Robert Karaś stracił fortunę, padło oskarżenie. Burza po wpisie i mocna riposta
Robert Karaś - polski triathlonista i rekordzista świata, w którego organizmie wykryto zakazane substancje - w mocnych słowach odniósł się do wypowiedzi szefa Polskiej Agencji Antydopingowej Michała Rynkowskiego twierdząc, że stracił przez niego 600 tysięcy złotych. Na jego wypowiedź ostro zareagowała była polska lekkoatletka - Monika Pyrek. - Świadome stosowanie dopingu i robienie z siebie ofiary nie mieści mi się w głowie - grzmi nasza wielkokrotna medalistka w mediach społecznościowych.

Robert Karaś zaskoczył chyba wszystkich swoim oświadczeniem, jakie opublikował w niedzielę. Poinformował wówczas, że - jak przekazali mu organizatorzy zawodów w Brazylii, na których pobił rekord świata w Ultra Triathlonie - w jego organizmie "wykryto śladowe ilości niedozwolonych substancji".
W całej mojej karierze zawsze byłem czysty, co potwierdzały wyniki wielu badań antydopingowych, jakie przechodziłem po każdym z dotychczasowych startów w Pucharze Świata. Przeanalizowałem całą sytuację z moim sztabem oraz lekarzami sportowymi. W styczniu leczyłem złamania ręki, żeber oraz stopy. Wtedy zostały mi podane leki, które zawierały w swoim składzie substancje znajdujące się na liście WADA
Oświadczenie Roberta Karasia dość szybko skomentował szef Polskiej Agencji Antydopingowej - Michał Rynkowski. Nie owijając w bawełnę stwierdził, że mamy do czynienia z jedną z najpoważniejszych spraw w historii polskiego sportu. Nadmienił przy tym, z jakimi konsekwencjami może liczyć się nasz triathlonista, który występuje także na galach federacji FAME MMA.
Należy potwierdzić, że Robert Karaś uzyskał pozytywny wynik na obecność substancji zabronionej drostanolone z grupy steroidów anaboliczno-androgennych w próbce podczas pobicia rekordu 10-krotnego Ironmana. Grozi mu kara 4 lata dyskwalifikacji i unieważnienie wyniku sportowego, który został przez niego osiągnięty
Robert Karaś przyjął niedozwolone środki. Afera wokół polskiego rekordzisty świata
Robert Karaś odniósł się do wypowiedzi Michała Rynkowskiego w programie "Hejt Park" transmitowanym przez "Kanał Sportowy", w trakcie którego opowiedział o szczegółach całej sprawy. Przyznał, że przez słowa szefa Polskiej Agencji Antydopingowej mocno ucierpiał jego budżet. - Przez niego straciłem 600 tys. zł w jeden dzień - przyznał Robert Karaś. I dodał:
To nie jest tak, że ja jestem zablokowany, bo tak wynika ze słów tego pana. Sponsorzy, którzy mają mieć kontrakt na 2-3 lata, mogą powiedzieć: "Nie no, po co nam Karaś, skoro cztery lata ma nie startować". (...) W każdym razie przez tego pana trochę to życie się zmieniło. Natomiast on nie ma racji, ja będę się ścigał, ja będę trenował. Kończę walkę, jadę na obóz, robię swoje
Te słowa Roberta Karasia odbiły się szerokim echem. Zareagowała na nie między innymi Monika Pyrek - była reprezentantka Polski w skoku o tyczce, dwukrotna wicemistrzyni świata oraz wicemistrzyni Europy, nie zgadzając się z tym, że Robert Karaś stracił wspomnianą kwotę przez słowa wypowiedziane przez Michała Rynkowskiego. - A nie przypadkiem przez swoje decyzje?! Świadome stosowanie dopingu i robienie z siebie ofiary nie mieści mi się w głowie!!!! - oburzyła się polska lekkoatletka.
Sprawą Roberta Karasia mocno zainteresowała się także Agnieszka Kobus-Zawojska - nasza wioślarka, mistrzyni świata z 2018 roku i dwukrotna medalistka igrzysk olimpijskich.
Uczciwy gość z wczoraj, dzisiaj przyznaje się do dopingu. Uważa, że to nic złego. Proponuje znaleźć obrońcom innych idoli. Bo ciężko zaufać takiej osobie











