń dotyczących wyjazdu na wakacje. Posiada vouchery o wartości 30 tys. zł, lecz na razie nie wie, kiedy i jak je wykorzysta. Zakłada, że zadzieje się to spontanicznie. "Ja nie jestem typem osoby marzącej nie wiadomo o czym" - ocenił.
Z jego skromnych i pełnych pokory wypowiedzi można wywnioskować, że wręcz nie dochodzi do niego, jak ogromny sportowy sukces osiągnął i obok jak wielkich polskich nazwisk się zapisał. Co on na to? Zapewnił, że z tego wszystkiego zdaje sobie sprawę, ale po prostu nie przywiązuje do tego większej wagi. "Niby sobie zdaję, ale aż tak bardzo się tym po prostu nie przejmuję, bo tak po prostu mam. Raczej normalnie do tych rzeczy podchodzę" - podsumował.














