Już kilka lat temu Marcin Możdżonek zakończył siatkarską karierę, naznaczoną zresztą sukcesami, w tym największym - zdobyciem z kadrą mistrzostwa świata w 2014 roku. Na sportowej emeryturze postanowił zaangażować się w politykę. Najpierw wsparł Sławomira Mentzena w prezydenckiej kampanii wyborczej, a później dołączył do wchodzącej w skład Konfederacji partii Nowa Nadzieja.
Na swoim profilu na platformie X regularnie zamieszcza komentarze odnoszące się najczęściej do bieżących wydarzeń. Ostatnio wyraził pogląd dotyczący głośnej wypowiedzi Szymona Hołowni, który na antenie Polsat News mówił o tym, że "wielokrotnie proponowano, sugerowano, rozpytywano go, czy jest gotowy przeprowadzić zamach stanu". Słowa te padły w kontekście zaplanowanego na 6 sierpnia zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta Polski.
Jeśli to prawda, to mamy do czynienia z wielkim skandalem, który powinien zostać w pełni odkryty i rozliczony. Tu chodzi o powagę i bezpieczeństwo naszego państwa!
Teraz były siatkarz znów zabiera głos. Tym razem w szeroko omawianej w mediach sprawie księdza, który został zatrzymany w związku ze śmiercią 68-letniego znajomego.
Wpis Żulczyka niesie się po sieci. Możdżonek nie wytrzymał
"Ten ksiądz, otwiera się w nowym oknie co zarąbał siekierą i podpalił drugiego chłopa to był z Wenezueli co nie? Czy tam z Kolumbii? Ej, no? Był, nie? Halo?" - pyta pisarz Jakub Żulczyk w kontekście sprawy duchownego z Archidiecezji Warszawskiej.
Obszernie odpowiada mu Marcin Możdżonek. Na początku przytacza historię związaną z siatkarską karierą. Przypomina, jak wraz z reprezentacją Polski poleciał do Wenezueli na Ligę Światową. Gdy wylądowali w Caracas, mieście o złej sławie, bardzo szybko zderzyli się z brutalną rzeczywistością.
"Dostaliśmy obstawę: dwóch radiowozów, ciężarówki z żołnierzami, czterech policjantów na motocyklach i ambulansu. Firanki w autokarze musiały być zawsze zasłonięte. Tak przemieszczaliśmy się między hotelem-halą-lotniskiem. Wyjścia z hotelu możliwe były tylko z żołnierzami i bardzo niechętnie nam na to pozwalano" - opisuje.
I w tym momencie od razu wraca do wpisu Żulczyka. "Powoływanie się na jednostkowy przypadek jest po prostu niepoważne, jest też manipulacją. Wskaźnik przestępczości w Polsce spada, ale rośnie wśród obcokrajowców (dane znajdziecie w 5 sekund). Polska jest obiektywnie uznawana za jeden z najbezpieczniejszych krajów Europy. Oczywistym jest, że Polacy popełniają przestępstwa w tym te najcięższe. Jednak ich skala w porównaniu z krajami, które wymienił Pan Żulczyk jest nieporównywalnie niższa" - zaznacza.
Jego zdaniem istotna w tym kontekście jest przede wszystkim weryfikacja "osób, które chcą do nas przyjechać z krajów o bardzo wysokim wskaźniku przestępczości". Ci, którzy byli skazani za popełnienie przestępstwa i ci, którzy nie dysponują swoimi dokumentami, nie powinni mieć prawa wjazdu do Polski.
"'Polacy też popełniają przestępstwa' nie jest argumentem usprawiedliwiającym brak kontroli i brak strategii państwa w zakresie imigracji. Ale może być niezłą przesłanką do oceny tego, kto pisze takie głupoty" - podsumowuje.












