Kamil Stoch, otwiera się w nowym oknie w niedzielny wieczór brylował na skoczni Trampolino Dal Ben w Predazzo. Trzykrotny mistrz olimpijski w konkursie duetów dwukrotnie uzyskał 134,5 metra, a w finałowej próbie poszybował o metr dalej, uzyskując 135,5 metra. Ostatecznie uzyskał on najlepszy rezultat indywidualny i w dużym stopniu przyczynił się do końcowego triumfu "Biało-Czerwonych".
Swoimi skokami Stoch udowodnił, że ostatnie dwa słabsze sezony zimowe były jedynie "wypadkiem przy pracy" i wciąż jest on w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Hart ducha i zawziętość Stoch odziedziczył po dziadku Franciszku Stochu, którego życie przypomina scenariusz filmu.
Sceny w Predazzo. Stoch rzucił się na Kubackiego, wszystko się nagrało, otwiera się w nowym oknie
Dziadek Kamila Stocha trafił do niemieckiego obozu. Udało mu się uciec
Franciszek Stoch już w młodości musiał zmierzyć się z trudną rzeczywistością drugiej wojny światowej. Trafił do niemieckiego obozu pracy w Krakowie-Płaszowie, gdzie panowały dramatyczne warunki - głód, zimno i strach o każdy kolejny dzień. Przebywał tam około dwóch miesięcy, po czym podjął desperacką próbę ucieczki.
"Tata miał wówczas niecałe 18 lat. To był obóz junaków. Nie mogli ich jeszcze zatrudnić jako nieletnich. Czekali zatem tam do osiągnięcia pełnoletności i następnie byli wywożeni na roboty do Niemiec. W obozie mieszkali w barakach. Marne było też wyżywienie. Jedli głównie niegotowane warzywa. Po tej ucieczce tata przez rok się ukrywał", otwiera się w nowym oknie - opowiadał kilka lat temu w rozmowie z Tomaszem Kalembą z Interii Bronisław Stoch, ojciec Kamila.
Wkrótce potem Franciszek Stoch zaczął zajmować się przemytem, który stał się jego sposobem na przetrwanie. Przemyt przez granicę w tamtych czasach nie był łatwym ani bezpiecznym zadaniem. Trasy prowadziły przez wysokie i nieprzystępne Rohacze, które wymagały nie tylko ogromnej kondycji, lecz także odwagi. Franciszek Stoch potrafił pokonać pieszo nawet 30 kilometrów w górach, niosąc przy tym 60-kilogramowy plecak. Towarem były głównie buty, owoce, cukier czy przedmioty codziennego użytku, a z Polski przenosił przede wszystkim spirytus. Jak podkreślał jego syn, nie były to "spacerki" - strażnicy graniczni, zwani filancami, nie wahali się używać broni wobec przemytników.
Jedna z najbardziej niezwykłych historii dotyczyła sytuacji, gdy Franciszek został ostrzelany przez strażników z ówczesnej Czechosłowacji. Kule dosięgły jego plecaka, w którym znajdowały się pomarańcze. To właśnie cytrusy uratowały mu życie - po wszystkim znalazł w nich dwa wbite pociski. Innym razem, wyczerpany i zmęczony drogą, zasnął we mgle, opierając się - jak mu się zdawało - o zwalony pień drzewa. Rankiem okazało się, że spędził noc przy zwłokach radzieckiego żołnierza.
Nie brakowało też dramatycznych momentów związanych z aresztowaniami. Raz złapali go filance. Towar zdołał wcześniej ukryć, dzięki czemu nie potraktowano go jak przemytnika, a jedynie jako osobę nielegalnie przekraczającą granicę. Trafił jednak do więzienia, gdzie był brutalnie traktowany. Na szczęście uratowała go ciotka mieszkająca w Mikulasu, która potwierdziła, że Franciszek jest jej bliskim krewnym. Dzięki temu udało się go wykupić. Co ciekawe, ledwie dwa tygodnie po odzyskaniu wolności znów ruszył na szlak przemytniczy.
Franciszek Stoch zmarł w 1992 roku, mając niecałe 68 lat. W tym samym czasie jego wnuk, przyszły mistrz olimpijski Kamil Stoch, miał zaledwie pięć lat. Rodzicom udało się jednak uwiecznić moment, gdy chłopiec pozował ze swoim niezwykłym dziadkiem. Choć Kamil nie zdążył dobrze poznać Franciszka, pamięć o nim przetrwała w rodzinnych opowieściach, które pokazują, że legenda polskich skoków narciarskich pochodzi z rodu ludzi odważnych, silnych i niezłomnych.

Stoch nie wytrzymał. Odpowiedział na ataki hejterów. Króciutko, otwiera się w nowym oknie











