Martina Navratilova to postać, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Amerykanka uznawana jest za absolutną legendę kobiecego tenisa. Nikogo nie może to jednak dziwić - ma bowiem ona na swoim koncie osiągnięcia, o których wiele tenisistek może jedynie pomarzyć. Osiemnaście tytułów wielkoszlemowym w singlu, 31 w deblu, 10 w grze mieszanej - a to jedynie kilka pozycji z długiej listy jej sukcesów.
Choć karierę sportsmenki zakończyła już wiele lat temu, Martina Navratilova wciąż aktywnie działa w środowisku tenisowym. Znakomicie odnajduje się w roli ekspertki, bierze także udział w słynnych Turniejach Legend. Nie inaczej było także podczas trwającej wciąż 138. edycji Wimbledonu. Amerykanka w rywalizacji mikstów połączyła siły z Serbem Nenadem Zimonjiciem. Choć ma status legendy, 68-latka została jednak haniebnie potraktowana przez organizatorów.
Zjawiła się na meczu rywalek Świątek. Kibice na trybunach powstali [WIDEO]
Martina Navratilova niewpuszczona do kawiarni podczas Wimbledonu. Nie kryła żalu
Martina Navratilova w przerwie między meczami postanowiła pozwolić sobie na odrobinę przyjemności. Amerykańska gwiazda wybrała się więc do położonej na terenie obiektu kawiarni Ivy, do której... nie została wpuszczona. Rozżalona o incydencie tym opowiedziała za pośrednictwem mediów społecznościowych.
"No cóż - próbowaliśmy zjeść kolację w Ivy na Wimbledonie, ale nie wpuścili Lulu do restauracji - a więc plan B" - poinformowała wyraźnie zasmucona Navratilova, chwaląc się zdjęciem przed kawiarnią w towarzystwie swojej suczki Lulu.
68-letnia gwiazda szybko znalazła jednak rozwiązanie problemu i udała się do restauracji Cent Anni. "Plan B okazał się w rzeczywistości lepszy - zawsze można zjeść coś dobrego, w ciszy i spokoju, świetny makaron, a Lulu jest mile widziana" - przekazała na platformie X.
Wiktor Zborowski miał rację. "Chwilowo". Ciemne miejsce bliżej królestwa Igi Świątek












