Konsternacja na Balu Mistrzów Sportu. Zobaczył wtedy nazwisko i go zamurowało
Robert Korzeniowski gościł na Gali i Balu Mistrzów Sportu już prawie trzydzieści razy, i to w różnych rolach - i odbierającego statuetkę, i wręczającego nagrodę. Ma zatem spore doświadczenie oraz dużo wspomnień. Dzieli się z nimi teraz. Opowiada o jednym z zaskakujących, wręcz niebywałych, zwrotów akcji, kiedy to sądził, że będzie honorował Natalię Bukowiecką, a ostatecznie przyszło mu gratulować komuś zupełnie innemu. O kogo chodzi?

Plebiscyt "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca ma długą tradycję, a w tym roku odbywa się jego 91. edycja. Pierwszym laureatem był wszechstronny olimpijczyk Wacław Kuchar, reprezentant kraju w hokeju na lodzie, lekkoatletyce, łyżwiarstwie szybkim i piłce nożnej. Na przestrzeni lat honorowani byli przedstawiciele różnych dyscyplin, a niektórzy nawet kilkukrotnie.
Dwa razy statuetkę odbierał m.in. rekordzista świata w chodzie sportowym, złoty medalista olimpijski (1996, 2000, 2004), trzykrotny mistrz świata (1997, 2001 i 2003), dwukrotny mistrz Europy (1998, 2002) oraz wielokrotny mistrz i rekordzista Polski, Robert Korzeniowski. Było to w 1998 i 2000 roku. Teraz dzieli się wspomnieniami dotyczącymi Gali i Balu Mistrzów Sportu. Ujawnia, że bywały pewne sytuacje, które zaskakiwały nawet jego.
Niespodzianka na Gali Mistrzów Sportu. "Nagle trzeba improwizować"
Korzeniowski to prawdziwy plebiscytowy weteran, wszak będzie to jego 28. Gala i Bal Mistrzów Sportu. Występował i w roli honorowanego sportowca, i wręczającego nagrody. Ta pierwsza była najbardziej wdzięczna, druga zaszczytna, lecz wiążąca się z niespodziewanymi zwrotami akcji, które wymagały refleksu.
"Najtrudniejsze były natomiast momenty, kiedy występowałem w roli wręczającego, a sytuacja zmieniała się dosłownie w ostatniej chwili. Pamiętam, gdy według scenariusza miałem wręczyć nagrodę danej osobie, a w trakcie wejścia na scenę dowiedziałem się, że będzie to ktoś zupełnie inny" - wspomina Korzeniowski w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.
Przyznaje, że w takiej chwili towarzyszył mu ogromny stres. I przytacza konkretny przykład. "Człowiek wychodzi na scenę z gotową myślą, zbudowaną narracją, a tu nagle trzeba improwizować. Miałem wręczać nagrodę Natalii - wtedy Kaczmarek, dziś Bukowieckiej - a ostatecznie wręczyłem ją Hubertowi Hurkaczowi" - tłumaczy.
Świetny sportowiec, absolutnie zasłużony, ale pamiętam, że stałem z kopertą w ręku i przez chwilę po prostu zbierałem myśli
Była to dla niego sytuacja trudna, lecz nie najtrudniejsza. Więcej kosztowała go edycja, w której wygrał sportowiec, którego na sali nie było. Nie przysłał też żadnego reprezentanta. "Po igrzyskach w Pekinie zwyciężył Robert Kubica, a na Gali nie było ani jego, ani nikogo z jego najbliższego otoczenia. Trzeba było reagować na bieżąco, improwizować i ratować sytuację na oczach milionów widzów" - wyjaśnia.
Są jednak chwile największej satysfakcji, takie jak gala po awansie piłkarskiej reprezentacji na Euro (2008), oraz unikalne momenty, w których można porozmawiać z ludźmi ze sportowego środowiska, wymienić się doświadczeniami, powspominać, podsumować rok.
Kto w tym roku ma szanse na wygraną? Robert Korzeniowski wymienia mocne nazwisko. "Obecnie na przykład bardzo trzymam kciuki za kajakarkę górską Klaudię Zwolińską - w tym roku osiągnęła historyczne wyniki, medale - ale znowu zderzamy się z popularnością dyscypliny. I to są realia Plebiscytu" - podsumowuje.













