Sceny po triumfie Fajdka. Polak najadł się strachu jak nigdy, los złotego medalu wisiał na włosku
Paweł Fajdek to jeden z bardziej charakterystycznych sportowców z kraju nad Wisłą. Rozpoznawalność zdobył w dużej mierze dzięki swoim licznym osiągnięciom, wśród których znalazły się między innymi złote medale lekkoatletycznych MŚ. Przy okazji wywalczenia jednego z nich doszło jednak do dość niecodziennej sytuacji. Polak był bowiem bardzo blisko "straty" drogocennego krążka. Całość historii przekazał on później swoim fanom, prostując przy okazji kilka krzywdzących nieścisłości.

W historii kraju nad Wisłą było wielu wybitnych lekkoatletów, którzy zapisali się na kartach światowych zmagań. Jednym z nich bez wątpienia jest Paweł Fajdek. Polak, specjalizujący się w rzucie młotem, po raz pierwszy pojawił się na ustach sportowej społeczności w 2011 roku. To właśnie wtedy zdobył on złoty medal młodzieżowych mistrzostw Europy w lekkoatletyce.
W tym samym roku sięgnął również po złoto Uniwersjad, co tylko napędziło jego sportową karierę. Ten sukces powtórzył on zresztą jeszcze trzykrotnie. Prawdziwy przełom nastąpił jednak w rok 2013. To właśnie wtedy Fajdek wziął udział w lekkoatletycznych MŚ, odbywających się wówczas w Moskwie. Polak zaprezentował się znakomicie, oddając rzut na 81,97 metra. To dało mu pierwszy złoty medal MŚ w karierze. Nie był to jednak jego ostatni międzynarodowy sukces tego kalibru.
Raptem dwa lata później Paweł Fajdek ponownie zameldował się na najwyższym stopniu podium w zmaganiach lekkoatletycznych MŚ. Chińska impreza z 2015 roku prawdopodobnie na zawsze zostanie w jego pamięci, lecz nie tylko ze względu na osiągnięty wówczas sukces sportowy.
Paweł Fajdek zostawił złoty medal w... taksówce. Nie do wiary, o co oskarżyli go Chińczycy
Tuż po triumfie Fajdka w mediach zaczęły pojawiać się doniesienia o dość niecodziennym incydencie. Z ówczesnych relacji wynika bowiem, że Polak tymczasowo utracił swój złoty medal.
Po dotarciu do hotelu Fajdek zorientował się, że nie ma przy sobie drogocennego "krążka". Momentalna reakcja jego menadżera oraz obsługi hotelu pozwoliła jednak na szczęśliwe rozwiązanie sytuacji. Okazało się bowiem, że złoty medal został w taksówce, która odwoziła Polaka z uroczystej kolacji, zorganizowanej przez sponsora. Zguba dość szybko powróciła w ręce prawowitego właściciela.
Na tym sytuacja jednak się nie kończy. Chińska agencja prasowa podłapała ten incydent, wypuszczając w świat bardzo krzywdzącą informację. Tamtejsi dziennikarze pisali bowiem, że Fajdek był pod wpływem znacznej ilości alkoholu, co miało popchnąć go do... próby zapłacenia za przejazd taksówką za pomocą złotego medalu MŚ. Tego typu narracja został bardzo szybko powielona przez media z różnych stron świata.
Sytuacja zmusiła Pawła Fajdka do wydania stosownego oświadczenia, w którym stanął on w obronie swojej osoby oraz taksówkarza, nazywanego wówczas "złodziejem". Polak zdementował doniesienia chińskich dziennikarzy. Przyznał, że podczas przejazdu doszło do sesji zdjęciowej z medalem, której prowodyrem był zafascynowany sytuacją chiński kierowca. To właśnie podczas tego wydarzenia medal miał zostać we wnętrzu pojazdu, a nieświadomy taksówkarz pojechał z nim w dalszą drogę. Fajdek opisał również moment odzyskania swojej własności. Przewoźnik wrócił pod hotel i bez większych problemów oddał Polakowi jego własność. W zamian miał otrzymać od sportowca dodatkowy napiwek oraz inne wyrazy wdzięczności za uczciwość.












