Nazwali polskiego mistrza "euroleniem". W tle duże pieniądze. Dwa lata i koniec
Wielu sportowców próbowało swoich sił w polityce. Część z nich doskonale odnalazła się w tym miejscu, ale było wielu, którzy szybko zrezygnowali z tego środowiska. Jednym z nich był Krzysztof Hołowczyc, który wiele lat temu zasiadał w Parlamencie Europejskim. Był jednym z najbogatszych eurodeputowanych, a niektórzy nazywali go "euroleniem". Polski mistrz szybko jednak zrezygnował z czynnej polityki.

Krzysztof Hołowczyc to jedna z największych legend polskiego sportu. W 1997 roku został rajdowym mistrzem Europy. Brał udział także w Rajdowych Mistrzostwach Świata (WRC). Wielokrotnie uczestniczył także w Rajdzie Dakar. W 2015 roku zajął 3. miejsce w klasyfikacji generalnej samochodów.
Polski mistrz poszedł do polityki. Objął mandat na dwa lata
Hołowczyc wystąpił również w kilku filmach, a także był prezenterem telewizyjnym. Wiele lat temu postanowił także spróbować swoich sił w polityce. W 2004 roku kandydował z listy Platformy Obywatelskiej do Parlamentu Europejskiego. Uzyskał 28 807 głosów, ustępując jedynie prof. Barbarze Kudryckiej, która zdobyła 50 129 głosów. Pierwotnie nie uzyskał mandatu, ale w grudniu 2007 roku przejął go, gdy Kudrycka została w rządzie Donalda Tuska ministrem szkolnictwa wyższego.
Podjąłem decyzję o zgodzie na przyjęcie mandatu Posła do Parlamentu Europejskiego. Jest to trudna decyzja, ale podjąłem ją po konsultacji z rodziną i w poczuciu odpowiedzialności za słowo przed osobami, które udzieliły mi poparcia
Hołowczyc był jednym z najbogatszych europosłów. O jego absencjach było głośno
Pod koniec 2008 roku portal bankier.pl prześledził oświadczenia majątkowe eurodeputowanych. Hołowczyc był jednym z najbogatszych Polaków zasiadających w PE. "Kierowca rajdowy Krzysztof Hołowczyc dysponuje majątkiem ponad 7 milionów złotych. Może się pochwalić sporą kolekcją samochodów - ma Pontiaca, trzy sportowe Subaru Impreza, a także Nissana Murano i Peugeota Show Car" - czytamy. Bogatszy od niego był tylko Jan Masiel, który dysponował wówczas majątkiem ponad 8 milionów złotych.
Na koniec kadencji "Fakt" wyliczył, ile eurodeputowani zarobili i jak wyglądała ich frekwencja. Wówczas bardzo głośno było o Hołowczycu, którego nazwano "euroleniem", bowiem opuścił 2/3 posiedzeń europarlementu.
"Krzysztof Hołowczyc spędził na wagarach aż 63 spośród 96 dni posiedzeń parlamentu. Za takie bumelowanie europosłom odbiera się co prawda diety, ale pensji nikt im nie obcina. Dlatego Hołowczyc, który jest w Brukseli od jesieni 2007 r., zgarnął 180 tys. złotych. Z tego aż 117 tys. zł za wagary" - pisał "Fakt" w maju 2009 roku. Kierowca rajdowy przemawiał w trakcie swojej kadencji siedmiokrotnie na forum europarlementu i zadał w tym czasie pięć pytań.
Wtedy było już wiadomo, że nie będzie ubiegał się ponownie o mandat. - Parlament Europejski to nie jest miejsce odpowiednie do mojego temperamentu - powiedział w październiku 2008 roku. - Bardzo wiele się nauczyłem, bardzo ciekawych ludzi poznałem. Moje działania społeczne, bezpieczeństwo na polskich drogach to jest temat, który mnie interesuje. Dlatego uważam, że moje miejsce jest tu i teraz - dodał.
Tym samym zakończył się jego czynny udział w polityce. W 2010 i 2015 toku był jednak członkiem komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego.















