Reklama

Reklama

Spięcie Artura Boruca z dziennikarzem

Artur Boruc został oskarżony przez znanego dziennikarza, Piotra Wołosika o to, że zamiast zagrać mecz przeciwko Rakowowi Częstochowa, poleciał z rodziną do Grecji na weekend. Bramkarz Legii w odpowiedzi nazwał pracownika "Przeglądu Sportowego"... "pajacem".

Wokół absencji Boruca w meczu z Rakowem narosło sporo legend. Już w trakcie spotkania usłyszeć można było plotki, że bramkarzowi nie chciało się grać. Wiadomo było jednak tylko, że od kilku dni korzystał z pomocy fizjoterapeutów i nie trenował z zespołem, bo bolały go plecy.

Trener Czesław Michniewicz po meczu nie ugasił "pożaru", ale dał przyczynek do kolejnych domysłów, kiedy na pomeczowej konferencji prasowej powiedział: - Nie wiem, co jest Arturowi. Dowiem się w poniedziałek na treningu.

Zdjęcia z Mykonos

Niedługo po przegranym 2-3 meczu z Rakowem jeden z kibiców zamieścił Tweeta, ze zrzutem zdjęcia z instagramowego konta żony bramkarza, Sary Mannei. Z wpisu wynikało, że przebywa wraz z mężem na greckiej wyspie Mykonos.

Reklama

Dzień po meczu oliwy do ognia dolał dziennikarz "Przeglądu Sportowego" Piotr Wołosik, któremu Boruc ostro odpowiedział, żeby sprawdzał lepiej swoje informacje.

Po kolejnej zaczepnej odpowiedzi Wołosika, bramkarz Legii nazwał dziennikarza "pajacem".

Nie byłoby tej całej afery, gdyby Legia nie przegrała z Rakowem 2-3, po dwóch błędach zastępującego Boruca Cezarego Miszty, który najpierw niepotrzebnie sprokurował rzut karny, a potem źle zachował się przy rzucie wolnym. Oba stałe fragmenty gry na gole zamienił Hiszpan Ivi Lopez. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje