Pomagał przy egzorcyzmach, zdradził szokujące kulisy. "Zaczyna się walka o duszę"
Większość sportowców po zakończeniu swoich karier cały czas w jakimś stopniu pozostają blisko swojej dyscypliny.. Do tej kategorii na pewno nie zalicza się Sebastian Szałachowski. Mistrz Polski z Legią Warsawa przerwał karierę, by poświęcić się służbie Bogu. Główną częścią tego okazało się być ... asystowanie przy egzorcyzmach. Były piłkarz na łamach "Przeglądu Sportowego" oraz "WP SportoweFakty" przybliżył szczegóły przeprowadzania egzorcyzmów. Część z nich może zaszokować.

Sebastian Szałachowski piłkarską karierę rozpoczynał w Motorze Lublin. Szanse na największe sukcesy dał mu jednak transfer do Legii Warszawa. Ze stołecznym klubem występujący na pozycji pomocnika Szałachowski został mistrzem Polski, a także sięgnął po Puchar Polski i Superpuchar. Skrzydłowy ma na koncie również występy w europejskich pucharach. W seniorskiej reprezentacji Polski nigdy nie zadebiutował, jego gra z orzełkiem na piersi zakończyła się na młodzieżowej kadrze prowadzonej wówczas przez Dariusza Dziekanowskiego.
Od 2012 roku był piłkarzem Górnika Łęczna, w którym trzy lata później zakończył piłkarską karierę. Szałachowski zdecydował się na taki ruch w wieku zaledwie 30 lat. Ta decyzja dziwiła tym bardziej, że piłkarz nie uskarżał się na poważne problemy zdrowotne i zawodową karierę mógł z powodzeniem kontynuować jeszcze przez wiele lat.
Szałachowski już w tamtym momencie miał plan na swoje życie, a kontynuowanie kariery piłkarskiej coraz częściej stało w kolizji. W rozmowie z Izą Koprowiak opublikowanej w jej książce "Chwila z" zdradził, że odpuszczając grę w piłkę, wybrał posługę dla Boga. Jednym z jej elementów było ... asystowanie przy egzorcyzmach
- Przez ostatnie pół roku gry w Łęcznej należałem do wspólnoty w Lublinie. Pomagałem ojcu Radomirowi Kryńskiemu w egzorcyzmach, musiałem zdecydować, czy wybrać posługę miłosierdzia, czy zostać przy piłce nożnej. Toczyłem wewnętrzną walkę. Trudno było to pogodzić, bo egzorcyzmy są wyczerpujące, trwają kilka godzin. (...) Miałem tak mocne doświadczenie duchowe u ojca Daniela, że nie byłem w stanie pojechać na sparing Górnika Łęczna. I od tamtego momentu zaczęła się w klubie zimna wojna. Trener mnie ignorował, czuliśmy się duchowo odmiennie - zdradził Szałachowski.
"Prowadziłem modlitwę różańcową, modliłem się w różnych językach"
O swoim nowym rozdziale w życiu Sebastian Szałachowski szeroko opowiadał również w rozmowie dla portalu "WP SportoweFakty". Były piłkarz zdradził m.in. że podczas modlitwy różańcowej w pewnych momentach zaczynał mówić po hebrajsku. I to pomimo tego, że tego języka nie zna.
Na początku pomagałem ojcu Radomirowi Kryńskiemu. Prowadziłem modlitwę różańcową, modliłem się w różnych językach, a w zasadzie to Duch Święty modlił się przeze mnie. Czułem natchnienie, to przychodzi nagle, mówiłem po hebrajsku, choć nigdy wcześniej nie uczyłem się tego języka i nie byłbym w stanie go przetłumaczyć na przykład słysząc w telewizji. Słowa same wychodzą, a szatan mnie rozumiał. Wszystko to czyni Bóg, zaczyna to płynąć z człowieka, my jesteśmy tylko jego narzędziem.
Były zawodnik Legii Warszawa opowiedział również o swoim pierwszym razie, gdy asystował przy przeprowadzaniu egzorcyzmu.
- Z ojcem kapucynem Radomirem Kryńskim pomagaliśmy księdzu egzorcyście, w sali było nas pięciu. Podczas modlitwy kobieta dostała ogromnej mocy. Początkowo siedziała, ale zaczęła wstawać i nie byliśmy w stanie jej zatrzymać. Nie czuła żadnego oporu, przestawiała nas jak piórka. Jej głos się zmienił, był grubszy, bardziej męski. Krzyczała - opowiadał Szałachowski dla "WP SportoweFakty".
Szałachowski przyznał, że największe wyzwanie stanowi ostatni etap egzorcyzmów. Wówczas kapłan rozpoczyna modlitwę z duchem, którego kościół określa mianem "bytu" lub "szatana", który przejmuje kontrolę nad ludzkim ciałem. Mistrz Polski z 2006 roku opisując ten proces, posłużył się porównaniem do rzeczywistości piłkarskiej.
- Zaczyna się walka o duszę. My chcemy wypędzić diabła, on nas. Jak na boisku, są dwie drużyny. (...) Słychać dyszenie, pomruki, oddech osoby opętanej staje się cięższy, wolniejszy. Widać też wyraźne zmiany: głowa jest mokra, oczy są czasem całe czarne. To już nie jest ta sama osoba, diabeł przejmuje nad nią kontrolę. Zaczyna mówić w innych językach, często nieznanych, na twarzy widać czyste zło. Przy tak bliskim zetknięciu z diabłem przekonałem się, do czego doprowadza notoryczne życie w grzechu ciężkim - przyznał Szałachowski.
Religia pomogła mu odbudować małżeństwo
Szałachowski uważa, że religia znacząco pomogła mu w problemach rodzinnych. Jak sam przyznał, w pewnym momencie był bliski separacji ze swoją małżonką. Było to tuż przed zakończeniem kariery. Szałachowski "lubił wypić piwo po meczu", a niekiedy zdarzało mu się przesadzić. To właśnie wpływ wspomnianego wyżej ojca Daniela sprawił, że para dała sobie drugą szansę.
Nowa działalność Szałachowskiego znacząco odbiła się na prywatnym życiu byłego piłkarza. - Duch straszył mnie w nocy, czułem jego obecność poprzez koszmary. Szczególnie o godzinie 3.00, wtedy zło ma większą moc, to czas czarnych mszy. Łapałem wtedy za różaniec, broniłem się nim w modlitwie. Z niezrozumiałych powodów miewałem też złe samopoczucie, doła. Zdarzało się, że w drodze na egzorcyzm inny samochód wjechał w moje auto. Wiem, że to nie działo się bez powodu. Duch się mścił, próbował mnie zatrzymać. Walka z nim nie ogranicza się tylko do modlitwy - zdradził Szałachowski.
41-letni dzisiaj były piłkarz wspomina egzorcyzmy jako czynność wykańczającą pod kątem fizycznym i psychicznym. Ujawnił, że w pewnym momencie uczestniczył w dwóch egzorcyzmach dziennie. Z czasem jednak zaprzestał tego, jak sam przyznał ze względu na rodzinę, którą musiał postawić na pierwszym miejscu.
Zobacz również:













