Niebywałe, jakie wykształcenie ma Kowalczyk. Rzadko się chwali, teraz ujawnia
Justyna Kowalczyk-Tekieli może pochwalić się imponującym wykształceniem, obroniła bowiem doktorat na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Rzadko chwali się tym publicznie. Teraz jednak nadarzyła się okazja, by podzieliła się wiedzą oraz doświadczeniem. W Polskim Radiu ujawniła ważny temat, który raczej nie jest szeroko dyskutowany.

W 2014 roku, jeszcze za czasów aktywnej zawodniczej kariery, Justyna Kowalczyk uzyskała stopień doktora na Akademii Wychowania Fizycznego im. Bronisława Czecha w Krakowie. Temat jej pracy doktorskiej brzmiał: "Struktura i wielkość obciążeń treningowych biegaczek narciarskich na tle ewolucji techniki biegu oraz zróżnicowanych poziomów sportowych". Dziś, po wielu latach od obrony, mistrzyni wykorzystuje zdobytą wiedzę nie tylko do pomocy innym sportsmenkom, lecz także do uświadamiania społeczeństwa.
Ostatnio była telewizyjną ekspertką podczas zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026, a teraz udzieliła wywiadu, w którym zasygnalizowała, z jakimi trudnościami i wyzwaniami mierzą się kobiety profesjonalnie uprawiające sport. To sprawy, o których rzadko mówi się głośno.
Justyna Kowalczyk-Tekieli nie milczy w ważnym temacie. Mówi wprost
Justyna Kowalczyk-Tekieli gościła w podcaście Polskiego Radia, a część zadawanych jej pytań dotyczyła spraw z zakresu obronionego przez nią doktoratu. Podzieliła się wiedzą o organizmie kobiety uprawiającej sport. Podniosła temat wpływu cyklu menstruacyjnego na formę i wyniki zawodniczek. Zasygnalizowała, że trudno wyciągać jednoznaczne wnioski. Wszak miesiączkę można przechodzić różnie.
"Są kobiety, które w cyklu menstruacyjnym, w jego 1-2 dniu, są w stanie przenosić góry, zdobywać medale, mimo że jest to troszeczkę niekomfortowe, to jednak. Są dziewczyny, które w tym czasie nie są w stanie wstać z łóżka, mimo że są wyczynowymi sportsmenkami i przez wiele lat trenują" - mówiła.
W trakcie żeńskich karier zdarzają się momenty, w których menstruacja zbiega się w czasie z jakąś ważną imprezą sportową. Nieraz zachodzi wówczas konieczność ingerencji farmakologicznej. "Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że są tabletki antykoncepcyjne, którymi układa się cykl miesiączkowy, jeśli zachodzi taka potrzeba" - wyjaśniła multimedalistka olimpijska.
Według niej w sporcie kobiet trudnym i w zasadzie najważniejszym tematem jest jednak zanik miesiączki. Dochodzi do niego stosunkowo często u młodych sportsmenek, które wchodzą w duże obciążenia treningowe, a w ich dyscyplinach trzeba być bardzo szczupłą, z zawartością tkanki tłuszczowej oscylującą wokół 8-11 procent masy ciała.
W na przykład wytrzymałościowych sportach, w których jest ciężka praca, gdy organizm nagle ląduje na treningu osiem godzin dziennie, wtedy - zwłaszcza młody organizm - może sobie tego wszystkiego szybko nie poukładać
W tym momencie kluczową rolę odgrywają trenerzy. Ważne jest, by tematu nie ignorowali i mądrze wspierali sportsmenki. W przeciwnym razie, kiedy sprawy zostaną pozostawione same sobie, w późniejszych latach zawodniczki, gdy już mogą i są gotowe, by mieć dzieci, nieraz "spotykają się ze ścianą". Bywa tak, że organizm rozregulowuje się na wiele miesięcy, a nawet lat, i powrót do równowagi nie jest łatwy. "Nawet pomoc farmakologiczna, dobry styl życia prowadzony przez kilka lat, czasem nie pomagały" - przestrzegła biegaczka narciarska.
"Trener ma obowiązek wiedzieć, kiedy jego zawodniczka miesiączkuje, żeby dostosować odpowiednie obciążenia. Powinien mieć to wszystko zapisane, bo zanik miesiączki może być pierwszą oznaką przetrenowania. To jest jeden z najczulszych sygnałów w organizmie kobiety. Jeśli takich sygnałów trener nie będzie chciał zbierać, to jest słabym trenerem" - podsumowała.













