Nawrocki przyłapany z kontrowersyjnym politykiem, który ma zakaz wjazdu do Ukrainy
Karol Nawrocki pojawił się na meczu Górnika Zabrze z Rakowem Częstochowa. Wizyta prezydenta na trybunach wzbudziła spore emocje. Jak się okazało, Nawrockiemu na trybunach towarzyszył znany rumuński polityk reprezentujący skrajną prawicę. George Simion, były kandydat na prezydenta Rumunii, bo o nim mowa, ma zakaz wjazdu na teren Ukrainy i Mołdawii.

Co jednak ważne Simion wspierał otwarcie kampanię Nawrockiego i jest mocno związany z Prawem i Sprawiedliwością. Otwarcie wspiera również politykę Donalda Trumpa i jest przeciwnikiem Unii Europejskiej. Tajne służby Mołdawii i Ukrainy miały też namierzać tajne spotkania polityka z rosyjskimi agentami.
Karol Nawrocki na meczu Górnika Zabrze i Rakowa Częstochowa
Karol Nawrocki pokazał się na trybunach w Zabrzu, by obserwować mecz Górnika Zabrze i Rakowa Częstochowa. Podczas przedstawiania obecnych na miejscu dygnitarzy, doszło do sceny dobrze znanej ze stadionów - wygwizdania. Politycy Koalicji Obywatelskiej w sieci podawali, że wygwizdany został właśnie Nawrocki, inną wersję wydarzeń podawali jednak kibice.
Twierdzili, że celem gwizdów stał się prezydent Zabrza, Kamil Żbikowski. Włodarz miasta miał doświadczyć kibicowskiego niezadowolenia z powodu przeciągającej się sprzedaży w prywatne ręce Górnika Zabrze. Najbardziej zainteresowaną kupnem osobą jest Lukas Podolski. Sprzedaż miała zostać zamknięta w lutym, tak się jednak nie stało.
Karol Nawrocki w zaskakującym towarzystwie. Obok niego polityk George Simion
Na trybunach Nawrocki zasiadł u boku kontrowersyjnej postaci z europejskiego podwórka - rumuńskiego polityka George'a Simiona. Simion jest liderem rumuńskiej skrajnej prawicy. Pomagał też Nawrockiemu w trakcie kampanii prezydenckiej (pojawił się m.in. na wiecu... w Zabrzu). W 2025 roku brał udział w wyborach prezydenckich w Rumunii, które ostatecznie przegrał z burmistrzem Bukaresztu, Nicusorem Danem. Od dłuższego czasu rumuński polityk całym sobą wspiera politykę Donalda Trumpa i to ona stała się osią nie tylko dla jego kampanii wyborczej, ale również aktualnej działalności.
Simion ma zakaz wstępu na teren Mołdawii (od 2015 roku) i Ukrainy (od 2000 roku). Choć w kampanii prezydenckiej i później sam Simion bardzo ostrożnie wypowiadał się na temat samej Ukrainy, to zarzucał tamtejszemu rządowi nieprzestrzeganie umów międzynarodowych i dyskryminację rumuńskiej mniejszości ("Mamy własne problemy z Ukraińcami, bo pod wieloma względami zachowują się jak Rosjanie" - mówił w 2025 roku).
Ukraińskie służby informowały, że decyzja ws. zakazu wjazdu polityka do kraju "została podjęta na podstawie informacji dotyczących systematycznych działań antyukraińskich tego polityka, które są sprzeczne z interesami narodowymi Ukrainy i naruszają jej suwerenność państwową oraz integralność terytorialną". Według doniesień byłego ministra obrony narodowej Rumunii, Anatola Salaru, Simion miał w przeszłości (w 2011 roku) spotkać się z rosyjskimi agentami FSB. Za te słowa lider rumuńskiej prawicy pozwał Salaru o zniesławienie, przegrał jednak sprawę w dwóch instancjach. Widać jednak, że w rodzimej Rumunii wciąż radzi sobie całkiem dobrze, nawet mimo przegranej w wyborach prezydenckich.












