Pudzianowski dosadnie o milionowym majątku po swej śmierci. Oto co się stanie
Mariusz Pudzianowski swoją ciężką pracą dorobił się wielomilionowego majątku. Gorzko jednak wyznał, że przez nadmiar obowiązków po prostu nie ma siły i czasu z tego korzystać. Teraz sam przypomina pewną rozmowę, w której publicznie odniósł się do tego, co wydarzy się po jego śmierci. "Oczy zamkniesz, spycha wezmą, zepchną" - mówił dosadnie. Wcześniej zdradził, czy spisał testament.

O Mariuszu Pudzianowskim jest teraz głośno. A to wszystko za sprawą jego publikacji w mediach społecznościowych. Udostępnił zdjęcia z Karolem Nawrockim i obwieścił, że ma za sobą udany trening z prezydentem. "Kilka dni temu miałem okazję potrenować z Prezydentem Polski i muszę przyznać - ma charakter chłop! Mimo że umowa była taka, żeby 'nie cisnąć' na maksa, to nie odpuścił i 150 kg na ławce pękło! Jak na kogoś, czyim konikiem jest boks, to naprawdę zacny wynik. Szacun!" - opisał.
Teraz na jego profilu pojawiło się coś jeszcze. To przypomnienie wywiadu dla Biznes Misji. Przed kamerą szczerze opowiedział o swoim życiu, majątku, podejściu do pracy i budowania biznesu oraz do tego, co wydarzy się... już po jego śmierci.
Miliony na koncie Pudzianowskiego. "Mam wszystko, a tak naprawdę nie mam nic"
Szacuje się, że dzięki sportowej karierze, biznesom i inwestycjom Mariusz Pudzianowski dorobił się majątku o wartości 30-40 milionów złotych. Finansowy sukces okupuje pewnymi osobistymi stratami. Dochodzi do tego, że w wirze pracy po prostu nie ma ani sił ani czasu, żeby korzystać z fortuny.
"Zajeżdżam się pracą, jestem tego świadomy. Momentami chcę troszeczkę zwolnić. Jeżeli byłoby dla kogo, to w pewnym momencie by się zwolniło. Tylko to nie dzieje się tak z dnia na dzień. To trzeba wszystko pomalutku poukładać, wyciszyć. Dochodzisz do sufitu, i co potem? Masz niby wszystko, a nie masz siły, by z tego korzystać" - przyznał.
Liczy, że jeszcze przez około minimum 15 lat będzie sprawny fizycznie. Poprzednie lata niemal w całości poświęcił na sport i dorabianie się. "25 lat straciłem, żeby zbudować to, co teraz mam za plecami. I co? Naharowałem się jak wół na czterech łapach i z tego pokorzystać nie mogę" - gorzko wyznał.
Nieraz - gdy nadchodzi weekend, więc teoretycznie luźniejszy okres - rano ma pełno energii, układa sobie w głowie plan działania, korzystania z życia. Lecz gdy przychodzi wieczór, wraca do domu i może wszystko wreszcie zrealizować, uświadamia sobie, że nawet nie ma siły.
Odcina zasilanie, i nie ma
"Mam wszystko, a tak naprawdę nie mam nic. Mając nawet malucha może byłbym nawet czasem bardziej szczęśliwy, że mam czas, aby wyjść. A teraz weź to koło całe wyhamuj. Ciężko jest. Ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć: Stop, dosyć. I ja to zrobię" - zadeklarował.
W rozmowie wspomniano również wątek majątku w kontekście śmierci. "Pudzian" dosadnie opowiada o tym, co stanie się po tym, jak z tego świata odejdzie. Pieniądze po prostu nie będą miały wówczas dla niego kompletnie żadnego znaczenia.
"To, co dzisiaj masz, jeszcze rękoma trzymasz. Oczy zamkniesz, spycha wezmą, zepchną. A tak naprawdę, to co ci będzie wtedy zależało, co się z tym stanie. Cieszy cię teraz, póki masz jeszcze siłę, energię, żeby jeszcze z tego pokorzystać. Trzeba sobie powiedzieć w pewnym momencie: Dosyć, nie chcę tego nie idę wyżej" - stwierdził. On dokładnie tak postąpił. "Sam sobie powiedziałem, że stopuję. Choćby leżało 10 milionów, nie chcę tego" - podsumował.
Już lata temu Mariusz Pudzianowski, goszcząc u Kuby Wojewódzkiego, potwierdził, że ze względu na ryzyko związane z walkami w formule MMA, spisał testament. "Rywal też trenuje i jest wielkim chłopem. Mam lęk i się tego nie wstydzę. Zawsze zastanawiam się, czy wyjdę z klatki" - tłumaczył.
Dodatkowo wyznał, że w domu trzyma kartkę z kodami do sejfów. Rodzinie pozostawił też dyspozycje do wdrożenia w przypadku, gdyby spotkało go nieszczęście.












