Skandal na koniec pojedynku. Boniek sfaulowany przez Najmana. Puściły nerwy
Po wielu zapowiedziach i zaczepkach w mediach społecznościowych doszło do starcia Zbigniewa Bońka i Marcina Najmana. Panowie nie spotkali się jednak w ringu ani oktagonie, a na... torze kartingowym. W środę doszło do "Super Wyścigu". Ci zmierzyli się w trzech wyścigach, a każdy po 10 okrążeń. Po dwóch startach był remis, bowiem obaj wygrali po jednym z nich. Ostatecznie po niemałym skandalu i ingerencji sędziego wygrał 2:1 wygrał były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Wielokrotnie Zbigniew Boniek i Marcin Najman zaczepiali się oraz nie szczędzili sobie uprzejmości w mediach społecznościowych. Ich konflikt, o ile można to tak nazwać musiał zostać rozstrzygnięty. Z wiadomych względów ten nie mógł zostać wyjaśniony w ringu czy też oktagonie w ramach sztuk walki.
Panowie doszli jednak do pewnego kompromisu i zdecydowali się na zorganizowanie wyścigu. W ten sposób powstał "Super Wyścig", który odbył się w środowy wieczór na torze kartingowym w Bydgoszczy. Co więcej, cały dochód z wydarzenia będzie przekazany na cele charytatywne.
Główni bohaterze nawet dzień przed startem wzięli udział w specjalnej konferencji prasowej, gdzie odbyło się m.in. ważenie. Start zaplanowano na godz. 19:00. Zasady były proste - trzy wyścigi, każdy po 10 okrążeń i wymagany jeden pit-stop. Pierwszy z nich już zapewnił spore emocje.
Z pierwszego pola startował Najman. "Cesarz" prowadził przez trzy kółka, lecz nie potrafił zbudować przewagi. Do tego ciągle obracał się za siebie i sprawdzał, co robi "Bello Di Notte". Do zmiany doszło, gdy 47-latek zjechał do boksu. Boniek to wykorzystał i jechał bardzo dobrze. Wybudował sobie spory bufor i nawet po wizycie w boksie był na 1. miejscu. Finalnie wpadł na metę z ok. 10-sekundową przewagą.
- Przyjechałem po to, żeby Marcina pokonać. Wygrałem pierwszy wyścig, ale to jeszcze nie koniec - skwitował ten start Boniek na antenie Kanału Sportowego.
Najman odrobił, był potrzebny decydujący wyścig
Drugi start rozpoczął się od boksu Najmana. Jego gokart jednak dawał radę i z czasem odrabiał swoją stratę. Ta spadła do mniej, niż pięciu sekund, a Boniek finalnie zjechał na pit-stop. Jego strata po wyjeździe była znacząca, jednakże również prezentował niezłe tempo. Ostatecznie na metę pierwszy wjechał "Cesarz". Strata 70-latka wyniosła niewiele powyżej sekundy.
Do rozstrzygnięcia potrzebny był trzeci wyścig. Rzut monetą pozwolił wygrać losowanie Bońkowi, dzięki czemu to on startował z pierwszego pola. Najman znów postanowił zaliczyć wizytę w boksie na pierwszym okrążeniu. Boniek korzystał ze swobody na torze i jechał kapitalnie.
Ciągle zwiększał swoją przewagę i po odhaczeniu boksu wyjechał na 1. miejscu. Na cztery kółka przed końcem różnica między nimi wynosiła zaledwie sekundę. Na siódmym kółku przedstawiciel sztuk walki popełnił błąd i uderzył w bandę, co poskutkowało stratą. Ostatnie dwa okrążenia gwarantowały ogromne emocje.
Najman próbował wyprzedzić byłego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, co poskutkowało kraksą. Mimo to 70-latek dalej prowadził. Sytuacja powtórzyła się na ostatnim okrążeniu. Wówczas jednak Najman skorzystał na całym zdarzeniu i objął prowadzenie. Po chwili cieszył się z wygranej. Sytuacja była weryfikowana przez sędziego. Tuż po zjeździe do boksów Boniek zwrócił się do Najmana i powiedział, że oszukiwał. Najman odparł wprost. - Zbyszek, no co ty gadasz! Ja Cię musiałem wyprzedzić, to jest kontaktowy sport - tłumaczył.
Finalnie po weryfikacji całe zmagania wygrał Zbigniew "Bello Di Notte" Boniek.

















