Łyżwiarka polskiego pochodzenia przeszła piekło. "Nigdy tego nie zapomnę"
Tara Lipinski po zdobyciu złotego medalu olimpijskiego w Nagano w 1998 roku niespodziewanie zakończyła karierę. W wieku 35 lat emerytowana już sportsmenka zapragnęła skupić się na życiu prywatnym i założeniu rodziny. W 2017 roku Amerykanka polskiego pochodzenia wyszła za mąż za producenta telewizyjnego, Todda Kapostasy. Para choć przez długi czas starała się o dziecko, każda ich próba kończyła się niepowodzeniem. O problemach tych 41-latka i jej ukochany nie mówili jednak publicznie. Aż do teraz.

Tara Lipinski choć na arenach międzynarodowych reprezentowała barwy Stanów Zjednoczonych, ma polskie korzenie. Rodzie oraz dziadkowie byłej już łyżwiarki figurowej urodzili się w Polsce, ona jednak na świat przyszła już w USA, a konkretniej w Filadelfii. W 1997 roku amerykańska sportsmenka przeszła do historii jako najmłodsza mistrzyni świata w kategorii solistek. Wówczas miała 14 lat, 9 miesięcy i 10 dni. W wieku 15 lat Lipinski wywalczyła swój pierwszy złoty medal olimpijski podczas imprezy czterolecia w Nagano.
Choć eksperci wróżyli jej wtedy pełną imponujących sukcesów karierę, Amerykanka po igrzyskach olimpijskich niespodziewanie podjęła decyzję o przejściu na sportową emeryturę. Z początku Tara Lipinski zmieniła ścieżkę kariery zawodowej i postanowiła spróbować swoich sił w branży filmowej. Ostatecznie jednak wróciła do korzeni i została komentatorką łyżwiarstwa figurowego w amerykańskiej telewizji NBC.
Mając 35 lat była łyżwiarka figurowa zdecydowała się założyć szczęśliwą rodzinę. W czerwcu 2017 roku stanęła ona na ślubnym kobiercu z producentem telewizyjnym, Toddem Kapostasy. Niespełna rok później para zaczęła starać się o dziecko. Zakochani przez wiele miesięcy robili co w ich mocy, aby powiększyć rodzinę, niestety ich starania nie przynosiły skutków. Ostatecznie małżeństwo zdecydowało się na zabieg in vitro. Niestety, kolejne próby zostania matką kończyły się dla Lipinski niepowodzeniem.
Tara Lipiński straciła piątkę dzieci. Każda jej ciąża kończyła się niepowodzeniem
Po kilku latach emerytowana sportsmenka zdecydowała się podzielić swoją historią z innymi w podcaście "Tara Lipinski: Unexpecting". Jak się okazuje, 41-latka aż pięciokrotnie była w ciąży. Nie udało jej się jednak doczekać potomstwa.
Przeszłam wiele nieudanych prób. Poroniłam cztery razy. Nie miałam już żadnych nadziei, że to zadziała. Jakimś cudem zaszłam w ciążę w sposób naturalny
Kiedy była łyżwiarka zaszła w ciążę, w końcu nadszedł czas na badania kontrolne. Amerykanka choć była szczęśliwa, nadal z tyłu głowy pojawiały się negatywne myśli. Lekarz wówczas uspokoił sportsmenkę, oznajmiając, że jej ciąża przebiega bez zarzutów. Podczas kolejnego badania kobieta usłyszała jednak druzgocące słowa, których kompletnie się nie spodziewała.
Gdy zobaczyłam jego minę, natychmiast wiedziałam, że coś jest nie tak. Patrzył na mnie i długo milczał. W końcu ciszę przerwało krótkie zdanie, którego nigdy nie zapomnę "przykro mi, ale serce płodu nie bije". Byłam zdruzgotana. Nie miałam sił, by cokolwiek powiedzieć. Patrzyłam tylko w monitor i po prostu modliłem się o bicie serca. Chciałam je tam zobaczyć












