Marta Nawrocka ogłasza. Trudna decyzja, odwrotu nie było. Skutki trwają do dziś
Marta Nawrocka już w trakcie prezydenckiej kampanii swojego męża Karola Nawrockiego przyciągnęła uwagę mediów. Po tym, jak oficjalnie została pierwszą damą, znalazła się jednak już w samym jej centrum. O tym, jak odnajduje się w zupełnie nowej dla siebie roli, opowiedziała teraz w rozmowie z "VIVĄ". Opowiedziała w niej między innymi o jednej trudnej decyzji, którą musiała podjąć.

Marta Nawrocka przez ostatnie 18 lat spełniała się zawodowo w roli funkcjonariuszki Służby Celno-Skarbowej. Jej życie mogłoby wyglądać jednak zupełnie inaczej, gdyby nie pewna decyzja z przeszłości.
Wielkim marzeniem przyszłej pani prezydentowej była bowiem... kariera baletnicy. Marta Nawrocka nie ograniczała się jednak do samych rozmyślań w tym temacie, a postawiła na praktykę. I tak przez 6 lat uczęszczała do Państwowej Szkoły Baletowej w Gdańsku.
W końcu jednak postanowiła powiedzieć "pas", stawiając na inną ścieżkę kariery, na której wytrwała aż do czasu wcielenia się w rolę pierwszej damy.
Marta Nawrocka o swojej wielkiej pasji. Mogła zostać baletnicą
Nieco szerzej w tym temacie Marta Nawrocka opowiedziała w rozmowie z "Vivą". Jak ujawniła, w tym, że na wczesnym etapie swojego życia postawiła właśnie na balet, wcale nie było przypadku.
- Każda dziewczynka ma swoje marzenia, czasem ulotne, czasem konkretne, ale zawsze pełne emocji. Ja marzyłam o tańcu, o tej niezwykłej harmonii między ciałem a muzyką, o poczuciu, że można wyrazić coś bez słów. To było coś więcej niż dziecięca zabawa. W moim przypadku taniec był też rodzinną pasją, bo mój brat również chodził do szkoły baletowej i przez kilka lat wspólnie uczestniczyliśmy w tej wymagającej, ale pięknej przygodzie - powiedziała Marta Nawrocka.
I dodała:
Balet to świat surowych zasad, dyscypliny, pracy nad sobą, często ponad siły, ale też świat ogromnej wrażliwości. Nauczył mnie systematyczności, odporności na stres, poczucia rytmu, nie tylko muzycznego, ale też życiowego
Marta Nawrocka podkreśliła przy tym, że dość wcześnie porzuciła plany związane z występami na baletowych scenach całego świata. W swoich późniejszych obowiązkach dopatrywała się jednak analogii nawiązujących do tańca.
- Czasem myślę, że w życiu każdy z nas ma kilka równoległych dróg i każda z nich mogłaby być dobra, ale nie da się iść wszystkimi naraz. Zrozumiałam dość wcześnie, że taniec, choć piękny, nie będzie moją przyszłością. Czułam, że chcę czegoś innego, bardziej stabilnego, konkretnego. Że chcę być częścią czegoś większego niż scena. Dlatego poszłam w stronę pracy publicznej. I choć to dwa zupełnie różne światy - teatr i urząd - to jednak łączy je coś wspólnego: dyscyplina, rytm i odpowiedzialność. W balecie liczy się każdy krok, w służbie - każde działanie. Tylko sceneria się zmienia - stwierdziła pierwsza dama.













