Papszun na granicy eksplozji. Tak potraktował "zbuntowanych" piłkarzy. Nie mógł im tego darować
Marek Papszun to jeden z najbardziej charakterystycznych trenerów w kraju nad Wisłą. Słynie on ze swoich ogromnych umiejętności, ale też bezkompromisowości w kwestii dyscypliny w prowadzonych przez siebie zespołach. Dowodem na poparcie tej tezy jest sytuacja, która miała miejsce podczas jego pierwszej kadencji w Rakowie Częstochowa. To właśnie wtedy dwóch młodych zawodników zdecydowało się oszukać Papszuna. Bardzo szybko pożałowali jednak tej decyzji.

Marek Papszun zasłynął głównie jako twórca potęgi Rakowa Częstochowa. Z drużyną tą osiągnął on niebagatelny sukces, o którym marzy zapewne każda ekipa, znajdująca się na niższych szczeblach rozgrywkowych.
Wraz z "Medalikami" udało mu się przedrzeć do PKO PB Ekstraklasy, aby następnie ugruntować pozycję drużyny w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Z Rakowem sięgnął ostatecznie po dwa mistrzostwa kraju oraz dwa puchary Polski. Nic dziwnego, że takie osiągnięcia zainteresowały włodarzy Legii Warszawa, która w obecnym sezonie przechodzi przez bardzo poważny kryzys formy. W grudniu 2025 roku zdecydowali się oni podpisać umowę z 51-latkiem.
Poza wspomnianymi wcześniej sukcesami, Papszun słynie również z bezkompromisowego podejścia do piłkarskiego rzemiosła. Nie akceptuje on bowiem odstępstw od ustalonego regulaminu, czego świadkami mogliśmy być przy okazji wielu rozmaitych wydarzeń.
Dwóch piłkarzy chciało oszukać Papszuna. Gorzko tego pożałowali
Z rozmowy Łukasza Olkowicza z Piotrem Wołosikiem, przeprowadzonej w ramach podcastu "Ofensywni", mogliśmy się zapoznać z interesującą anegdotą z trenerskiego życia Marka Papszuna.
Sytuacja miała miejsce za czasów jego pierwszej kadencji we wspomnianym wcześniej Rakowie. To właśnie wtedy jego podopiecznymi byli Mateusz Lis i Jakub Łabojko. Obaj zawodnicy otrzymywali w tamtym czasie powołania do młodzieżowych reprezentacji Polski. Z jednego ze zgrupowań zostali oni zwolnieni dzień wcześniej, o czym nie poinformowali swojego szkoleniowca. Chcieli oni bowiem opuścić jeden dzień treningowy. Papszun prędko dowiedział się jednak o zaistniałej sytuacji, a jego wściekłość była naprawdę wielka.
- Grali z Holandią, wygrali 1:0 i nieoczekiwanie mogli dzień wcześniej się zwolnić. Ale nie powiedzieli o tym trenerowi Papszunowi. [...]. Godzina 12:00, dzwoni Papszun do Kuby Łabojko i pyta: "a gdzie wy jesteście?" - relacjonował Olkowicz.
Piłkarz próbował przekonać trenera, że nie będzie w stanie pojawić się na treningu, jednak Papszun był nieugięty, a dodatkowo bardzo wściekły na postawę swoich zawodników.
Nie obchodzi mnie to. Nawet helikopterem, macie być na treningu.
Ostatecznie obydwaj wspomniani zawodnicy nie stawili się na treningu, co rzecz jasna wiązało się dla nich z poważnymi konsekwencjami. Z relacji dziennikarza wiemy, że Marek Papszun nie przebierał w słowach podczas kolejnej konfrontacji ze "zbuntowanymi" piłkarzami. Dodatkowo, Łabojko oraz Lis zostali ukarani odebraniem trzech premii, które w tamtych czasach były naprawdę solidnym dodatkiem do pensji zawodników Rakowa. W ten sposób Papszun udowodnił wszystkim, że nie warto z nim zadzierać.












