Polak w Rosji padł ofiarą napadu. Wyjście do sklepu mogło zakończyć się tragedią
Przed laty wyjazd do ligi rosyjskiej był dla polskich piłkarzy szansą na imponujący zastrzyk finansowy. Na transferze na wschód zyskał m.in. Maciej Makuszewski, który w latach 2012-2013 był piłkarzem Tiereka Grozny. Przed laty w rozmowie z TVP Sport były reprezentant Polski wspomniał o jednym, bardzo niebezpiecznym incydencie. Wyprawa do sklepu mogła zakończyć się tragicznie, a z opresji uratowała go przynależność klubowa.

Dla polskich piłkarzy przez wiele lat liga rosyjska była bardzo atrakcyjnym kierunkiem. Zwłaszcza pod względem finansowym. Reprezentanci Polski korzystali z tego przez lata. Wszystko przerwała agresja zbrojna Rosji na terytorium Ukrainy. W momencie wybuchu wojny w Rosji grali m.in. Rafał Augustyniak, Grzegorz Krychowiak czy Sebastian Szymański. Cała trójka opuściła ten kraj najszybciej jak tylko mogła.
W Rosji pozostał z kolei Maciej Rybus, co w naszym kraju do dzisiaj budzi nieprawdopodobne kontrowersje. Jego historia jasno pokazuje, że w obecnych realiach taki wyjazd byłby dla Polaków po prostu nieopłacalny. Niewiele więc wskazuje na to, że prędko wrócimy do sytuacji, gdy w Rosji w jednym momencie występowało po kilku reprezentantów Polski.
W 2012 roku barwy Tiereka Grozny reprezentowało aż czterech Polaków. Prócz Rybusa byli to również Marcin Komorowski, Maciej Makuszewski oraz Piotr Polczak. Za ich transfery w znacznym stopniu odpowiadał agent piłkarski Mariusz Piekarski, który wówczas często pośredniczył przy wyjazdach Polaków do ligi rosyjskiej.
Horror reprezentanta Polski w Rosji. Padł ofiarą napadu. Było bardzo niebezpiecznie
Dla Macieja Makuszewskiego tamten wyjazd okazał się nieprawdopodobnym przeskokiem finansowym. Jak sam wspominał w rozmowie z TVP Sport przed wyjazdem jako zawodnik Jagiellonii Białystok miał jeden z najniższych kontraktów w zespole. Ówczesne wynagrodzenie wystarczało mu zaledwie na opłacenie rachunków za mieszkanie oraz jedzenie.
Życie piłkarza w Rosji to jednak nie były tylko bardzo atrakcyjne warunki finansowe. Sam piłkarz na łamach TVP Sport opowiadał o jednej sytuacji, której wspomnienie do dzisiaj mrozi krew w żyłach. Makuszewski podczas wizyty w sklepie został napadnięty przez Rosjan, a jeden z agresorów w pewnym momencie wyciągnął nóz.
- Poszliśmy z kolegą z zespołu do marketu spożywczego, który na piętrze miał sklep z elektroniką. Chcieliśmy kupić chyba ładowarkę do telefonu. Zaczęli nas obserwować Rosjanie. Dziwnie się na nas patrzyli, a po chwili podeszli do nas. Jeden z nich wyjął wysuwany nożyk. Zaczęli się z nami awanturować. Kolega wszedł do sprzedawców za ladę, którzy za bardzo nie reagowali - opisywał dramatyczne chwile były reprezentant Polski.
Ostatecznie cała sprawa zakończyła się błyskawicznie. Wystarczyło, by Makuszewski "półpolskim i półrosyjskim językiem" wyjaśnił agresorom, że mają do czynienia z zawodnikami Tiereka. Ci momentalnie zmienili swoje podejście i wszyscy zainteresowanie rozstali się w zgodzie.
Lata wcześniej Makuszewski na łamach "Weszło" opowiadał, że jego towarzyszem był czarnoskóry piłkarz, a agresorzy zaatakowali ich na tle rasowym. Ochrona obecna w sklepie nie reagowała na coraz to zaostrzającą się sytuację. Makuszewski wspomniał również późniejszą rozmowę z jego menedżerem. Mariusz Piekarski miał wspomnieć, że w przypadku jakiegokolwiek ataku na piłkarzy "z klubu od razu wysłaliby Wołgę i obdarli gościa ze skóry". Taka relacja nie może specjalnie dziwić - Tierek przez bardzo długi czas był oczkiem w głowie Ramzana Kadyrowa, jednego z najbliższych współpracowników Władimira Putina i wieloletniego przywódcy Czeczenii.













