Łatwogang już wcześniej napisał historię. 3147 kilometrów, morderczy wyczyn
Polacy wciąż żyją charytatywnym streamem Łatwoganga, który przez dziewięć dni uzbierał ponad 250 milionów dla fundacji "Cancer Fighters". Zaczęło się niewinnie, ale wraz z każdą kolejną godziną gwiazda internetu biła rekordy, pisząc zarazem piękną historię. Co ciekawe, o Piotrze Garkowskim głośno jest nie pierwszy raz. Zaimponował on chociażby już w 2024 roku, kiedy to rowerem wybrał się z ojczyzny do Maroko. Pokonał wtedy ponad trzy tysiące kilometrów. Choć było trudno, akcja zakończyła się sukcesem.

Dlaczego w sumie twórca internetowy zdecydował się na morderczą wyprawę na inny kontynent? Powodem był internetowy zakład z widzami. Łatwogang w 2024 zapragnął pobicia rekordu polubień na Instagramie. Cel? Uzyskanie ponad 1 097 000 serduszek. Gwiazdor, żeby zmotywować niezdecydowanych internautów, zadeklarował, że jeśli ci staną na wysokości zadania, to z marszu zrobi coś absolutnie szalonego.
"Obiecuję wam, że jeżeli nam się to uda, to pojadę rowerem do Afryki. I żebyście mieli pełną pewność, że was nie oszukam, to jeżeli mi się to nie uda i nie dotrzymam obietnicy, to usunę swoje konto na TikToka" - oznajmił, cytowany przez "kmag.pl". Jeden z najpopularniejszych obecnie Polaków słowa dotrzymał. Początkowo wyzwanie miało trwać trzydzieści dni. Zakończyło się ono jednak sukcesem po dwudziestu siedmiu dobach.
Całość w miarę skrupulatnie relacjonowano w mediach społecznościowych. Co najważniejsze, Łatwogang już wtedy zbierał fundusze dla potrzebujących. "Po kolejnym sukcesie, tiktoker zasili konto jednej z wybranych fundacji charytatywnych" - informował wspomniany wyżej portal. Choć Piotr Garkowski w wielkim stylu wypełnił zadanie, to nie przyszło mu to wcale łatwo. O szczegółach opowiedział on w studiu "Dzień Dobry TVN".
Łatwogang przejechał rowerem trasę z Polski do Afryki. Koszmar na koniec
Wymagający okazał się finisz. "Najgorsze ze wszystkiego były ostatnie dni. W jakimś stopniu moje nogi przyzwyczaiły się podczas podróży i na końcu było trochę za łatwo. Ostatnie 3 dni robiłem 600 km, żeby było ciężej. Ostatni dzień jechałem dłużej. Trafiłem na ciężką trasę górską i kamienistą. Jechałem wolno, było ciemno i byłem przerażony" - mówił. Przy okazji zdradził, że po głowie chodzą mu kolejne szalone pomysły.
Choć ciężko było już przebić 3147 kilometrów na rowerze z Polski do Maroko, to niedawno Łatwogang znów zrobił coś wspaniałego. Chodzi rzecz jasna o dziewięciodniowy stream charytatywny, podczas którego uzbierał ponad 250 milionów dla fundacji "Cancer Fighters". Podczas transmisji gospodarz zaimponował wytrzymałością, ponieważ mało spał.
Przyciągnął ponadto mnóstwo znanych postaci. Do jego mieszkania zawitał między innymi Władimir Semirunnij. Wicemistrz olimpijski oddał na licytację niedawno wywalczony srebrny medal. Wirtualnie z Łatwogangiem połączyli się natomiast Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny czy Jakub Błaszczykowski.













