Wystawał pod domem Kowalczyk. Akcja służb. Od razu trafił na oddział zamknięty
Justyna Kowalczyk-Tekieli prowadzi dzisiaj spokojne i ustabilizowane życie. Po wielu losowych zawirowaniach nareszcie odzyskała poczucie bezpieczeństwa. Potrafi to cenić, bo swego czasu na własnej skórze doświadczyła, jaką cenę trzeba czasem zapłacić za gigantyczną popularność. Stalker, który wystawał przed jej domem, by "chronić ją przed szatanem", to jedna z tych historii, która przez lata nie pozwoliła jej zasypiać i budzić się bez lęku.

Na niedawnej Gali Mistrzów Sportu Justyna Kowalczyk-Tekieli prezentowała się znakomicie. Wyglądała olśniewająco i emanowała dobrą energią. Nie mogło jej zabraknąć tam, gdzie przez lata z powodu kalendarza startów nie dane jej było dotrzeć, by odebrać statuetkę dla Sportowca Roku.
Tym razem sama wręczyła jedną z nagród, a potem została uhonorowana tytułem Czempionki Stulecia. Pięć medali olimpijskich, w tym dwa złote, do tego osiem krążków MŚ i wspaniałe historie pisane w Tour de Ski. Nietuzinkowa osobowość i spektakularne akcje charytatywne z nią w roli głównej.
Justyna Kowalczyk-Tekieli nękana przez stalkera. Skrajnie niebezpieczny incydent w Kasinie Wielkiej
Życie najlepszej polskiej biegaczki narciarskiej nie zawsze układało się kolorowo. Sportowe sukcesy przeplatane były osobistymi dramatami, z których za każdym razem wychodziła silniejsza. Bywały jednak momenty, kiedy musiała prosić o pomoc.
Jedna z mniej znanych historii dotyczy tajemniczego mężczyzny, który przez lata prześladował sportsmenkę, obsadzając się w roli jej wielbiciela. Tyle że z sympatią ta relacja miała niewiele wspólnego. Któregoś dnia jej finałem okazał się skrajnie niebezpieczny incydent, o czym postanowiła opowiedzieć sama zawodniczka.
"Doszło nawet do tego, że musiała interweniować policja. Kilka dni temu spod domu moich rodziców w Kasinie Wielkiej policja zabrała oszołoma z nożem. Oszołom ów już niejedną noc przespał na pobliskim przystanku autobusowym. Przyjeżdżał z drugiego końca Polski, gdy dowiadywał się, że mogę być z rodziną. Od kilku lat twierdzi, że broni mnie przed szatanem i że moje życie do niego należy" - pisała Kowalczyk przed dekadą w felietonie zamieszczonym w serwisie Sport.pl.
"Rzeczy, które wypisywał do mnie na Facebooku, nie nadają się do publikacji. Bałam się go od dawna. Bo nikogo nie boję się tak bardzo, jak fanatyków. Nie wiem, czy ingerencja policji coś w sprawie tego natręta zmieni. Choć mam nadzieję" - to dalszy fragment tekstu.
Zatrzymany przez służby mundurowe mężczyzna okazał się 28-latkiem z Mazowsza. Miał przy sobie niewielkich rozmiarów nóż. Jego stan był na tyle niepokojący, że wezwano do niego karetkę. Po wstępnych badaniach przewieziony został do szpitala psychiatrycznego w Krakowie.
Dzisiaj po tamtym zdarzeniu pozostało jedynie mroczne wspomnienie. Justyna Kowalczyk-Tekieli nadal cieszy się ogromną popularnością, ale doświadcza już tylko pozytywnych przejawów takiego stanu rzeczy.













