Potwierdzają się doniesienia o Mai Włoszczowskiej. To już koniec
Jesienią ubiegłego roku w mediach pojawiły się pogłoski mówiące o problemach w związku Mai Włoszczowskiej i Przemysława Zawady. Teraz mistrzyni kolarstwa i członkini Komisji Sportowej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wyjawiła prawdę o swojej relacji z kierowcą rajdowym. Już wszystko jasne.

Maja Włoszczowska przez lata zachwycała kibiców kolarstwa górskiego na całym świecie, sięgając po medale mistrzostw świata i Europy oraz dwukrotnie stając na olimpijskim podium. Srebrne krążki zdobyte na igrzyskach w Pekinie i Rio de Janeiro na stałe zapisały ją w annałach polskiego olimpizmu, a jej konsekwencja, pracowitość i sportowy charakter stały się wzorem dla kolejnych pokoleń zawodników.
Po zakończeniu kariery Włoszczowska nie zniknęła ze sportu. W sierpniu 2021 została wybrana na siedmioletnią kadencję do Komisji Sportowej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, gdzie aktywnie działa na rzecz rozwoju sportu i reprezentuje głos zawodników na arenie międzynarodowej. To kolejny etap jej drogi, w którym wykorzystuje doświadczenie zdobyte przez lata rywalizacji na najwyższym poziomie.
Maja Włoszczowska potwierdza rozstanie z Przemysłem Zawadą
W osiąganiu sukcesów sportowych przez ostatnie lata wspierał ją partner, Przemysław Zawada. Przez ponad dekadę tworzyli jedną z najbardziej rozpoznawalnych par polskiego sportu, regularnie pojawiając się razem na galach i ważnych wydarzeniach. Jesienią ubiegłego roku w mediach zaczęły jednak krążyć pogłoski o problemach w ich związku. Teraz Maja Włoszczowska potwierdziła, że jej relacja z kierowcą rajdowym dobiegła końca, oficjalnie rozwiewając wszelkie wątpliwości.
"Odkładałam przede wszystkim macierzyństwo, skończyłam karierę, okazało się, że jednak nie zgraliśmy się z partnerem, rozstaliśmy się i teraz, wiesz, 42 lata i o kurczę, ostatni gwizdek..." - wyznała w audycji Grzegorza Krychowiaka na antenie RMF FM.
Była kolarka górska przyznała, że wymagający tryb życia, podporządkowany sportowi, wiązał się z wieloma kompromisami i trudnymi decyzjami, zwłaszcza w kontekście życia prywatnego i planów rodzinnych. Dziś otwarcie mówi o wyzwaniach, przed którymi stają kobiety-sportsmenki, i stara się dzielić swoimi doświadczeniami z młodszym pokoleniem.
"Jeżeli chcesz mieć dzieci, to albo przerywasz karierę i potem próbujesz wrócić, co jest ultratrudne, albo czekasz do końca swojej kariery sportowej, a potem różnie może być, może być za późno. Poświęcenie tego życia rodzinnego jest największe, mężczyźni jednak mają łatwiej. (...) Chciałabym 20 lat temu mieć tę świadomość, którą mam teraz, żeby jednak zachowywać większy balans w życiu na rzecz tego życia prywatnego, a nie tak, że klapki na oczach, tylko sport, gonimy za igrzyskami i nie ma nic innego" - podsumowała.
Obecnie Włoszczowska pracuje przy XXV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. W poniedziałkowy wieczór znalazła się w centrum uwagi również jako przedstawicielka MKOl-u, wręczając medal olimpijski Kacprowi Tomasiakowi. Polski zawodnik zajął drugie miejsce w konkursie indywidualnym panów na skoczni normalnej, a moment dekoracji był symbolicznym potwierdzeniem, że Maja Włoszczowska wciąż pozostaje ważną postacią świata sportu - już w nowej, ale równie odpowiedzialnej roli.











