Reprezentacja Polski prawie "zrujnowała" mu biznes. Teraz ma niemal miliard. "Myślałem, że to koniec"
Historia Igora Klai pokazuje, jak niestabilny potrafi być biznes. Po ryzykownej inwestycji związanej z piłkarskimi mistrzostwami świata przedsiębiorca urodzony w Kielcach realnie martwił się o ewentualne bankructwo. Co ciekawe, przyczyniła się do tego wszystkiego słaba gra reprezentacji Polski. Nie było skoku finansowego, za to pojawiły się nerwy. Kolejne lata przyniosły jednak odbicie.

Igor Klaja to założyciel i właściciel działającej w ponad 40 krajach świata marki odzieżowej 4F. W 2010 roku połączyła się ona z Outhorn, tworząc razem spółkę OTCF. 50-letni przedsiębiorca dziś jest krezusem. W 2022 r. jego majątek "Forbes" szacował na 1,148 miliarda złotych (74. miejsce na liście najbogatszych Polaków), w 2023 r. na 880 mln (96. pozycja).
Jednak droga do takich wyników była kręta. Klaja w wieku 18 lat stracił ojca. Musiał zarabiać, by móc studiować w Krakowie. Współprowadził sklep komputerowy, potem był ekspedientem w sportowym. Żyłka biznesowa już dawała o sobie znać - założył Outhorn, sprzedawał i rozwoził po całej Polsce śpiwory oraz polary, bo we wcześniejszej pracy zauważył szerokie zainteresowanie tymi produktami. Przez kilka lat współpracował z kolegą, później został sam.
Szansę na skok finansowy dostrzegł w piłkarskich mistrzostwach świata 2002. "Biało-Czerwoni" po 16 latach wracali na mundial, co wiązało się z wielkim zainteresowaniem futbolem. Podopieczni Jerzego Engela jednak szybko - dokładnie w przeciągu 6 dni - zgasili entuzjazm społeczeństwa. Już po drugiej kolejce grupowej było wiadomo, że nie awansują do 1/8 finału, bo nie mieli na koncie żadnego punktu, a Korea Południowa i Stany Zjednoczone posiadały po 4.
Igor Klaja długo walczył o swój biznes. Podczas mundialu 2002 było nerwowo
Pomysłem biznesmena było sprowadzenie biało-czerwonych flag, szalików czy czapek z Chin i następnie sprzedawanie je w hipermarketach. Po dwóch porażkach popyt jednak spadł. Zwroty od marketów były tak ogromne, że te gadżety Klaja sprzedawał jeszcze przez kolejnych sześć lat, jeżdżąc pod stadiony podczas dużych wydarzeń sportowych. Okres mundialu w Korei i Japonii przeżył dość nerwowo.
Na firmę, która robiła wtedy rocznie około dwóch milionów złotych obrotów, tam było z 60 proc. naszego kapitału. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że to już koniec. Że zbankrutujemy
Trudne lata udało się jednak przetrwać. Karta się odwróciła - w drugiej połowie pierwszej dekady tego wieku marka (już jako 4F Sport Performance) podpisała kontrakt z Polskim Związkiem Narciarskim oraz Polskim Komitetem Olimpijskim, ubrała naszych rodaków na zimowe igrzyska do kanadyjskiego Vancouver. Nieco później pomogło też wykupienie 35 procent akcji za 14 milionów złotych przez Sobiesława Zasadę.











